Amatorszczyzna biegowa.

***
Rozumiem wasze niepokoje i motywacje, bo to jest wasza praca i coś, czemu często poświęciliście życie i jako PZLA rozumiemy wasze problemy. Rozumiemy też jednak, dlaczego macie tak małą siłę przebicia i dlaczego nikt się za wami nie ujmuje. Sport wyczynowy nie może istnieć bez rywalizacji, nie miałby sensu. Czy może istnieć sport amatorski bez rywalizacji? Właśnie może. To jest dość kontrowersyjne, ale taka jest niestety prawda. Bardzo dużo ludzi stojących z boku, tak na to patrzy. Jeśli nie będzie biegów dla amatorów, to ci amatorzy pójdą biegać gdzieś sami do lasu. Stąd może się brać niezrozumienie problemów tej branży, bo to nie jest niezbędna działalność dla funkcjonowania w społeczeństwie. My jako PZLA skupiamy się głównie na rywalizacji zawodowej, wyczynowej. Czas jest bardzo zły, szczególnie dla organizatorów imprez masowych.

***

Niefortunna wypowiedź Tomasza Majewskiego, wiceprezesa PZLA, na temat biegaczy amatorskich, odbiła się szerokim echem w naszym środowisku. Głos dwukrotnego złotego medalisty olimpijskiego zabrzmiał donośnie i nic dziwnego, biorąc pod uwagę jego gabaryty. Wydaje się jednak, iż dla sytuacji imprez masowych ważniejsze są decyzje rządowe i w tamtą stronę należy nadstawiać ucha. Natomiast poglądy pana działacza kulomiota potraktujmy jak ciekawy przejaw folkloru, wiele skądinąd o autorze mówiące. Nasuwają się przy okazji weselsze wnioski, a humoru w czasach epidramy nigdy nie dość.

Ja tam lubię tkwić w amatorszczyźnie, nawet jeśli oznacza to wykluczenie z opieki wszechkompetentnego rodzimego związku Królowej Sportu i jego tuszowności wiceprezesa.
Zawodowiec musi, a taki drobny tuptacz, jak ja – nie. Biegam, albowiem chcę, czerpiąc z tego satysfakcję. Ograniczenie imprez oznacza dla mnie mniejszy wybór w sposobie spędzania wolnego czasu. Zagospodaruję go sobie inaczej; może nawet ciekawiej i korzystniej? Wyczynowiec traci źródło zarobku. Czy stąd bije źródło frustracji ludzi zarabiających na sporcie?

Wesoło jest wstać rano i pobiec do lasu, wiedząc, iż tę pasję dzieli ze mną 1,5 miliona ludzi tylko w naszym kraju. Mam mocne podejrzenie, że rekreacyjnie rzut młotem czy inne pchnięcie kowadłem skupia odrobinę mniejszą rzeszę. Amatorskie szuranie na pewno lepiej wpływa na zdrowie, chociaż z powodu pracy zarobkowej nie poświęcamy tyle czasu regenerację, co zawodowcy. Działa na nas mniejsza presja i to wystarczy.

Tomasz Majewski wspaniale reprezentował nasz kraj, szczególnie na igrzyskach olimpijskich. Dał się też lubić jako skromny i sympatyczny człowiek, któremu sukces nie uderzył do głowy. Niestety, jako działacz, zachowuje się czasem trochę inaczej. Przemawia zbyt często ex cathedra, myląc funkcję publiczną z posadą kierowniczą.

Nie chcę się za bardzo znęcać nad wiceprezesem, tym bardziej, że z wielu stron słyszy on teraz głosy – delikatnie rzecz ujmując – dezaprobaty. Sens jego wypowiedzi wyolbrzymia się w negatywnym znaczeniu, które nie było chyba intencyjne. Co nie znaczy, że wyszło szczęśliwie. Miejmy nadzieję, że sprawa ta skłoni go do refleksji, a amatotrzy, zwłaszcza biegacze, zyskają sprzymierzeńca, a nie wroga.


***
Łukasz Klaś

4 thoughts on “Amatorszczyzna biegowa.

  1. Absolutnie się z Panem Majewskim nie zgadzam. Chyba faktycznie słyszy głosy… Strach pytac jakie. Czyżby Ciemna strona mocy? Ja Popieram Wasze biegi zawsze i uważam, że to piękna inicjatywa. Pozdrawiam!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *