Lubo na Luboniu.

Zachęceni zdobyciem srogiej pani Babiej Góry, postanawiamy ruszyć w Beskidy biegiem, na lekko. Nasz wybór pada na Luboń Wielki, patrzący z wysokości jednym okiem na Rabkę-Zdrój, drugim na Mszanę Dolną. Z Krakowa można dojechać w godzinę, a góra przekracza honorowe 1000 m npm. Drogowcy spisali się nieźle (wycieczka 7 II) co pozwala nam zacumować na – bezpłatnym – parkingu tuż po ósmej rano. Niedzielnym świtem miasteczko nieomal bezludne; pustymi ulicami ruszamy na szlak. Pod górę tuptamy niebieskim, wrócimy za zielonymi znakami.

🍀🍀🍀

Niestety, Rabka-Zdrój, w kontraście do nazwy i wyobrażenia, zasnuła się smogiem. Czuje się i widzi zanieczyszczenie powietrza. Głębokie: fuj! i wewnętrzne: phi! Wstydem zalatuje; mieszkańcy, nawróćcie się na znośniejsze formy ogrzewania, o co Was proszą niedzielni turyści warsiafscy.

Rozpoczynamy na północnym kraju uzdrowiska, stopniowo mijając coraz rzadsze zabudowania. Mrozik, ani burka nie uświadczysz. Mijamy umiarkowane zaspy na polach, depcząc na drodze lekko kopny śnieg. Co ciekawe, fragmentami traktem płynie strumień, pokryty nie całkiem godnym zaufania lodem. Stąpamy ostrożnie, chłonąc białą pustkę pól: rozkosz dla betonowych skazańców. Przed zanurzeniem się w las, szlak wyprowadza na szeroko otwartą połać terenu, stawiając nas przed dylematem: gdzie tu skręcić? Agnieszka ma nosa lepszego niż ja, stąd nadrabiamy dystansu niewiele. (Już po powrocie, przeglądnąwszy przewodniki, natknąłem się na ostrzeżenie przed tym fragmentem. Zabłądziliśmy we właściwym miejscu, co za ulga.)

Lasem przemykamy pomiędzy Banią a Królewską Górą, niższymi wzniesieniami, tak około sześćset npm. Potem zbiegamy, przecinając szosę, Rabę i linię kolejową. Tak, tak, nasza trasa prowadzi systemem dolina-góra-dolina-góra. Uciekamy przed nudą w terenie i literaturze.

Zostawiwszy za sobą hałasy i zgiełki cywilizacji, drapiemy się wzwyż. Zimowa puszcza Beskidu Wyspowego wygląda przepięknie, pomimo nienajlepszej, lekko mglistej aury. Świerki i jodły, okraszone kiściami puchu, sycą oczy. Dusza śpiewa, mięśnie pracują. Końcowy odcinek oferuje kochany przez turystów profil: stromo, prosto i wcale niekrótko. Przed czubkiem trzeba trochę posapać i rozgrzać organizm. O to chodzi! Wysiłek na łonie natury to przywilej i prawdziwy dar gór.
Na szczycie zastajemy chmury i zabudowania. Nietypowa bryła schroniska ozdabia krajobraz. Typowa bryła wieży przekaźnikowej szpeci krajobraz. Sytuację starają się ratować okutane śniegiem drzewa. Misja udaje się, przez co pobyt na wierzchołku Lubonia Wielkiego staje się miły. Nazwa wskazuje na posiadanie rodzeństwa i istotnie: na Mały Luboń można dotrzeć podążając na zachód granią. Księgujemy pomysł na przyszłość. Schronisko jest czynne, lecz zadowalamy się postojem na zewnątrz. Każdą chwilę bliżej natury chciwie zagarniamy. Herbata smakuje na mroziku wybornie. Do tego wcinamy pół piernika, pozostałego z eskapady biabiogórskiej. Wokół malowniczo rozłożony sprzęt do odśnieżania: łopatologia.

🍀🍀🍀

Czas pyżgać w dół; zaciągnąwszy troki, startujemy. Na szlaku w dół otrzymujemy wymarzone warunki. Na ubitym, miękkim śniegu leży delikatna warstwa, co tworzy idealne podłoże, przyczepne i miękkie. Nawet ewentualny upadek nie grozi poważniejszymi konsekwencjami. Śmigamy w dół wśród drzew, czując rozkosz biegania. Taki trening… To jakby jeść szpinak o smaku pączka.
Na polach poniżej linii lasu trasa wypłaszcza się, ujęta w koleistą drogę, tworzącą niewielki wąwóz. Wraca woda i lód. Czujnie mijamy kilka fragmentów, szczęśliwie nie zamoczywszy nóg. Przygodowy fragment, zerknijcie na zdjęcia (fb).

Ślizgawka nie kończy dzisiejszych atrakcji. Po dotarciu do szosy, szlak zaczyna wyprawiać skoczne wygibasy. Chwilę błądzimy nad brzegiem Raby, aby w końcu znaleźć przejście. Ścieżka prowadzi skarpą nad nurtem, ograniczona wysokim parkanem z drugiej flanki; kurczę, dosyć czujnie, jak na nizinny fragment. Po kilkuset metrach przeskok za most i nasypem kolejowym, znów szczupłą drożyną. Dalej labirynt nie odpuszcza, wprowadzając w prawdziwe tunele między ogrodzeniami posesji. Pokonujemy ciekawą łamigłówkę; któżby spodziewał się tego w mieście? Polecamy zielony szlak z Rabki na Luboń.

🍀🍀🍀

Zadowoleni, wracamy dobrze odśnieżoną Zakopianką, prowadzącą zresztą zboczem Lubonia Małego. Kują już tu tunel, będzie atrakcja również za kółkiem.

Góry poskąpiły nam dziś rozległych panoram, lecz atrakcji i tak zaznaliśmy sporo. Korzyści płyną wielorakie, takie wycieczki łączą przyjemne z przyjemnym, pożyteczne z pożytecznym.

Jedźcie tam.

🍀🍀🍀

Łukasz Klaś

zdjęcia w kom. na facebook

3 thoughts on “Lubo na Luboniu.

  1. Oj bardzo chetnie sie wybiore gdy tylko zrobi sie cieplo i sniegu nie bedzie. Lubon Wielki bardzo lubie juz dwa razy bylam. Smogu niekoniecznie. Milo sie czyta i oglada Wasze zdjecia. Moge choc pomarzyc ze tam jestem. Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *