Nudna piątka jednoszczytowa na szybko. Kąpiel w śniegu.

Mając do dyspozycji niewiele czasu – między śniadaniem, a meczem – wybieram trasę krótką, na górze pobliskiej. Ciecień leży pół godzinki od Krakowa, rzut kamieniem za Wieliczką. Pomyślcie, szczyt, do którego nie dojeżdża się nieśmiertelną Zakopianką! Przestało padać, a temperatura podskoczyła do 10°C w mieście; jakie warunki spotkam nieco wyżej? Niespodzianki zawsze dodają kolorytu wyprawom, zachęcając do ruszenia 4 liter. Kierujemy się na północne krańce Beskidu Wyspowego.

🍀🍀🍀

Zaplanowana trasa liczy 5000 metrów. Nudna piątka! Zaznaczam od razu: szykuje się bardzo ciekawa nudna piątka. Ciecień wznosi się 829 m npm, a od podstawy trzeba się wdrapać 300 metrów do szczytu. Kilka dni trwał solidny atak zimy, a teraz zrobiło się wiosennie. Na szlaku szykują się niespodzianki. Startuję z Przełęczy Wielkie Drogi niebieskim szlakiem.

Zaraz po rozpoczęciu wbiegam do lasu, ostro pnąc się w górę. Jest śnieg, jak miło. Lecz nie odznacza się on zwiewną puszystością, ni skrzypiącą sprężystością. Brodzę w mokrej, ciężkiej brei, pod którą chlupoce woda. Zapadam się wpierw po kostki, potem po piszczele; warstwa ciężkiej bieli rośnie z wysokością. Terenowe, dosyć lekkie buty biegowe przemakają już po kilku minutach. Powietrze przesyca wilgoć, kiście śniegu spadają z drzew. Pląsam dziwnym slalomem, starając się jak najmniej zamoczyć. Szlak oznaczono hojnie: co kilkadziesiąt metrów mijam niebieskie znaczniki, a zdarzają się i większe zgęszczenia. Trochę to dziwne, gdyż nie bardzo da się zabłądzić. Temperatura kształtuje się na plusie, pot dodaje swoją porcję wody. Na samym szczycie panują nieco surowsze, zimowe warunki – śniegu prawie po kolana, nie tak lepkiego. Zatrzymuję się na widokowej polanie, podziwiając panoramę Lubomira, Kamiennika i Beskidu Wyspowego. Towarzyszy mi kilka osób; dzisiaj, pomimo nienajlepszej pogody, spotykam aż kilkunastu turystów, na krótkim przecież odcinku.

🍀🍀🍀

Na trasie w dół podkręcam tempo. Dodaje to uroku wycieczce: teraz walczę też o równowagę, albowiem taki śnieg jest śliski jak cholera. Nie wiem, jakim cudem nie zaliczyłem wykopyrtnięcia się. Zmoknięty i zdyszany pocieszam się, iż wzmocniłem mięśnie strukturalne. Taki Cietnia cień…

Ostatni kilometr wychyla się z lasu na bitą, a potem asfaltową drogę. O dziwo, ten odcinek jest nieomal suchy, bez błota czy śniegu. Z przyjemnością rozwijam szybsze tempo. Lądując w Wiśniowej, spotykam tatę i wracamy do Krakowa, zamykając całą wyprawę w trzech godzinach. Góry na szybko, specjalność zakładu „Beskid Wyspowy”.

Smakowało.

🍀🍀🍀

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Nudna piątka jednoszczytowa na szybko. Kąpiel w śniegu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *