Narwiowanie.

Morsowanie, podobnie jak pływanie, łatwiej uprawiać na wodach stojących. Aby zakosztować dreszczyku emocji i podjąć wyzwanie nurtu, postanowiliśmy zmierzyć się z H2O w wersji bieżącej. Wybrawszy taką opcję, musieliśmy zaglądnąć w gościnne okolice gminy Wieliszew, gdzie znajdujemy bez trudu także tereny do biegania. Szuranie przed zanurzeniem w mroźnych odmętach staje się bowiem naszym zwyczajem. Ruszamy na podbój narwiańskich fal i lasów, kierując się do Komornicy.

Trzeba uczciwie zaznaczyć, iż formalnie działaliśmy nad… jeziorem. Plaża w Wieliszewie leży bowiem pomiędzy zaporami w Zegrzu i Dębem. Akwen ten można zatem równie dobrze nazwać Narwią, Zalewem Zegrzyńskim jak i Jeziorem Dębe. Nominalistyka i tytularyzm! Dla nas oznaczało to jednak wściekłe nurty i kipiele rwące. Kotłując drobiny piany piekielnym sztormem, podmywające brzeg okrutny w swej niedostępności, rzucają wyzwanie śmiałkom.

Rzeczywistość nieco inaczej się prezentuje.🙃
Prawda, mrozik w weekend nieco podszczypywał, lecz rozgrzaliśmy się na trasie znanej nam z Wieliszewskiego Crossingu. Swoją drogą, kiedy zawody wrócą? Samo miejsce do morsowania zastaliśmy jednak gościnne. Do wyboru zaprasza wejście do wody: piaseczek, trawka i wygodny pomost. Dno łagodnie ku środkowi jezio… rzeki! opada. Kręcą się ludzie, biegacze, morsy i pieski. Gra muzyczka. Wypasione łabędzie żebrzą o żarcie, a wszyscy zdjęcia cykają. Ach, przygodo wśród natury groźnej… Nie damy sobie ująć – mroziliśmy się w nurtach rzeki. Koniec, kropka. Narwiowanie pełną gębą.

Odczuliśmy w niedzielę nadspodziewanie duży chłód. Mówiąc wprost, roztelepało nas równo. Zdecydowana różnica w porównaniu do ubiegłych tygodni. Po przebraniu się w suche ciuchy, długo dochodziliśmy do siebie w ogrzewanym wnętrzu samochodu. Zastanawialiśmy się nad tym, aby wyciągnąć wnioski na przyszłość. Co mogło być przyczyną?



Oczywiście, temperatura powietrza osiągnęła poziom bliski zeru, a i woda chyba zimniejsza – tak na 5, może 6 stopni oceniamy. Z drugiej strony, nie wiało. Przed zanurzeniem zrobiliśmy 11 kilometrów w spokojnym tempie. Czy rozgrzane zbytnio organizmy tak zareagowały? Całkiem możliwe. Zatem, warto uważać, by nie przesadzać z wysiłkiem przed morsowaniem. A może trzecie – czwarte wejście w sezonie przynosi lekką obniżkę formy lodowej? Lub – co częste – nastąpiła kompilacja kilku czynników. Nauczyliśmy się jednego: zawsze brać dodatkowy ciepły ciuch i ciepłą herbatę. Diabeł tkwi w szczegółach.

Chyba protest⚡️

Warto dodać, że tego dnia nie tylko my mieliśmy podobne przygody. Coś chyba wisiało w powietrzu i taplało się w wodzie. Koniunkcja Neptuna, Księżyca i Tatooine. 😉

***

Jedno łączy każde morsowanie: rozłożone rzeczy na brzegu, zwane poetycko pierdolnikiem. Ciuchy biegowe potęgują efekt, widoczny na zdjęciu tytułowym. Ładne, prawda? Pękamy z dumy.

***
Szczękając, wracamy. Z herbatką i kaloryferem odnajdujemy realny pogląd na świat. Lecz luta i harda narwiańskość gdzieś tam kwili w głębi szpiku i duszy.

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Narwiowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *