Minimalizm.

Wpadła mi w łapska książka „Minimalizm po polsku – czyli jak uczynić życie prostszym” Anny Mulerczyk-Meyer. Łup cenny, bo do zwrotu, zatem przeczytana pilnie i żwawo, co zresztą gładko przyszło: pozycja to niezadługa. Dziełko napisane całkiem zgrabnie, zwłaszcza fragmenty odwołujące się do praktyki. Część quasi-filozoficzna śmiało może być pominiętą: udając się po mądrość do Dominikanów wrócimy z pustymi rękoma, chyba, że ćwiczymy wychwytywanie sprzeczności. Niemniej drobna to uchybka (kazali?) i przesadnie nie przeszkadza: chwilkę mdłości przeżyjemy, wszak mdłość to odcień słodkości. Całość jest strawna i apetycznie dekoracyjna.

Minimalizm ów patroszy autorka jako propozycję uporządkowania życia. Zgrabnie pokazuje fakt, iż przyjrzawszy się swojej egzystencji stwierdzimy: sporo warto zredukować. Dotyczy to sfery materialnej, zwyczajowej, a i od duchowej nie uciekniemy. Włączamy behawioralny odkurzacz do gniazdka intencji i: jazda!

Zaprawdę, rozejrzyjcie się po mieszkaniu – ile rzeczy leżakuje nieużywanych. Zrobienie porządku same pożytki przynosi: miejsca więcej, czyściej, można sporo rzeczy ofiarować, czasem nawet sprzedać. Autorka zachowuje tutaj zdrowy umiar: nie wszystko musi hurtem na śmietnik polecieć; cenimy pamiątki i rzeczy estetyczne, choć na co dzień ich nie używamy. Przegląd jednak wskazany – ja zacząłem od szuflady.

A to tylko jedna skrytka; potężnie można obciążenia podłogi zredukować.

I ekologicznie sumienie uspokoimy: sporo dziadostwa powinno na powtórny przemiał się udać; bo wiadomo – lasy Amazonii i Białowieży pokotem. A z dupianek chomikowanych niejedna rolka papieru toaletowego bez uszczerbku dla puszcz powstanie. Przy okazji – gwarantuję Wam – znajdziecie trochę zgub, spisanych uprzednio na straty.

Trudniej sprawy się mają z organizacją życia. Czy nie za dużo w nim aktywności? I jakość cierpi, nie otrzymawszy dość czasu na rozwój. I stres, brak odpoczynku, tragedią pachnie. Ja muszę się zastanowić. Nie tylko o realizację  siebie walczymy; zdrowie również się w tym miejscu kłania – psychiczne i fizyczne. Organizm (i świat też) jest wielkim homeostatem.

Przystopujmy; nie musimy być wszędzie.

Jak to się pięknie na bieganie przekłada. Nie znam nikogo tuptającego, kto zbędnych gadżetów w szafie nie magazynuje. Pierwszym dziewczynom: lubej i siostrze bym kilkadziesiąt par butów na zbity utylizator wypierniczył. W chwilach wzbierania starczej zgrzytliwości  pytam Agnieszkę, czy zamierza sklep z obuwiem używanym otworzyć. Na co dostaję ripostę, iż ona mi zelżałych mądrości na blogu nie wypomina. Prawda, że ukochane osoby potrafią zranić najokrutniej? Sam bez grzechu nie jestem, jeszcze kilka koszulek pożegnam jutro po męsku: czule, lecz zdecydowanie.

Nie wpadając w ascezę, poprawimy swoje życie; a każda taka korekta to uczynienie świata ciut lepszym. Właśnie: minimalnie.

Złośliwi powiedzą, że się z moim wzrostem komponuje. Proszę bardzo, niech im się.

Diogenes: jak wiele jest rzeczy, których potrzeby posiadania nie odczuwam!

Czego i Wam życzę.

7 thoughts on “Minimalizm.

  1. Nie zgadzam sie, oj nie. Wielokrotnie spotkałem się z teza, że ma się zbyt wiele, że robiąc segregację, coś się zyskuje. Dupa – nie! A co mam zyskać? Puste szuflady? Jak mam ich mało to może jest to pozytywne, tak jak rady Perfekcyjnej Pani Domu. Ja mam szuflad w chuj i i nie muszę wywalać rzeczy, które kojarzą mi się np. z liceum.
    Z liceum, nawet z podstawówką, aż ten post zmusił mnie do zobaczenia starych wynalazków:
    Znalazłem kasetę Metallicki „Kill`em All” – boże ile razy się przy niej całowałem, ileż to miłości przeżywałem w tamtych czasach, kolejna, rezcz piłka baseballowa, moja mama wtedy była w stanach, ileż to razy pokazując ją koleżankom się całowałem, na tą piłkę wyrwałem ze cztery dziewczyny. Jest też krzyż, taki z Veritasu, który kojarzy mi się z moją babcią. Osobą wierząca, ja taka nie jestem, ale ją kocham i pamiętam. oooo kolejne fajne znalezisko – karty, grałem nimi z babcią, znalazł sie także kardridż do Commodore64, a to już jest historia na 2 lata :DDD Nie zawsze trzeba wywalać, bo często sie nie pamieta detali, detali, które nas kształtowały…

  2. W tym samym temacie oglądałam ostatnio film „The Minimalists” i na jego fali wyrzuciłam sporo rzeczy 😀
    Sztuką jest posprzątać, a potem opanować kupowanie, żeby nie urosło ponownie 😀

    I to idzie mi całkiem nieźle 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *