Odczarowany Mozart.

Kiedy wybieramy się na jedną ze słynnych oper, wiedząc, iż po trzecim dzwonku czeka nas sporo – hm! – awangardy, sztuką jest zachować nieskazitelny obiektywizm w ocenie. Chłodne spojrzenie i dystans niełatwo wykazać, uznając muzykę Amadeusza za niekwestionowalny ideał. Szczęściem, w skład wieczoru wchodzą również wrażenia wizualne, pozwalające zachować nadzieję, iż nie padniemy trupem z oburzenia.

Czarodziejski flet według Suzanne Andrade, Paula Barritta i Barrie Kosky to wielki ekran z olbrzymimi animacjami, raz tworzącymi zabawne filmiki, to znów dopełniające postaci śpiewaków nie na żarty. Królowa Nocy staje się na przykład ogromnym pająkiem. Konwencja ta utrzymuje się w stylu kina niemego i tamtej estetyki.

Na szczęście śpiewają. Lecz jeszcze o tej odważnej aranżacji dodajmy słów kilka. Na początku drażniła mnie i przeszkadzała, lecz później nadeszła refleksja: czyż ta opera nie jest w istocie nieco swawolną baśnią? Nie potrzeba zatem zawsze ubierać jej w tony powagi, a odrobina humoru jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Niech zatem dzieje się na scenie kino lekkie – zawsze można zamknąć oczy i słuchać. Albowiem wykonanie muzyczne wypada zadowalająco. Nie wszystko brzmi perfekcyjnie, lecz czy da się zaśpiewać arię Królowej Nocy idealnie?

Zatem polecamy, namawiamy. Na Mozarta zawsze jest dobry czas. A od tej różmajtkowej kurtyny można się odwrócić i selfie cyknąć.

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Odczarowany Mozart.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *