Mogielica.

Przebywając w Krakowie, kierujemy się w wyborze wycieczek zasadą: blisko a wysoko. Wzrok na mapie ześlizgnął się na Mogielicę. Królowa Beskidu Wyspowego patrzy z góry na otaczające ją szczyty. Wyruszyliśmy szukać zimy i ciszy, ufając w traperskiego nosa. Odpalamy Hjundka, 🚘biorąc kurs🚗 na Jurków.

🍀🍀🍀

Na dole, w miasteczku wita nas siąp, mgieł i brr. Urody to jednakże górom nie odbiera; ruszamy raźno niebieskim szlakiem, tu i ówdzie wśród błotka lawirując, choć bez przesady: daleko temu traktowi do odmętów Łemkowyny. Deszczyk nie może się zdecydować, padać, nie padać. Doświadczam zwykłych udręk kapturkowych, pocąc się i na ograniczenie widoczności marudząc. Kiedy zdejmę, kapie na łysinę. Szczęściem, zieleń świerków i jodeł rekompensuje drobne zgryźliwości aury. Widoki są piękne: na mgłę. 😊 Powoli zdobywamy wysokość i zmieniamy porę roku, wkraczając w strefę śniegu.

Trzeba tu zaznaczyć, iż wybrane przez nas podejście, prawie nie zawiera płaskich odcinków. Droga wesoło prowdzi wzwyż, stając mniej lub więcej dęba. W strefie śniegu stromizna przeważa, a charakterystyczna, szczytowa kopuła Mogielicy, okazuje nam oblicze wręcz żlebiarskie. Trzeba dobrze nogi stawiać, by poślizgu ominąć. Kilka razy poręczujemy, gałęzi jodełek jako wsparcia używając. Lekko zadyszani stajemy na dachu Beskidu Wyspowego. Panuje tu śnieg i mróz, takie wagi lekkopółśredniej.

Wieżę widokową zamknęli – remont. Zresztą i tak przebywamy w chmurze, ograniczającej widoczność do stu metrów. Pstrykamy fotki i rozpoczynamy zbieg zielonym szlakiem.

🍀🍀🍀

Ześlizgujemy się ze stożka kierując się za zielonymi i żółtymi znakami. Na Hali Stumorgi osiadła mgła, jednak im bliżej Krzystonowa, tym opary coraz częściej rozsnuwają się, ukazując niebo. Miejscami chwytamy nawet skrawki panoram, pasąc oczy przestrzennym krajem. Zyskiem dostajemy ciszę leśną, stanowiącą dziś towar luksusowy. Podłoże stopniowo uwalnia się od śniegu, nie żałując mozaiki ściółki, kamieni i błota. Zielonym szlakiem szybko osiągamy osadę Półrzeczki, gdzie czeka na nas czerwony rydwan. Zamykamy dystans szesnastoma kilometrami na liczniku, osiągniętymi na ośmiuset metrach up&down. Głowy zadowolone, nogi nieco stękają.

Z punktu widzenia treningu biegowego, oprócz oczywistych plusów z bardzo urozmaiconego przełaju, największą korzyść odnoszą mięśnie ud. One mocno pracują na zbiegach – czuje się to kilka dni po takim wypadzie. Jasne, nie można przesadzać, lecz ten aspekt bywa zaniedbywany; podbiegi, podbiegi, a w dół truchtem. Otóż warto sobie czasem i tak w kość dać.
Czego Wam, prosto ze zboczy Mogielicy, życzymy.
🍀🍀🍀

Łukasz Klaś

6 thoughts on “Mogielica.

  1. Ale fajna wycieczka, choć pogoda brrr… Świetnie opisane, super styl! Możewy bierzemy się tam z mężem, ale dla mnie jedynie latem!!! Pozdrawiam! Zapraszam też do siebie!

  2. Ale was nosi, super, super. Uwielbiam BESKID WYSPOWY, z wielu powodu. Byłam na Mogielicy z kursem, szliśmy z Chyszówek z Przełęczy Rydza – Śmigłego, a schodziliśmy do Jurkowa. Wówczas wieża była czynna. Wiało strasznie bo to listopad był, ale widoki przednie, panorama 360 stopni.

    Dziękuję za piękny post, czekam na więcej zdjęc z Mogielicy. Pozdrawiam Was

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *