Biegiem! Everest Warszawski.

Wystartowaliśmy! Oczywiście (🙂) pobiegliśmy tylko treningowo, aby nie burzyć równowagi obostrzeniowej. Bezpieczeństwo w górach i na nizinach pozostaje priorytetem rozsądnych, drażniąc niecierpliwych. Ci drudzy mieli zatem okazję w zgniłym kompromisie poćwiczyć, dokładając element rywalizacji.
Impreza Everest Warszawski służyła zbiórce środków na pomoc ubogim mieszkańcom Nepalu. Pięknie współgrała z rocznicą zimowego zdobycia najwyższej góry świata przez Polaków Leszka Cichego i Krzysztofa Wielickiego. Książki o ich wyczynie, z autografami, pełniły rolę trofeów. A że zima dopisała, klimat zrobił się naprawdę odpowiednio sezonowy.

🍀🍀🍀

Ruszyliśmy nieco zmodyfikowaną trasą, gdyż budowa kolektora przy Centrum Olimpijskim ciągle trwa. Jedno pozostaje niezmienne: nawrotki na pętelce – tym razem dziewięć przyjemnych zmian kierunku. Co pięćset metrów wybrzmiewało w głowie: nawracajcie i bieżcie w przeciwną stronę. Środa Popielcowa również odcisnęła piętno na naszym szuraniu.

Od rana sypało białym puchem nie na żarty. Zasuwaliśmy nieprzetartym duktem, grzęznąc, ślizgając się, dysząc, klnąc i los błogosławiąc. Tak to początek Wielkiego Postu zbił się datą w jedno z końcem postu startowego – oby na stałe. A ciężkie podłoże, zwłaszcza przy wyprzedzaniu, dało w pośladki, co niech zaowocuje progresem na wiosnę. Solidnie poszuraliśmy!

🍀🍀🍀

W takich kopno i śnieżno miłych okolicznościach pięknie walczyła Agnieszka, zajmując drugą lokatę. Rezultat: 26:16. Dobrze zacząć biegowy rok od podium. Mnie wystarczyło na trzecie miejsce z wynikiem 22:14. Długość wyścigu wyniosła 5,4 kilometra, stąd takie niepiątkowe czasy. Z powodu trudnych warunków nie za bardzo da się stwierdzić, czy było to mocne tempo. Nas zadowala… w miarę.

🍀🍀🍀

Mocne rozpoczęcie sezonu traktujemy jako dobrą wróżbę – dla Was i dla nas.
Dla biegania.

🍀🍀🍀

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *