Gorące bieżnowanie.

Przybyliśmy na drugi miting Warsaw Track Cup, choć gorąc trzyma i na Pradze. Tym razem Aga stanęła w szranki trzykilometrowe, a ja zadowoliłem się połowę krótszym dystansem. Powoli tartan staje się podstawą naszych startów. Któż by pomyślał, iż tak zaskutkuje covidowa plaga? Walczymy zatem, kręcąc się wkoło i pocieszając lekkością: podbiegów nie ma. Przynajmniej w realnym świecie, albowiem na wykresach z zegarka i owszem. ? Tak działają mechanizmy znanej i opluwanej ostatnio firmy G; zresztą u innych pewnie nie lepiej się dzieje.

Na stadionie Orła uczestników stawiło się mniej, niż ostatnio. Czyżby wakacyjna flauta zawiniła?

Troszkę nie wypada narzekać na słońce pod koniec lipca, lecz temperatura doprawdy tropikalna. Ukrop przelewa się z góry i z dołu, utrudniając walkę o sekundy. Zatem, standardowo: w tych warunkach ? 11:59 i… blisko życiówki ? Agnieszki zasługuje na ovatio cum magna pompa?Znów podbija dziewczyna nadzieję na rewelacyjne wyniki, kiedy ciut się ochłodzi. Moje półtorakilometrowanie w czasie 4:49 uznajmy za dopuszczalne.

Na deser podziwiamy walczących o minima na Mistrzostwa Polski: tutaj nudną piątkę trzeba poniżej kwadransa ukończyć. Miło się patrzy na męczarnie bliźnich z cienia trybun.

Walczymy. parkruny przecież kiedyś wrócą, a tartan hartuje. Sprawdźcie sami!?


***
Łukasz Klaś

***
Fot. Okł. Radek Gozdek – Warszawski Scyzoryk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *