Jeszcze polska dycha dycha.

Nudne trafiają się nie tylko piątki. Również dwa razy dłuższy dystans potrafi rozziewać. I choć 10K nie tworzy tak miłego biegaczowi kalamburu jak piątki, to w słówku tytułowym też kryje się niespodzianka. Spojrzawszy pod innym kątem zauważymy, że dycha się, dyszy, za-dyszkę łapie. Uczepiłem się tej konkurencji z powodów sportowych, w miniony weekend rozegranych. W Karpaczu odbyły się Mistrzostwa Polski.

Nowy stadion lekkoatletyczny w górskim miasteczku przyciąga znakomitymi warunkami. Infrastrukturę do uprawiania lekkiej atletyki oferuje na najwyższym poziomie, pyszniąc się szybką bieżnią. Błękitny owal pięknie komponuje się z karkonoskimi szczytami; rzekł poeta: u stóp Śnieżki położon. W tym miejscu stawiło się ponad stu Wspaniałych, by rozstrzygnąć walkę o prymat w polskiej dyszce.

Stadion leży na wysokości 600 metrów nad poziomem morza. Jeden z trenerów twierdzi, iż może to dawać przewagę zawodnikom trenującym w górach. Sądzę, że to zbyt nisko, aby grało jakąś większą rolę; raczej daje dobrą wymówkę.

Przy okazji: wiecie, że 10000 metrów nie równa się dziesięciu kilometrom? 😉 Przynajmniej pod pewnym kątem w lekkiej atletyce. Otóż dystans taki na stadionie oznaczamy jako 10000 m, natomiast na szosie i przełaju to 10 km. Taka ciekawostka.
Dobra, mamy doborową stawkę na starcie, może przy okazji jakieś wyniki padną?

3, 2, 1 start!

Zaczynają panie. Początkowo biegną dużą grupą, w dosyć wolnym tempie. Stopniowo odpadają kolejne zawodniczki. Pięć kilometrów pokonują w 17 minut; wtedy na czele jest już tylko trójka. Wkrótce w walce o mistrzostwo pozostają tylko Katarzyna Jankowska i Izabela Paszkiewicz. Na finiszowym okrążeniu ta pierwsza przyspiesza, zwyciężając w czasie 33:10. Paszkiewicz osiąga 33:14, trzecia Aleksandra Lisowska – 33:42. Brawo! U pań była tylko jedna seria, stąd oglądaliśmy zawodniczki kilkakrotnie dublowane. Nie wiem, czy jest wielki sens startować w Mistrzostwach Polski nie łamiąc 40 minut. Dla porównania, rekord Polski Karoliny Jarzyńskiej wynosi 31:43.

Panów podzielono na trzy grupy według kompetencji, zatem i dubli znacznie mniej. Elita zaczyna równym tempem, pociąg prowadzi Mariusz Giżyński. Niestety, schodzi na trzecim kilometrze. Siódemka faworytów trzyma się razem aż do szóstego kilometra, na półmetku notując 14:37.

Potem Krystian Zalewski nie pozostawia złudzeń; przebiegnąwszy ostatnie 2 km sam, broni tytułu mistrza rezultatem 28:59. Drugi Szymon Kulka 29:13, trzeci Adam Nowicki 29:23. Ambitny Kamil Jastrzębski tuż za podium, ale rokuje. I tutaj podajmy rekord Polski (z solidną brodą): Jerzy Kowol 27:53.

Impreza dobrze przeprowadzona, pogoda dopisała. Czy nadchodzą lepsze czasy, oceńcie sami. Nudno nie jest. Jeszcze polska dycha dycha.

***

***

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *