Pałac – schody do nieba

Wspaniałą budowlę ową każdy  – nolens volens – zna, uwzględniwszy chociażby statystyki i rekordy: pnie się ona najwyżej ze wszystkich budynków w naszej ojcowiźnie.

Ta dam, Szanowni Państwo, przed Wami Pałac Kultury i Nauki.

Dworcem Kolei Wiedeńskiej w stanie erekcji przez złośliwców zwany. Takich chyba z interioru. Nie wnikając w uszczypliwości zachodzące na sferę (tfu!) polityki przypomina się tylko, że w środku są różne cuda, marmury, glansy, ponad 3000 pomieszczeń, kultura, sztuka, sport, sacrum i profanum, toalety za darmo a na dokładkę na wieży gniazdo sokołów wędrownych. I piękny i tajemniczy; nawet wysokości dokładnie nie mogą ustalić, 231 czy 238 metrów. Z najwyższych wydm Kampinosu go widać.

No i: schody. Cała kupa schodów.

Z bieganiem Pałac ma zatem trochę wspólnego, zakładając, że chcemy poruszać się bardziej w pionie niż w poziomie. Jak wiadomo, jestem administratorem grupy od zasuwania po klatkach ewakuacyjnych warszawskich wieżowców i adres Plac Defilad 1 to stałe miejsce naszych treningów: Biegamy po Schodach. O tej formie ruchu szerzej będzie jeszcze czas napisać; teraz w odniesieniu do konkretnej lokalizacji. Ukochanej przez wielu, ale też swoiście denerwującej.

Pomimo, iż to najwyższy budynek w Polsce, wcale tak dużo do nieba się nie zbliżymy: 114 metrów ledwie od dołu. Tak, bo na tym poziomie umiejscowiony jest taras widokowy, z którego turyści podziwiają panoramę płacąc za ten przywilej pokaźną sumkę. Ciekawostka: parlamentu nie zobaczymy, Novotel zasłania.

Widok z tarasu na Dworzec Centralny i LIM

Przypadek? Nie sądzę. Ta tarasowatość atrakcyjna sprawia też, że nie zawsze możemy trenować nawet do tej wysokości. Bo a nóż ktoś specjalnie celem panoramicznym by przyszedł i za darmochę perspektywę miasta miał? Stąd mamy zawsze ekscytującą niepewność: do 27, 29 czy 30 piętra? Oczywiście, słowo rozstrzygające ma ochrona. A z nią przeróżnie bywa. Na mnie spada zwykle obowiązek, to jest właściwie przyjemność (czyli taki zaszczytny obowiązek) ułożenia się z przemiłymi panami w mundurach. A ci w zależności od dnia, humoru, położenia gwiazd i cen pietruszki, najprzeróżniejsze fundują naszej grupie atrakcje. Zatem zakres pionowy poruszania się: istnieje kilka wariantów, przy czym najmniej problemów stwarza najprostszy, a dla nas najatrakcyjniejszy, czyli od piekła do nieba, co tutaj wyznacza 1-30. Ale start bywa też na 6 i 7,  a meta jak powyżej wspomniano. Ganiają nas też po klatkach, których w trzewiach tego labiryntu znajdziemy kilkanaście. A dodatkowo: a to każą wszystkim uczestnikom pesele podać, a to drogę przeciwpożarową udrożnić, a to urządzają postoje pod zamkniętymi odrzwiami w miejscach wszelakich. Najbardziej jednak cenię: – Trening? Dziś? Nie, nic nie wiemy. Drobiazg! Kilka telefonów… Oni do swojego szefa, on do nich. Ja do dyrektora naszej fundacji; on do szefowej zarządzania pałacem; ona do bossa ochrony, on do ochroniarzy, oni do mnie. Gotowe! Czasami wszystkie etapy dwa, a bywa i trzy razy. Świetna zabawa. Treningi odbywają się co prawda we wtorki i środy, ale pasują do nudnych piątków, bo po takich drobnych negocjacjach czasem aż po weekend mi się odbija i powieka drga. Dola orga, och.

Pierwsze sześć pięter poświęcamy w celu najwznioślejszej misji artystycznej: teatrowi nie przeszkadzać. W ogóle to jedno z moich ulubionych pytań – zagadek, gdy ktoś zbytnio od słoików mi przysala: wymień teatry mieszczące się w PKiN. Bardzo proszę, Szanowni Państwo; niejeden znawca stolicy na tym ząbki ukruszył.

To jeden Wam podpowiem: za wykopanie nas od razu na siódme odpowiada oczywiście Teatr Szóste Piętro. Czego się dla kultury nie robi!

Ze sportu jeszcze… W PKiN ulokowany jest basen. Przepiękny, z wieżą do skoków, wycyzelowany architektonicznie modnymi przed naszym urodzeniem hipermarmurami. Zgodnie z miejscową logiką, aby w razie pożaru służył za rezerwuar wody, znajdziemy go… na najniższym oficjalnym poziomie. I drużyna obsługi daje radę w stylizacji zwyczajów pracy późnogierkowskich. Ma to swój urok. Proszę. Bohaterowie dialogu: ja i pani z sekcji czystości.

– Przepraszam, ale to prysznice męskie.

– A mnie nie przeszkadza, co przeprasza.

– Trochę to krępujące dla mnie jednak…

– Poprzychodzi trochę, to się przyzwyczai.

– Ale jakże to, przy damie?

– O, dam mu się zachciewa! Niech pracować nie przeszkadza!

– To ja przepraszam!

– Nie przeprasza, tylko wyciera iglicę i na dwór.

Ta iglica mnie zachwyciła. Sam bym nie wymyślił tak pięknego nawiązania do detalu konstrukcji, tnącego niebo dwieście metrów powyżej.

Zatem pływalnię polecam, pamiętajcie tylko, że nie można z niej korzystać. To znaczy tak normalnie nie, koniecznym jest zapisanie się na jakieś zajęcia. Szerokie spektrum oferują: nurkowanie, skoki do wody, kursy ratownicze, pływanie synchroniczne; jeśli uruchomimy grupę: Biegamy po Wodzie, dam Wam znać. Jeszcze jeden powód, żeby śledzić i polecać mój blog. 😀

Bieg Tyma 2018

A słynnym wydarzeniem, łączącym świat ducha i ciała jest coroczny Bieg Tyma, pięknie nawiązujący do kultowego „Misia”. 30 czerwca i ja wystartuję; bywalcy naszych treningów poczują się, jakby w filharmonii zobaczyli woźnego z wiolonczelą. Będzie bardzo interesująco.

Pewnie jeszcze nie raz o Pałacu wspominać będziemy.

A zburzyć go nie damy.

No, przynajmniej do 30 czerwca.

2 thoughts on “Pałac – schody do nieba

  1. Inteligentne i dowcipne takie rozmyślania na temat architektury życia biegania ludzi sytuacji zebrane razem to ja lubię 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *