Plogging.

Podobno stało się modne, a że pozytywny to trend, z całą mocą popieramy. Mowa o zeswataniu biegania, ze… zbieraniem śmieci. Łączymy, klasycznie wręcz, przyjemne z pożytecznym. Nie brakuje, niestety, kretynów, którzy całe swoje otoczenie traktują jak śmietnik. Odpadki spotykamy na każdym, nomen omen, kroku. Zbierając trochę dziadostwa podczas treningu, uczynimy choć kawałek świata czystszym. Zwą to ploggingiem.

Fot. AR.

Słowo plogging wywodzi się ze Skandynawii. Nasi bracia Szwedzi, połączywszy jogging i ichnie plocka upp (podnosić), obdarzyli świat wdzięcznie brzmiącym kalamburem. Przyjęło się. W polskim ciężko coś wymyślić; zbierganie? Czystobieg? Chyba zostaniemy przy ploggingu. Zresztą, działanie ważniejsze, szyld wtórny.

Powinniśmy pamiętać przy tym o własnym bezpieczeństwie. Jednorazowe rękawiczki zakładamy obowiązkowo. Jeśli nie jesteśmy pewni, czy nie ma ryzyka – chemikalia, padlina, etc. – nie ruszamy. Można zawsze odpowiednie organy i inne instrumenty uruchomić.

Aby nie psuć ciągłości treningu, warto plogging zaplanować na koniec. W sam raz na schłodzenie się nada. Po ostatnim śmieciu wrzucamy worek do kosza i mamy satysfakcję podwójną. Pochwalenie się w mediach wskazane! 😊

Jola z AR w akcji. Fot. AR

Trzeba powiedzieć sobie szczerze, że świata w ten sposób nie zbawimy; nie ta skala. Lecz mimo to warto uczynić ten wysiłek, dokładając swoją cegiełkę. A z korzyścią widoczną – można zadziałać lokalnie. Swoją ulubioną ścieżkę biegową w lasku jesteśmy w stanie wyploggować! Ponadto, nasze starania mają walor edukacyjny. Ktoś podpatrzy, inny się zawstydzi; kropla drąży skałę. Walczmy.

***
A na weekend zapraszamy na bieg eko!

Klik


Łukasz Klaś

3 thoughts on “Plogging.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *