Śniegiem biegiem.

Zima kontratakuje skutecznie, mrożąc, sypiąc, dując! Spowite bielą, skrzące góry wzywają z południa, bagiennego górals pod żebro duszy dźgając. Z ochotą ulegam, wyruszając na wierchy a jaworzyny szumiące. Tym razem przemierzam szlaki gorczańskie, startując z Obidowej. Towarzyszy mi siostra, realizująca wyprawę narciarską, inną trasą. Zataczamy swoje pętle, przecinające się w miejscu oczywistym: na Turbaczu. Jest też z nami tata, który wybiera opcję wycieczki wzdłuż potoku Lepietnica.

🍀🍀🍀

Zielonym szlakiem wybiegam ostro pod górę na Stare Wierchy. Początek miło urozmaica strumyk, tu i ówdzie wypływający spod śniegu. Trzeba uważać, aby przemoczeniem butów nie zakończyć wycieczki od razu! Wyżej zima zaprowadza swoje prawa, oferując aż do schroniska trakt twardy i przejeżdżony. Pogodę trafiam niezłą, acz widoczność nie rozpieszcza.
Na Starych Wierchach wiosny nie widać zupełnie. Skręcam w prawo, za czerwonymi znakami, na słynny GSB: Główny Szlak Beskidzki.

🍀🍀🍀

Samotność długodystansowca jest piękna, a w takich okolicznościach jeszcze wspanialsza. Czasem jednak proza życia zgrzytliwie psuje nastrój. Szuram dosyć wygodnie po czyimś wyraźnym śladzie, wśród ośnieżonych chojarów: bajka. Jednakże kilkaset metrów za schroniskiem trop skręca, zostawiając mnie sam na sam z puchatą pokrywą. Rozpoczynam udrękę i ekstazę zimowego wędrowca, dzielnie torując drogę. Warstwa wynosi od 5 do 20 centymetrów miąższości, dając pod spodem twarde podłoże, zatem nie narzekam za bardzo. Nogi i płuca muszą się jednak bardziej wysilić, robiąc za organiczny pług. Dochodzi do tego czujność na orientację, by właściwego traktu nie zgubić. Część znaków schowała się pod bielą, utrudniając pozycjonowanie. I tak wesoło skaczę po lesie, aż do samego szczytu nie naptykając człeka ni zwierza. Szlak na kopułę wierzchołka Turbacza oznaczono już wysokimi tyczkami; melduję się u gorczańskiego króla bez opóźnień, dodając do satysfakcji treningowej dumę nieomal nieomylnego tropiciela.

Krótko popasam przy schronisku, żwawo zbierając się do dalszej drogi. Obiekty PTTK działają w systemie wydawania posiłków i napojów na wynos; przy mniejszym ruchu na ogół z jadalni nie wyganiają. Stoły i ławki na zewnątrz są gościnnie uprzątnięte. W ostatnich dniach zwiedziłem kilka podobnych miejsc, zastając wszędzie właśnie taki standard.

🍀🍀🍀

Droga w dół układa się dużo łatwiej. Cała trasa jest przetarta, umożliwiając szybkie zbieganie. Nie ma problemów z orientacją, spotyka się też więcej turystów. Chmury i mgły chwilami się rozstępują, szerząc panoramy. Tatry jednak samych szczytów nie pokazują, poprzestając na podnóżach. Dobrze widać miasto i Jezioro Czorsztyńskie. Słońce umila szuranie i opala czachę; cieszę się, albowiem sezon plażowy tuż, tuż. Skręcam w prawo na czarny szlak, prędko wytracając wysokość. Ścieżka prowadzi estetycznym lasem, gustownie poprzetykanym polanami. Śnieg skrzypi, dusza śpiewa.
Super.

🍀🍀🍀

Docieram zadowolony do parkingu, gdzie czeka już tata. Trasę pokonałem w niezłym tempie, 17km+700up/2h40’. Trochę ciuchy mokre, lecz to nawet poprawia samopoczucie, zwłaszcza po założeniu suchych. Czekamy chwilkę na siostrę, która dystans miała dłuższy i warunki narciarsko mocno średnie. W świetnych humorach do Krakowa wracamy.

Hej, zimo trwaj. Daj jeszcze potorować.

🍀🍀🍀

Na foty zapraszam na fb.

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Śniegiem biegiem.

  1. Piekna zima tej wiosny Panie Kolego 🙂 I na nartach jeszcze mozna pojezdzic. Bardzo fajny szlak jest z Obidowej na Czerwone Wierchy 🙂 ktorym akurat nie szlam ale wlaze na mapy z Google Earth i pokazuje trase. Rewelacja. Az kusi zeby sie tam wyrwac. Pozdrawiam zacna rodzinke Klasiow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *