Ostatni szczyt.

Ostatki jesienne odprawiamy szurając… Po drodze mocno zaprzyjaźniamy się z pachołkami.

Kończymy w tym roku pierwszą część biegowej Korony Himalajów. Pokonując biegiem piąteczkę, symbolicznie wspinamy się na Makalu. Potem cykl zapada w zimowy sen. Kolejne siedem gór zaatakujemy w 2021. Oby covidowe draństwo nie przeszkodziło. My już zgłaszamy gotowość.

Przybyłych na siódmy bieg czekała niespodzianka w postaci skróconej trasy. Remontują Warszawę tu i ówdzie. Najpierw dopingowaliśmy ogromny dźwig, który ugrzązłszy w błocie, tarasował przejście. Kiedy zawalidroga, przy naszym ogromnym aplauzie, pojechał w wilgotną dal, pozostała kwestia wymierzenia dystansu. Ostatecznie zawracaliśmy z jednej strony przy płocie, z drugiej przy pachołku, nawijając, bagatela, dziewięć razy. Teraz naprawdę polubiliśmy ten znacznik.

Fot. Citos von Grodno.

***
Nadzwyczajne warunki nie przeszkodziły wygrać Agnieszce. Już się robi nudno. 😊 Poparła to niezłym czasem 21:38. Jej nic nie zbija z tropu; deszcz, zimno, covid, roztrenowanie, zawrotki. Zwycięstwo w cyklu ma w kieszeni. Ja finiszowałem w środku stawki i w przyszłym roku muszę się sprężyć, chcąc zachować drugą pozycję w generalce.

***
Przed zawodami nagrodzono najszybszych w poprzedniej edycji. Wiadomo, kogo oglądaliśmy na podium.💚

A jutro obudzimy się w czerwonej strefie. Jeju, żeby choć biegać pozwolili.


Fot. Citos von Grodno.

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *