Daj pan wymaz.

Z najtrudniejszych sytuacji wyciągajmy pozytywy! I w beczce dziegciu można znaleźć kropelkę miodu. Lubię podelektować się promykiem nadziei, świecącym na przekór cieniom i mrokom. A kiedy to światełko dodatkowo filuternie się do nas uśmiecha, zmrużywszy oczęta porozumiewawczo… Świat od razu staje się weselszy.

W powodzi ponurych przewidywań i krakań, towarzyszących nam od początku wiosny, trafiło mi się małe, śmiejące się ciekawostko. Słowo! To jest coś, co lubię; czym się param; czym się zachwycam. Zdarza się – i tu już niezależnie od czasów – iż natrafisz na taki brylancik, skrzący się w zalewającym nas piachu bylejakości werbalnej. Zachwycasz się nim, a ono tobą i już wiesz, spędzicie razem chwil parę, a może i na dłużej zostaniecie kompanami. Ono da ci inspirację, a ty jemu rozsławienie. Symbioza idei.
Mnie zauroczyło całe wyrażenie.

Wymaz z nosogardzieli.

Jest śliczne, nieprawdaż?

Ja wiem: medycyna szczyci się takimi kwiatkami; popróbowawszy ciut dłużej, można by nie takie specjały odszukać. Niemniej od dni kilku mnie zaatakowało i poruszyło, do mózgu bez zaproszenia się wciskając, właśnie to.
Wymaz z nosogardzieli.
Nawet niespecjalnie mi się chce ścisłą definicję przywoływać. Nie lenię się, lecz wartość podmiotu postrzegam tym razem w impresio, a nie ratio. Tu się zachwyca i cieszy, a nie wyjaśnia dogłębnie. Chodzi z grubsza o próbkę smarków znad języka, pobieraną celem diagnozy covida.

Całkiem jednak abstrahować nie powinno się; oddajmy owemu zabiegowi jego dumę. Tu się wymazuje… tfu! bada, czy DNA drania (przez PCR) hasają, jak licznie. Potem, zależnie od wyniku, strzałka kieruje nas do grupy szczęśliwych, lub do dalszych diagnostyk. Dodajmy, że kolejne kosztują dużo drożej. A wymaz z nosogardzieli ujmuje także egalitaryzmem cenowym; vulgo – tanio.
Lecz najważniejszym pozostaje zachwycające brzmienie.

Nie wyobrażam sobie innego dziś podrywu. Jakieś tam: „piękne masz oczy” odchodzi do lamusa. Dzisiaj zaczynasz: jak tam pani wymaz z nosogardzieli? I dalej leci już z górki.
Kiedy panikodemia minie, za tym zatęsknię. Ależ będzie nudno.
Zastrzegam, iż nie wyśmiewam się tu z powagi sytuacji, albowiem choroba rzecz przykra. Lecz cała sytuacja dawno poza ramy medyczne wykroczyła, a humor i dystans do siebie w powrocie do zdrowia pomagają.

Mam w planie pojutrze pewną aktywność, której pierwszą zaporą ochronną będzie zmierzenie temperatury i krótki wywiad. Jeśli mnie po nim skierują na pobranie wymazu, nadstawię nosogardzieli ochoczo, wszak sam kraczę. Lecz żywię nadzieję na śmignięcie pierwszej w tym roku nudnej piątki bez zbędnych turbulencji. Niechże ten wirus pójdzie precz, pozwalając bieganiem i wolnością się cieszyć. Słowo zostanie i można nim delektować się do woli. Piękno niby przemija, lecz każdy z nas ma cały czas gotowy w sobie do pobrania: wymaz z nosogardzieli.


***
Łukasz Klaś

4 thoughts on “Daj pan wymaz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *