Biegacz w kolejce.

-Wirtualne spotkanie biegowe za pięć minut! – Piskliwy głosik wyrwał mnie z głębin emocji drugiej części siódmego odcinka piątego sezonu „Gry o koronę”. Kurczę.

-Zamknij się, Siri – westchnąłem, posłusznie wciskając jednocześnie pauzę w telewizorze i enter na deskaczu. Ekran zakwitł zdjęciem wiadomej kotwicy, z wiadomego ronda.

Wszyscy zameldowali się na pokładzie. Punktualnie; żeby tak w realu było…

-Mamy problem, bo pozwolili się spotykać – zaczęła hrabina.

-Sytuacja jest trudna – wtórował Ultras.

-Niedobrze – dodał Marek, zwany Fanatykiem.

-Bardzo niedobrze!

-Grozi klapa.

-Fiasko.

-Dół.

-Armageddon, Sodoma, Niniwa.

-Bagno i pięć metrów mułu.

-Klapa.

-Dzień sądu.

Poczułem się przestraszony.

-Możecie mi wyjaśnić, w czym tkwi przyczyna waszych jęczeń? To chyba dobrze, że możemy grupą pobiegać?

-On nic nie kuma – lamentowała Asia. -Mówiłam, że jest cyfrowo wykluczony. I w ogóle.

Zlitował się Tadek.

-Chodzi o to, że wolno w szóstkę.

Co wolno w szóstkę? Powstrzymałem siłą wizję orgii, bo coś mi zaczęło świtać.

-Aha, wolno ćwiczyć tylko w sześć lub mniej osób?

-Alleluja, dotarło. I co teraz?

-Ja myślałem, że to chodzi o stadiony i korty.

-Wszystko jedno. Państwo tak mówi, tak musi być.

-Państwo jest dobre – pokazały się głosy. Dziwnym trafem tych pracujących w budżetówce.

-Poza tym zawsze mogą się przyczepić.

-Zinterpretować.

-Nadinterpretować, zdywersyfikowawszy rozporządzenie.

-Nie ma wyjścia, spotykamy się w sześć osób i już.

-Zrób coś!

-Mam zredukować stan grupy, odstrzeliwszy dwie sztuki?

-Nie. Musisz znaleźć sposób selekcji. Sprawiedliwy i akceptowalny przez wszystkich.

-Macie jakieś propozycje?

-Po kolei. Panie pierwsze.

-Trzeba ułożyć listę w kolejności, od pierwszej do ostatniej osoby – zaczęła hrabina Szczydoniecka. -Pozycja siódma i ósma są rezerwowe, jakby komu z pierwszych sześciu miejsc co wypadło. Ponieważ parytet musi być, to daje kobietom trzy miejsca, a że jesteśmy tylko dwie, to jedno miejsce wam darujemy. Znajcie gest płci pięknej. Waszą kolejność ustalcie sobie sami.

-Zasadniczo zgadzam się z przedmówczynią, tylko ja bym dodała faktor estetyczny – odezwała się Asia Fitnesówa. -Co czyni wiadomym pierwszeństwo pewnych osób…

-Moim skromnym zdaniem ustalamy tabelkę według miłości do biegania, wyrażonej w kilometrażu – zgłosił plan Ultras. -Może być z ostatniego miesiąca, bądź roku.

-Ja uważam, że kto zrobił największy postęp – zgłosił Michał. Czyli Gruby. -Może być wyrażony w liczbie schudniętych kilogramów…

-Jest oczywiste, że powinny decydować wyniki – kategorycznie osądził Władek Wymiatacz. -Kto trenuje i wyrzeczenia czyni, ten ma.

-A może według wieku? -Nieśmiało zauważył Tadek. -Starsi już swoje przeżyli i światu ofiarowali.

-Dajcie mi się z tym przespać – poprosiłem. Jutro ogłoszę.

-Śpij. Tylko sprawiedliwie wybierz, bo bitka. Albo sąd. Albo wywieszenie na mordoksiążce. Zaprawdę ci powiadamy.

Jak widać, niełatwo ustalić sprawiedliwie kolejność nawet do tak skromnego żłoba.

-Jak wymyślisz coś mądrego, to zasugerujemy, żeby twoją metodę stosowali w biegach oficjalnych, jak na przykład pozwolą tylko pięćdziesiąt osób. Losowania już się przeżyły. Może być wkrótce ta kwestia na parkrunach. I jeszcze się handel miejscami zacznie, jak w epoce.

***

Wyjście znalazłem nadzwyczajne! Salomon się chowa. Zastrzegłem jednak, że zdradzę dopiero na miejscu. Tak! Stawić się mieli wszyscy, na moje ryzyko. Czułem, że ciekawość ich zeżre, a jak usłyszą rozwiązanie, ubóstwią mnie.

***

O wyznaczonej porze pojawiłem się na miejscu zbiórki. Kotwica lśniła w słońcu. Nikogo nie było. Minęło dziesięć minut. Telefon zaczął wibrować. Odczytywałem wiadomości.

„My z Asią nie będziemy dziś, bo rodzina przyjechała”; „Kontuzja”; „Stoję w korku, nie dam rady”; „Naprawiam pralkę”; „Leżę i rzygam, nie przyjdę”; „Pralka mi się zepsuła, czekam na serwis”.

Pomór pralek jakiś. A hrabina?

Z oddali wyłoniła się charakterystyczna sylwetka. Pokazałem jej ekran bez słowa. Pokiwała głową.

-Mnie to w sumie wszystko jedno. Mogę biec sama, bo w grupie jest przereklamowane – stwierdziła.

Nawet nie była ciekawa mojego genialnego planu.

I pobiegliśmy w odległości dwóch metrów. Zdążyłem zauważyć, że na paznokciach ma namalowane gustowne korony.

***

Łukasz Klaś

9 thoughts on “Biegacz w kolejce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *