Kupić – nie kupić?

Okoliczne dni sprzyjają prezentom. Wyliczmy: black friday, Mikołaj, wkrótce Gwiazdka. Ponadto zdarzają się, nawet w covidowej smucie, nagrody roczne, premie i świąteczne socjale. Kusi stąd i stamtąd, szepcze za uchem i namawia. Wąż w kieszeni mięknie i ciszej syczy. A jak dojdzie do tego impuls, dający nadzieję na realizację marzeń…

Biegowe buty nowej generacji atakują. Karbonowe maszyny z iluśtam płytkami ukrytymi we wnętrzu obiecują sukcesy. Już chyba nie ma wątpliwości, iż dają spory handicap. Spotykam je zarówno wśród znajomych amatorów, jak i oglądając zawody z udziałem wyczynowej elity. Padają rekordy świata, tras, narodowe, o życiówkach nie wspominając. Uderzający rozegrał się półmaraton w Walencji. Czterech (!!!!) wspaniałych pobiegło szybciej od rekordu świata! Jakieś pytania?

Obliczamy koszty. Trafiają się okazję, niemniej pewnego progu nie obniżymy. Wydatek oscyluje w pobliżu tysiąca złotych. Dla zwykłego człowieka, finansowego amatora, oznacza spory uszczerbek w miesięcznym budżecie. Jednakże istnieje bardziej niepokojąca kwestia: trwałość. Docierają informacje, iż magiczne bambosze niedługo zachowują swoje świetne właściwości. Słyszałem nawet, iż tracą swe moce już po 200 kilometrach. Hm, to równa się dwóm tygodniom treningów i starcie w maratonie. Mało, okrutnie mało; zniechęca.

Skrzeczy też faktor legalności sportowej. Przepisy już raz zmieniono, a nie ma gwarancji, że to koniec. Oczywiście, amatorów raczej nie zdyskwalifikują, lecz obawa lekka strzyka. Zawsze zostaje nutka niepewności, no i kwestia uczciwości, co już każdy w swoim sumieniu rozstrzygnie. Wypada liczyć, że decydenci kwestię określą jasno i wyraźnie.

Jeszcze estetyka się kłania. Wcale nie taka błaha kwestia. 🙂 Kolory, a już zwłaszcza wygląd wielu modeli określiłbym jako, hm, radykalne. O gustach się nie dyskutuje ponoć. Akurat.

***

Jeszcze dodam poważne ostrzeżenie: kupując super-karbony, szykujcie się na dźwięk metronomu. Te buty klekocą, radośnie dając znać o ciężkiej pracy na stopach zawodnika. Interesująco brzmi taka biegowa perkusja, gdy napiera grupa kilkudziesięciu ścigaczy. Słyszeliśmy w Walencji tę muzykę. Klepali wszyscy, nie dostrzegłem innego obuwia.

Kłopot z ocenę leży w subiektywnych źródłach. Wiele tekstów napisano, aby sprzedaż zwiększyć. Skutecznie promują, maszyna merkantylna hula. Cóż pozostaje czynić biednemu amatorowi, osaczonemu ze wszech stron?

Zastosowanie pomaga pobiec szybciej o 1-10%. Zaraz, zaraz, ile to mi brakuje do złamania 17 minut na piątkę?

***

A może nie warto rozstrzygać takich kwestii szczegółami i analizami, tylko zdać się na intuicję? Wejść do sklepu i wóz albo przewóz – decyzja. Nie tylko przy wyborze obuwia.

Cholera.

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Kupić – nie kupić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *