Ostatnie spotkanie Pod Kotwicą.

-Cześć grupo! -Powitaliśmy się jednocześnie z Tadkiem. Poza nami, nikt nie przybył.

-Istnieje choć cień szansy, czy nie ma sensu czekać?

-Żadnej nadziei… Gruby z Asią w podróży zaręczynowej, Ultras pier… rzucił wszystko i wyniósł się w Bieszczady, Fanatyk wybrał studia zamorskie, Wymiatacz przeprowadza się właśnie na drugą stronę Wisły. A hrabina Szczydoniecka zniknęła.

-Jak to zniknęła?

-Znajomi, a dobrze oplotkowani mówią coś o Indiach, cholera wie. Podobno powiedziała dozorcy, że wróci, jak tu będzie normalnie.

-To faktycznie po niej.

Potruchtaliśmy razem, smutno szurając butami na ostatek. Za to tempo trzymaliśmy tradycyjne: bardzo wolne. Pewne rzeczy nie podlegają zmianom nawet w okolicznościach ostatecznych.

🖐🖐🖐

-Ty też wyjeżdżasz?

-Cóż, pewne rzeczy się kończą, nowe zaczynają. Nie ma co płakać. Chociaż żal.

-Żal. Ten covid…

-Covid nie ma tu nic do rzeczy. Ludzie biegali, biegają i będą biegać. Świat się nie zawalił.

-Fakt, lecz ostatnio tyle rzeczy biegowych się zamyka: imprezy, kluby, blogi…

-Może taka kolej rzeczy. Powstanie coś innego. Natura nie lubi pustki.

-Racja. Ale żal…

Tadek spojrzał na mnie smutno.

-Będę tu i tak przychodził. Lubię poniedziałki i nudne piątki. A ty napisz coś czasem choć na fejsie.

-Napiszę…

Potem milczeliśmy jakiś czas, głównie dlatego, że tempo nieco wzrosło.

🖐🖐🖐

Domknęliśmy piątkę pod pomnikiem Ligi Morskiej z charakterystyczną kotwicą. Monument stoi niewzruszenie, nie mając zamiaru runąć z rozpaczy. A że przestanie być tytulantem opisów wyczynów pewnej grupy szurającej… W końcu jest z kamienia.

🖐🖐🖐

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Ostatnie spotkanie Pod Kotwicą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *