Szybko, wrząco, Piaseczno.

Piaseczyńska Piątka w tym roku zawędrowała na stadion, oferując możliwość szybkiego ścigania w kółko. Dwanaście i pół okrążenia potrafi zmielić mentalność, choć niektórzy (Agnieszka) to lubią. Pogoda postanowiła pokazać, iż wakacje się zaczęły, serwując miły war. Śmiga się wesoło w takim upale. Z mieszaniną obaw i nadziei pojechaliśmy na południe, doświadczając po drodze rzadkiego zjawiska: ulicy Puławskiej bez korków. Takie luksusy potrafią zdemobilizować wolę i ochotę; trzeba było się sprężyć.

Od razu po zakotwiczeniu samochodu rzucała się w oczy świetna organizacja zawodów. Jak widać, można przeprowadzić sprawnie imprezę w czasie obostrzeń. Dodajmy, że startowali razem amatorzy i wyczynowcy. Obsługa spisywała się na medal. Nigdzie nie stały kolejki, wszystko działało zgodnie z harmonogramem. Nie wahano się ustawić na ultranowoczesnej bieżni kurtyny wodnej i podawać kubków z wodą. Tutaj ekipa wzbudziła mój zachwyt: nadzwyczaj sprawnie serwowali wodę nawet zawodnikom śmigającymi bardzo szybko. Pracując, wszyscy się uśmiechali i życzliwie traktowali uczestników, bez względu na wiek, poziom sportowy i kolor butów. I makaronem karmili świetnym. W budynku zapewniono toalety, a w rogach stadionu dostawiono t-toje – czyste i z papierem.😉 Dodam jeszcze – nomen omen – słowo uznania dla spikera, profesjonalnie prowadzącego zawody. 👍

Brawo Stowarzyszenie Kondycja!!!

Ze sportowej strony znacznie ułatwiało kontrolę tempa ustawienie drugiego wyświetlacza z czasem w połowie okrążenia; oczywiście drugi stał na mecie.

Dodatkowy wyświetlacz.

Sam tartan jest bardzo szybki i wygodny. Biegło się znakomicie, zarówno w kolcach (ja), jak i w butach bez nich (Agnieszka).

W panującej wysokiej temperaturze wielu startujących przeceniło siły, zaczynając za szybko. Tym większe moje uwielbienie dla Agi: poprowadziła bieg idealnie, trzymając założone tempo co do sekundy (!) przez 3 km, a potem… Przyspieszyła, pieczętując znakomitym finiszem nową życiówkę 20:39! Nadzwyczajny wynik, w takich warunkach; pękam z dumy. A sezon, w sensie postcovidowym, dopiero się zaczyna.

Ostatnie metry.

Mnie poszło średnio, niemniej czas 17:22 mogę uznać na tym etapie za akceptowalny. Swoją drogą, trafiła mi się wyjątkowo liczna seria – ponad trzydziestu uczestników. Trochę trzeba było wyprzedzać…

Fot. Janek Marek.

Dziękujemy wszystkim za doping, licząc na kolejne zawody w Piasecznie – oby jak najczęściej! Polecamy.

Łukasz Klaś

3 thoughts on “Szybko, wrząco, Piaseczno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *