Biegamy z kompromisem.

Cokolwiek robimy, miejmy wzgląd na innych.

Nie znajdziemy chyba wielu osób lubiących biegać w maseczce. Zasłonięcie ust i nosa przy wzmożonym wysiłku powoduje duży dyskomfort. Z jednej strony grożą nam konsekwencje zdrowotne, na co uczenie zwraca uwagę spora grupa lekarzy. Z drugiej flanki na tym swoistym kagańczyku zbierają się wielce prozaiczne smarki, gluty, śpiki i inne ustrojstwa. Całość nieodmiennie irytuje, im dalej w głąb treningu, tym mocniej. Po kilku minutach cisną się na zakneblowane usta ostrzejsze słowa; całość sytuacji – uczciwszy uszy pań – po prostu wkurwia.

Przynajmniej mnie.

Jednakowoż, jakoś z sytuacją trzeba sobie poradzić. Nie chcę narażać się na mandat. Szanuję też obawy innych osób przed zarażeniem. Pamiętajmy, iż mijamy na ulicy nie tylko tęgich byków, raźnych i witalnych. Poruszamy się też wśród osób słabszych, chorych, starszych, strapionych. Nie powinniśmy zwiększać ich zmartwień.
Warto znaleźć kompromis.

Cieszę się, iż wolno bez zakrywania ryja tuptać po lasach, parkach i zieleńcach. Na sandały Filippidesa! Niechże nikomu nie przyjdzie do głowy tego zmieniać. Zatem mamy już pierwszą możliwość – biegamy w przyrodzie, co niesie też ze sobą pozacovidowe korzyści. Co robić w mieście?

W sklepie i komunikacji siedzę grzecznie w maseczce.

Ryzyko zarażenia kogoś na otwartej przestrzeni jest bardzo małe. Zredukujemy je, utrzymując kultowy już dystans społeczny. Polecam stosować naszyjne kominy, zwane też buffami. W chłodniejsze dni dobrze mieć coś ciepłego na szyi, a w razie potrzeby używamy go jako zakrycia twarzy. Staram się wybierać do biegania mniej uczęszczane ulice, aby swobodnie oddychać. Widząc zbliżających się ludzi (lub policjantów) naciągam jednym, krótkim ruchem chustę na nos i gotowe.

Taki kompromis wydaje mi się rozsądny.
Przy okazji, można poćwiczyć opanowanie i zachowywanie spokoju. Opiszę miły przykładzik.

Szuram sobie nienerwowo bladym świtem na peryferium stolicy. Z daleka dostrzegam zdążającą ku mnie postać. Po chwili (wzrok mam dobry, rekompensatą do urody) orientuję się, iż to osoba w wieku podeszłym. Naciągam zatem buffa na twarz, aby profilaktyce stało się zadość. Dobiegam do sympatycznej staruszki, a ta właśnie wypuszcza dymka na moją stronę chodnika. Brrr! Boże, daj opamiętanie palaczom, jako i mnie kilka lat temu dałeś. Sam covid tu chyba nie pomoże.

Pamiętajmy o innych, ciesząc się bieganiem.

😷😷😷


***

Łukasz Klaś

3 thoughts on “Biegamy z kompromisem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *