Nienasycenie.

Proszę  o spokój, nie zamierzam analizować powieści Witkacego. To musi poczekać. „Nienasycenie” naszego wybitnego dramaturga polecam wszystkim, lecz uprzedzam, że nie należy do łatwych czytadeł. Podobnie jak bieganie w zimie, wiąże się z wysiłkiem mentalnym, możliwością zaburzeń i nudą. Zatem ostrożność wskazana. Lecz zajmiemy się tym innym razem.

Człowiek to nienażarte zwierzę, jak świnia, albo lepiej dzik, zażywający akurat sławy wręcz światopoglądowej. Jeśli już wsadzimy gdzieś ryjek, to ciężko nam go potem wyciągnąć, nawet, gdy w brzuchu się przelewa. Cecha owa dotyczy również populacji truchtającej.

Nienasycenie.

Żarty pomińmy bokiem, gdy konsekwencje stają się poważne dla wartości pryncypialnej: zdrowia. Uświadommy sobie dwa aspekty: oddziaływanie na nasz organizm oraz przykład dla innych. Ze sobą wolnoć czynić co wola, choć warto nad konsekwencjami podumać. A problem tu się nie kończy. Przecież każdy z nas czuje ogromny potencjał do świecenia genialnością, wspaniałością, vulgo: bycia influencerem. Lub influencerką. I w głębi duszy żywimy najświętsze przekonanie, iż promieniejemy tą jasnością przynajmniej na znajomych z twarzoksiążki. Większość blogerów choruje na tę przypadłość w stopniu ciężkim. Pomyślcie, co za odpowiedzialność za losy grupki, dzielnicy, miasta, kraju. Świata. Zatem musimy bacznie rewidować nasze poczynania, żeby korzystając z uciech szurania, rzeczywistości nie psuć. Czym? Nienasyceniem.

Przesada najczęściej występuje w dwóch aspektach: długości i częstotliwości treningów, a także startów. Namawiam każdego do trzymania się planów treningowych; nie dodawajcie nic do wykonanej roboty. Czujecie się na siłach po wykonanych ćwiczeniach, mając ochotę na jeszcze? Znakomicie – wykorzystajcie tę energię na zalecane dodatkowości: rolowanie, rozciąganie, basen; jeśli dalej was roznosi, to sięgnijcie po książkę, niechby i o bieganiu. Nudne pozycje polecam, wymagające mocniejszej pracy mózgu i woli; ot, choćby Murakami ładnie się tu wpisuje. Desperaci niech zaatakują tytułową  pozycję Witkacego.

Warto zakarbować sobie raz na zawsze zasadę: przetrenowanie jest gorsze od niedotrenowania. Odpowiednia ilość odpoczynku (w tym snu!!!) stanowi podstawę do zdrowia i wyników szczególnie dla amatorów, którzy poza treningami muszą przecież pracować. Zwiększanie nad miarę wysiłku kosztem odnowy to prosta droga do kontuzji i choroby.

Podajmy konkretne liczby. Jeżeli biegasz więcej niż trzy razy w tygodniu po godzinie, musisz spać 8 godzin i więcej. Kiedy czytam i słyszę o trenujących amatorach, przeznaczających na sen 4-5 godzin, resztki włosów na głowie mi stają. Konsekwencje mogą być straszne, pierwszy przykładzik: zanik miesiączki. Okropne, prawda panowie?

Podobnie rzecz się ma ze startami. Często spotyka się przechwalanie liczbą zdobytych medali lub pucharków w ciągu miesiąca, tygodnia, weekendu. Polowanie trwa, kolekcja myśliwego rośnie. Czy warto? Zastanówmy się, zanim nie będzie za późno.

Szczególnym rozsądkiem trzeba się wykazać przy planowaniu na cały sezon startów na dystansach maratońskich i dłuższych. Umiar wskazany! Niestety, dość powszechnie spotyka się zachłyśnięcie ideą po pierwszym ukończonym ultra i szastanie swoimi siłami bez miary. Niech każdy nieukończony bieg służy za przestrogę; ba – dzwonek alarmowy.

Chcę tutaj jedną rzecz podkreślić z całą stanowczością: oceniajmy starannie i OSTROŻNIE swoje możliwości. Jeśli macie choć cień wątpliwości, poradźcie się doświadczonych. Im więcej osób wyrazi Wam opinię, tym łatwiejsze stanie się rozsądne planowanie.

Nie sugerujcie się wyczynami ekstremistów. Dla mnie startowanie dla rekordów ze złamaną nogą jawi się głupotą, nie bohaterstwem. Natomiast zdrowi zawodowcy mogą sobie pozwolić na więcej, bo są wytrenowani i mają czas oraz środki na regenerację. Ich wyczyny nie stają się miarą dla nas, amatorów.

***

Tymczasem przyszykowałem sobie weekend pozornie zaprzeczający powyższym deliberacjom. Startuję w sobotnim parkrun i Falenicy, dodając niedzielny City Trail. Rozważmy sprawę, traktując jako konkretny przykład.

parkrun (5 km) pokonam w roli pacemakera, w tempie regeneracyjnym, po komfortowej trasie. Wykonam tym samym rozgrzewkę przed Falenicą (9 km), traktując te zawody jako mocny trening. Niedzielny City Trail (5 km) prowadzi również łatwym terenem, nie stanowiąc dla mnie ekstremalnego wysiłku. Oczywiście ten weekend obudowuję z obu stron dniami odpoczynku i regeneracji. Ponadto jestem zdrowy, wyspany (!), bez śladu kontuzji, cały czas w mocnym treningu; pokonuję tygodniowo około 80 km. Uwzględniwszy powyższe, pozornie duża dawka nie wygląda już tak strasznie – co nie znaczy, że nie dostanę w kość.

Traktujcie poważnie swoje bieganie, szanując jednocześnie organizm. Analizujcie, pytajcie, czytajcie, z pokorą i dystansem do swoich ambicji i osiągnięć podchodząc. Tam, gdzie tego braknie, czai się ono, z czynnika postępu przekształcając się w zmorę.

Nienasycenie.

 

Łukasz Klaś

 

 

6 thoughts on “Nienasycenie.

  1. Łukasz jak zwykle świetny tekst.
    Na spanie czas mam ale na treningi mi go brak. Albo człowiek w pracy albo śpi albo z rodzinką czy przyjaciółmi chce się zobaczyc. Pozdrawiam serdecznie.

Pozostaw odpowiedź Anetin Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *