Moja walka.

Czytelników nie uczestniczących pasjami w warszawskim życiu teatralnym pragnę uspokoić. Nie propaguję nazizmu, a jedynie recenzuję – acz w szerokim kontekście, zaiste – sztukę wystawianą na deskach Powszechnego. Miejsce to znamienne dla tej tematyki – trochę, jakby w niebie o szatanie rozprawiać, używając jego słów. Albowiem ta inscenizacja Mein Kampf bazuje na słowach oryginału, niewielkie ustępstwa od nich czyniąc. Przemawia do nas przeklęty führer, choć nie swoimi ustami.

Chcemy czy nie, niemiecki (choć rodzony Austriak) dyktator zajmuje stałe miejsce w historii. Dowodzi tego i ta sztuka. Nie uciekniemy od tematyki, rzecz w tym, by oceniać racjonalnie i wyciągać właściwe wnioski. Co niestety za rzadko się zdarza w podręcznikach, o debacie publicznej nie wspominając.

Spodziewałem się rzeczy ostrej, kontrowersyjnej, oddającej studium szaleństwa, diagnozę wpływu i odniesienia do współczesności – w tym naszej, rodzimej, polskiej. Wszystko powyższe zostało podane, raz zręczniej, raz nudniej. Otrzymaliśmy porcję szyderstwa, jak i dramatyczne momenty. Ocena użytych środków zostanie kwestią gustu. Czy dobrym pomysłem jest obnażenie pośladków i przemawianie nimi? W każdym razie ostro. Dla mnie największą wymowę miała wypowiadana przez murzyna kwestia o biedzie i głodzie młodego malarza – tutaj kontrast uwypuklił problematykę. Smaczkiem było też uniesienie przez panienkę ręki do nazistowskiego pozdrowienia przy wypluwaniu ziemniaka z ust.

Dobrano fragmenty książki niejako segmentując tematycznie: rasizm, antysemityzm, eugenika, sytuacja robotników, parlamentaryzm. Odnoszę wrażenie, iż niektóre fragmenty warto by skrócić, aby uniknąć dłużyzn, tępiących ostrze problemów. Ciekawym efektem okazała się konkluzja, iż w niektórych kwestiach wiele osób przyznałoby dziś Hitlerowi rację. Tak zabrzmiała krytyka parlamentu, ale i kwestie eugeniczne, ocierające się o sprawy regulacji typu aborcja i eutanazja.

Pomimo, iż końcową scenę zagrano jako groteskowy seks pluszowych tłuściochów (drwina z bredni nazistowskiej eugeniki) to kulminacyjnym punktem okazał się jednak zrzut odniesień do współczesności. Na scenie zobaczyliśmy Unię Europejską, uchodźców, pedofilię kleru, meksykańskiego kościotrupa, LGBT, samolot smoleński i władców: Merkel, Trumpa, Franciszka, Kaczyńskiego i Tuska. Zdaje się, że część z tych kwestii dosyć luźno wiąże się z Mein Kampf, lecz prawo to twórców najdziwniejsze proponować, a nasze dowolnie interpretować.

Całość oceniam nie najgorzej, lecz czegoś zabrakło. Takiej mocniejszej puenty – przestrogi. Na koniec wyświetlono kilka informacji. Pono w III Rzeszy sprzedano dwanaście milionów egzemplarzy. Ciekawe, ile pod przymusem. Książka ta, w różnych czasach i miejscach wisiała i wisi na indeksie; ja znałem tylko fragmenty. Nie przeczytałem i nie przeczytam Mein Kampf, a myśl, że mógłbym ją kupić, przyprawia mnie o paroksyzm śmiechu. To już wolałbym harlekina nabyć; kto wie, może ukryty za pseudonimem dorabia w ten sposób jakiś młody talent, wart wsparcia (jakby kto nie dowierzał, to ukryta aluzja – jeśli macie dojścia do wydawców harlekinów, ja chętnie).

Dla lubiących skandalizujące kontrowersje wspomnijmy jeszcze, iż w pewnym momencie na scenę wjechał obraz jasnogórski. Użyto go jednak w czytelnej negacji rasizmu, zamalowując twarz Madonny i Dzieciątka białą farbą. Niezbyt raziło, lecz zagranie jednak mocne.

Usłyszeliśmy trochę muzyki Wagnera; ktoś skomentował, że uratowała niektórych przed ziewaniem. Ja pozostanę przy zdaniu, iż nazistowscy nędznicy, używając jej (a także filozofii Nietzschego), nie odebrali tym twórcom chwały. Sami się tylko pogrążyli.

Dodam krótkie słowo o aktorstwie: na wysokości zadania, bez fajerwerków. Warsztatowo poprawnie, acz nikt nie dał się szczególnie zapamiętać.

Polecać spektakl? A cholera wie! Kto lubi „teatr, który się wtrąca”, idzie. Reszta niech przeczyta uważnie tę i inne recenzje i zadecyduje.

Konkluduję: nie tylko te wypociny führera odpowiadają za piekło nazizmu. Niemniej książki są ważne. Uważajcie, co czytacie i czyńcie to uważnie, krytycznie. Dotyczy i Mein Kampf i Biblii i Nudnych Piątków.

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Moja walka.

  1. O, to ciekawy opis, bo na ogół to Teatr Powszechny uchodzi a lewicowy, więc pewnie strasznie się Hitlera naśmiewali? Bo tak oględnie napisałeś, choć jak zwykle ciekawie. To nie jest już taka nowa sztuka, to czy warto iśc? Dokopać faszystom 🙂

Pozostaw odpowiedź Łukasz Klaś Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *