Zwycięstwo z cienia.

Z cienia – wielkiej i groźnej góry Nanga Parbat. Pobiegliśmy w kolejnych zawodach cyklu Korona Himalajów i Karakorum; dla uczczenia himalaistów. Niektórzy, walcząc na jej stokach, zostali na zawsze w śniegu i lodzie. Ale walczyli. Walczyliśmy i my.

Z cienia wirusa, który – mamy mocną nadzieję – odchodzi już za horyzont. Środowy start odbył się prawie w zwykły sposób. To wielka przyjemność ścigać się bark w bark z grupą przyjaciół. Maski jeszcze tu i ówdzie trzeba…

Z cienia zmęczenia – gdyż sobotnia rywalizacja w Piasecznie mocno dała nam w kość. W tym kontekście start pod Centrum Olimpijskim stanowił także solidny trening, z zadowalającymi czasami na mecie.🙂

Z cienia poprzedniej edycji – tradycyjnie, dekoracja odbyła się teraz. Aga odebrała trofeum za drugie miejsce, a ja figę z makiem za czwarte.

Z cienia pogody – gdyż litościwe chmury zasłoniły słońce przed rozpoczęciem. Powiało… mniejszym upałem.

Pobiegliśmy.

Agnieszka wygrała wśród kobiet (21:09) i pewnym krokiem zmierza po zwycięstwo w całej serii, powiększając przewagę. Ja zająłem drugie miejsce wśród mężczyzn i pewnym krokiem zmierzam po drugie miejsce w całej serii, tracąc coraz to do Wojtka…😀

Przed startem. Fot. Citos von Grodno.

Następnym razem niech będzie ze słońca, choćby i kosztem wyniku. Damy znać.
***
Łukasz Klaś

4 thoughts on “Zwycięstwo z cienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *