Nocą.

Jasność widzę, jasność!

Biegać po ciemku czy nie?

Noc jest od tego, żeby spać, rozumieją to wszyscy z grubsza. Problem w tym, iż w objęciach Morfeusza powinniśmy spędzić trzecią część życia, tymczasem naturalne światło dano nam pół na pół. Wspomagamy się sztucznymi źródłami, lecz to nie to samo. Jeżeli poświęcamy czemuś naprawdę dużo czasu, liczmy się z tym, iż nolens volens, będziemy chwilami działać po ciemku.

Bieganie nie jest tu wyjątkiem.

Da się ten problem ominąć sprytnym wybiegiem, wymagającym jednak zainwestowania środków. Otóż można lato spędzać na półkuli północnej, a zimę na południowej. Tak czynią na przykład niektóre gatunki rybitw. Częsta migracja na takie dystanse nie służy jednak człowiekowi zdrowiem; ciekawe poniekąd, czy ktoś w ogóle tak działa.

Oczywistym minusem biegania wpół po omacku rysuje się zwiększoną podaż potknięć i upadku, vulgo: wyjebania orła. Ciężko niektóre ćwiczenia, zwłaszcza te szybsze, bez pomocy słońca się wykonuje. Na ścieżkach i drogach panuje co prawda wtedy mniejszy ruch, lecz co dla introwertyka plusem, dla strachajły minusem się widzi.

Lepiej biegać w dzień.

Czyżby?

Skąd zatem popularność zawodów nocnych? Niektóre ugruntowały swoje pozycje całkiem mocno, hasłowo się wręcz braci kojarząc; te wszystkie Nocne Smarki, Cicibory by Night, Półmaratony Prażone, Wyścigi po Perseida… Trudno czasem pakiet upolować. Czemużże?

Posiada bieganie nocą swoją potężną romantykę, przyciągającą tkliwe duszę, jakich nie brak wśród szuraczy. Piękne iluminacje ulic, świecące baloniki (i żeby tylko baloniki), leciutka aura tajemnicy półcieni… Zew wieczoru wzywa, wszak dusza ładniej szaleje i hula tą porą. Aspekt sportowy nieco na bok spychamy, aliboż biegamy tylko dla wyników? Tylko fotografy klną, iż ciężko dobre ujęcie uzyskać, że to często jeszcze pyski tapetą zbyt błyszczą.

Istnieje pewna okoliczność, do skorzystania z której zachęcam. To wyruszenie na trasę przedświtem. Najlepiej wybrać się samemu, opuszczając swe lokum tak godzinę przed wschodem słońca. W półmroku zaczynamy szuranie truchtem, bez większych komplikacji, przyspieszając wraz z budzeniem się dnia. Niewiele znamy równie łapiących za gardło spektakli, jak brzask. Warto dla tych chwil położyć się wcześniej i zerwać bladym niebem ochoczo. I wbrew pozorom, nie trzeba do tego spektakularnych gór stromych, czy jezior dzikich. Na bulwarze miejskim także ten moment złapiemy. Polecam.

Czy bieganie w ciemnościach niesie za sobą korzyści treningowe? Poteoretyzujmy. Wzrok dostarcza nam 80% bodźców z otoczenia, chociaż jest tylko jednym z pięciu zmysłów. Zmniejszenie percepcji w tym obszarze zmienia nasze możliwości ruchowe ogromnie. Tuptanie po zmierzchu sprawia, że mocniej pracują mięśnie posturalne i sztywniej nogi – czujemy się niepewnie, trochę podobnie jak na równoważni. Zatem dobre ćwiczenie rdzenia i balansu. Z drugiej strony towarzyszy nam pewne napięcie psycho-ruchowe, a przecież w swobodnym bieganiu szukamy rozluźnienia, czyż nie? Nie zdziwmy się, że po nocnym szuraniu odczujemy mocniejsze zmęczenie materiału. Warto wziąć pod uwagę!

***

Występują nawet grupy, noszące na sztandarach nazwą ową sowią skłonność. Night Runners świeci tu przykładem. Sympatycznie, działają jako biegowa trzecia zmiana niektórzy. Zapewne część z owych zacnych gron zmusza do takiej ekwilibrystyki konieczność zawodowa; lecz może inni znajdują w tym upodobanie? Mrok kusi…

W aspekcie temperaturowym naturalny, ziemski porządek rzeczy niestety nam nie sprzyja. Taką planetę złośliwą zaszczytnie zamieszkujemy. Kiedy za dnia gorąco, a po zachodzie słońca ochładza się do znośności, akurat noce najkrótsze występują. Nie bardzo powinniśmy wtedy pozwalać sobie na zarywanie snu po zmroku. Im dalej od równika ku biegunom, problem ten z większą mocą występuje, biednym Eskimosom i pingwinom życie biegowe utrudniając. Pozwólmy sobie jednakc sezonowo na jeden (no, może dwa) wyjątki, jeślić dłuższe ultra planujemy. Wybierzmy zawody w okolicach przesilenia letniego. Ciemna pora mignie wtedy szybko, a w si-wi zapiszemy sobie dumnie krwiożerczy, demoniczny ultramaraton z zarwaną nocką. Jesienią bywa o wiele trudniej, a w relacji… sztuka jest sztuka.

Ów słynny sznur światełek od czołówek, błyszczący na górskich ultraszlakach nocą, niechże będzie memento swoistym dla zagadnienia. Uroku temu widokowi odmówić nie sposób, a dobiegające z tłumu syczące przekleństwa potykających się należą do klimatu wydarzenia.

Chwała ciemnobiegaczom; w dzień to każdy potrafi.

***

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Nocą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *