Na pewnym cieplutkim dachu.

W Narodowym na Wierzbowej Gajos gra! No, to trzeba iść, gdyż niegdysiejszy Janek Kos pełni na ojczyźnianych deskach etat instytucji. Wielu powie: zasłużenie. Jesteśmy skłonni zgodzić się z tym twierdzeniem, podpierając się skonsumowanym właśnie spektaklem.

„Kotkę” otrzymujemy mocną, agresywną, pikantną, momentami wręcz wulgarną. Odnajdują się w tej konwencji Edyta Olszówka i Ewa Wiśniewska świetnie, a i pozostała część obsady nie zawodzi. Przeżywamy razem z nimi dramat akcji, bacznie śledząc, który z sępów krążących nad wizją bogactwa okaże ludzkie odruchy. Reżyser nie uciekł w biało-czarność: każda z postaci ma coś na sumieniu. Wypada wysoką ocenę wystawić. I scenografia w sam raz dobrana, tylko z tym Możdżerem coś nie tak: słychać było jakąś muzykę?

W kameralności sceny na Wierzbowej dobrze się teatruje, lecz kiedy wyprężona na łóżku bohaterka wygłasza słynne: jestem kocicą na gorącym, blaszanym dachu, wcale nie czuć kulminacji.

Bo wszyscy i tak czekali na Gajosa.

 

Łukasz Klaś

1 thought on “Na pewnym cieplutkim dachu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *