Zwycięstwo w mroku.

To już szósta piątka w cyklu Korony Himalajów. Tym razem – biegnąc – wspinamy się symbolicznie na Manaslu. Zawody odbywają się pierwszego dnia jesieni, w cieniu góry zdobytej pierwszy raz zimą przez, a jakże, Polaków. Wspominając wyczyn naszych wspinaczy łatwiej mocniej przycisnąć na finiszu; taka namiastka sztuki cierpienia. My możemy działać, himalaiści nie: covid, szczyty zamknięte na klucz.



Przed biegiem mamy dekorację za poprzednią edycję. Agnieszka zbiera laury za drugie miejsce. Podium w ciemnościach wygląda efektownie. Element olimpijski miły jest sercu każdego sportowca.

W dzień przesilenia pogoda zafundowała nam lato. Piękne słońce cały dzień podgrzewało asfalt, lekko gotujący się pod stopami. Poszukiwacze wyników wzdychali, czy to już ostatni raz w tym roku? Niemniej, śmigaliśmy już przy mroczeniu, zatem z każdą chwilą stawało się chłodniej – i ciemniej. Dało się żyć.

***

Szuranie w czerni ma swoje uroki. Postaci mijanych biegaczy majaczą półcieniami w świetle latarni i nie masz pewności, kto tu, a kto tam. Nawierzchnia leży pod stopami sucha i czysta, stąd można rozwinąć skrzydła. W alejce migają odblaski, tarcze zegarków, złote zęby i naszyjniki. Raźno się przebiera nogami.

***

Agnieszce nie przeszkadza chybotliwość światłocieni i po pewnym, równym biegu zwycięża w dobrym czasie 21:05. Oznacza to, iż umacnia się na pierwszym miejscu w klasyfikacji generalnej. Pomimo, iż nie osiągnęliśmy jeszcze połowy cyklu (6/18), tylko demony himalajskie mogłyby jej odebrać triumf końcowy. Mając tak ogromną przewagę, ta dalej ciśnie…🙂. Ja zająłem lubianą czwartą lokatę, z przeciętnym rezultatem 18:18.
W tym roku czeka nas jeszcze jedna edycja, dokładnie w Dzień Nauczyciela. Potem biegaczohimalaiści zapadają w zimowy sen. Z przerwami…

Łukasz Klaś

***
Fot. Citos von Grodno

4 thoughts on “Zwycięstwo w mroku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *