Miasto 2018 czy obłęd 42.195

 

Znów ciucholansem się zgraja zatęczy

Biegowa wysypie się ćma

Ogłaszam alarm maratoński dla miasta Warszawy

Niech trwa

Ja, to pani powiem, tych biegaczów w ogóle nie rozumiem. Żeby se tak jeszcze dla zdrowia, na świeżym powietrzu gdzie, w lasku jakim albo w tyj tam Puszczy Kępinowskiej, to tak. Bo to tlen się wdycha, a azot wydycha albo i ten czad, że zdrowo mają dla płuc. Ale po ulicach? Toć caly ten ołów wdychajo i kurz; bo ten smog to pono w lecie też jest, tylko go mniej widać. Licho kuszą, bo lekarstwa drogie. Nie, córka nie, ale zięć to biega. Taki przystojny chłop i nie powiem, grzeczny, uczynny i mało pije, a to w niedzielę się biegnie. I jeszcze w tych portkach śmiesznych, że to głupio, bo wprost powiem, to klejnoty mu widać jak na wierzchu. Żeby jeszcze jaką nagrodę wybiegał, ale gdzie tam: i sam płaci za bilet na ten maraton i to pół roku wcześniej. Więc mnie to nie tak zbyt podoba się. Ulice? A to mi jedno, bo my o tej porze śpimy, jak porządne ludzie w niedzielę.

Nie dostrzegam przesłanek, aby protestować przeciwko maratonowi. Z punktu widzenia ekologii taka impreza charakteryzuje się przewagą zalet, przy mniej ważnych minusikach. Przede wszystkim promuje naturalne przemieszczanie się, minimalizujące skutki szkodliwego oddziaływania cywilizacji technicznej na środowisko naturalne będące perfekcyjnie funkcjonującym homeostatem. Skoro zalaliśmy już naszą matkę ziemię betonem i asfaltem, to biegajmy też po nim, zostawiając w spokoju mateczniki biosfery. I dobrze, że ulice zablokują, spalina ich mać! Mniej aut, mniej zanieczyszczeń, mniejszy efekt cieplarniany. Nie, sama nie startuję, ale koleżanki z naszego stowarzyszenia założą maski przeciwsmogowe, aby tym bardziej uświadamiać, szerzyć, edukować. Jak dobrze pójdzie, to wywrócimy kociołek z sosem mięsnym do makaronu. Albo przynajmniej naplujemy. Smacznego, mordercy.

– Proszę państwa, otwieram naradę odnośnie do ustosunkowania się naszej partii do maratonu. Przypominam, że zbliżają się wybory i każda decyzja może mieć długofalowe skutki. Innymi słowy: ja nie zamierzam kiblować poza ratuszem następnych czterech lat. Pani sekretarz, zaprotokołujcie porządek obrad. Nie, bez kiblowania, to była uwaga poza. Zaczynamy. Co wiemy od wtyczki u wrogów?

– Czekają na nasz ruch. Czy opowiemy się za, czy przeciw. I czekają też, co doniesie ich wtyczka od nas. Znaczy się, jepany zdrajca siedzący na tej sali.

– Czyli w normie. Panie sekretarzu, analiza.

– Musimy tę kwestię załatwić giętko. Z jednej strony mamy sporą grupę, której maraton przynajmniej raz w życiu w czymś przeszkodził, z drugiej biegających zapaleńców. Jak pan, panie przewodniczący, przynajmniej oficjalnie.

– Jak będzie trzeba, to równie oficjalnie stanę się antybiegaczem; kontynuujcie.

– Warto też pamiętać, że jedni i drudzy mają rodziców, dzieci, mężów, żony, kochanki, zatem są to znaczące wyborczo liczby. W naszej strategii proponuje się dwa główne aspekty: primo – dywersyfikację lokalną, secundo – stosunek arbitrażowy. Co do pierwszego, dzielimy miasto na trzy rodzaje dzielnic. Tam, gdzie zawsze prowadzi trasa maratonu, eksponujemy sceptycyzm, troskę o mieszkańców. W dzielnicach nigdy nie goszczących imprezy jesteśmy oczywiście za – zdrowo, a mieszkańcom nie przeszkadza. A tam, gdzie czasem biegną, a czasem nie, giętko: tak, ale…

– To trasa nie jest stała?

– Powiedzmy: jak poglądy naszej partii.

– Drugi aspekt, to stanowisko ogólne, oficjalne: nie stajemy po żadnej stronie! Proponujemy sojusz mieszkańców i biegaczy; już rolą każdego z was wypowiadać się tak, żeby i jedni i drudzy poczuli, że z rozkoszą wsadzimy im nos do dupy.

– Znakomicie! Przyjęte! Świetnie pan to przygotował. Zrobi pan karierę. A prywatnie, co o tym pan sądzi?

– Biegnę w maratonie w koszulce z napisem: kierowcy z biegaczami. Pierwsze 3 i ostatnie 5 kilometrów… Będzie mnie widać.

Ostatnie przygotowania skończone, teraz tylko tapering. Czas przedstartowy, kumulowanie mocy mentalnej, albowiem fizycznie zrobiłam już wszystko, co zaplanował mi trener. Po jutrzejszym delikatnym rozbieganiu postawię ostatni krzyżyk na kalendarzu. Chcę już wystartować, ale jeszcze dwa dni descentu białkowego, potem trzy dni ascentu węglowodanowego, otejpowanie nóg, tempo BNP rozpisane, GPS gotowy i kompresja też. Będzie życiówka. Zablokowane ulice? To nie moja sprawa, płacę wpisowe, niech się organizatorzy martwią. Ja mam tylko biec i zobaczyć na mecie 2:59:59.

Ogniu, krocz ze mną.

Ja to bym do nich strzelał, tych popaprańców. Do lasu niech spieprzają, albo przynajmniej do parku. Ulice są dla samochodów, nie dla biegaczy. Ciekawe, co by powiedziały kuce galopujące, jakby zamknąć chodniki i urządzić po nich rajd samochodami? Taka sama sytuacja! Niech się cieszą, że pały zabezpieczają, bo inaczej zobaczylibyśmy, kto mocniejszy. Co? Oczywiście, że nikt z rodziny nie biegnie. Chociaż… muszę się przyznać do porażki: córka na wolontariat się uparła. Będzie pilnować spoconych ciuchów za koszulkę i dwa batoniki. Już zapowiedziałem, że deszcz, śnieg, zaspanie – nie interesuje mnie, do szkoły nie podwiozę. Niech sobie biega, jak taka mądra.

Maraton? Zablokowane ulice? Nie wiem, nie wiem. Nam korporacja hotel wynajmuje naprzeciwko biura, a tam jest przejście podziemne. Firma-matka dba o wygodę pracowników. Nie, sam nie biegam, lecz w czasie dłuższych sesji mamy co sześć godzin kwadrans gimnastyki. Taka pani prowadzi w obcisłym, ładna, ale chuda. Ona to na pewno biega. Nie, raczej nie mam nic przeciwko… Ale czy nasza firma partycypuje? Nie? To jednak mam przeciwko. Coś trzeba zrobić.

Nareszcie maraton. Jakże się cieszę! Znów poczuć tę więź z tysiącami biegaczy. Wspólne święto ciała i ducha. Zablokowane ulice? Jojej, nie chciałbym, żeby ktoś się przez nas martwił. Cóż można zrobić? Już wiem! Postaram się przebiec poniżej 4:40, aby szybciej trasę odblokować. I potem na blogu obowiązkowo o kierowcach wspomnę. Może lajków więcej dostanę? Wiem, że pisanina moja to grafomaństwo, ale nadrobię pikanterią, wykrzyknikami i buźkami. 😀😁😉😘❤🐱 łił łoł 🤗🏃🚗🏃🚗🏃🚗🏃🚗 łał do zobaczenia na królewskim dystansie!!!! 👍❤😯

***

Data: 30.09.2018.

Trasa: Śródmieście, Żoliborz, Praga.

Godzina M: 9.00.

***

 

Łukasz Klaś

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 thoughts on “Miasto 2018 czy obłęd 42.195

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *