Cel sezonu.

Wielu biegaczy, choć – eheu! – nie wszyscy, planuje swoją aktywność, wyznaczając sobie cele. Przyjmują one postać konkretnych wyników, zawodów, osiągnięć lub zgoła ogólnych założeń (schudnę). W przypadku sportowców wyczynowych kwestia nie podlega wątpliwości, ciężką się nieraz czkawką trenerom odbijając. Lecz i amatorzy patrząc w przyszłość marzą, starając się przekuć nadzieje w czyn. Najczęściej stawiamy sobie zadania w okresie rocznym, zamknięte w haśle: cel sezonu.

***

Noszę w sobie głębokie przekonanie, iż stawianie ambitnych celów pomaga nam się rozwijać. Mobilizując do wysiłku, pozwala wychodzić poza strefę komfortu. Systematyczny, mocny trening podniesie na wyższy poziom nie tylko naszą szybkość i wydolność, lecz także ludzkie cnoty kardynalne: cierpliwość, pokorę, męstwo i pilność. Może to jest w całej zabawie najważniejsze? A wyniki przyjdą i jeszcze nie raz przyjemnie zaskoczą, wywołując uśmiech na facjatach.

***

Ja w tym sezonie postawiłem sobie konkretny cel: złamanie bariery siedemnastu minut na 5 kilometrów. Nudna piątka; oczywiście, cóż innego miałbym rozgrywać? 😉 Czy podjąłem bardzo ambitne zadanie? Z jednej strony, ściągnięcie z wyniku trzynastu sekund nie wydaje się przesadnie trudne. Z drugiej, o rzeczywistym poziomie świadczą bardziej rezultaty numer 2, 3, 4… Zatem tutaj mam już pół minuty do poprawienia. Poświęciłem na ciężki trening cztery miesiące, oglądając tę siedemnastkę w snach. Teraz nastąpi weryfikacja. Trzymajcie kciuki. 😏

Ja podchodzę z wielkim szacunkiem i sympatią do biegających na luzie, bez napinki, swobodnie, czasu nie mierząc. Takie podejście pozwala miło chwile spędzać na szuraniu, zaliczając lekki wysiłek i relaks jednocześnie. Samo zdrowie zza rogu się uśmiecha. Nie musimy wszak każdej aktywności poświęcać na rozwój osobisty. Przebieranie nogami w rytmie wolnym i wolniejszym stanowi piękną odmianę przyjemności.

Niemniej takie podejście pozostawia poza ich doznaniem cały obszar, zarezerwowany dla nas: trenujących, męczących się, robiących postępy. Czuć, iż w efekcie wyrzeczeń biegniemy szybko, lekko i daleko, staje się bezcenną nagrodą. Stan nieporównywalny z niczym innym, niedostępny w truchcie. Warto dlań stawiać ambitne cele.

Człowiek stając przed górą może na nią wejść. Nie musi. Ale widok ze szczytu jest rozleglejszy.

Wszystkim życzę zrealizowania jesiennych celów oraz czerpania satysfakcji z każdego rodzaju biegania.

Tak słodko na koniec. Cmok.

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Cel sezonu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *