Biwak.

Jedziemy wakacyjnie na prawdziwą eskapadę, pora odpocząć na łonie natury. Biwak! Dzicz, przygoda, przyroda, surwiwal, tramping, skauting, turystykizm. Precz z hotelami, wygodami, prysznicem i ciepłą wodą, czajnikiem elektrycznym, makijażem, ba! Z internetem i telewizją precz. Samochód? Tylko na dojazd, potem kluczyki lądują na dnie jeziora do końca pobytu. Jak się wyciągnie? Oczywiście, że tata umie nurkować, nie wiedzieliście? Szlus!

– Żartowałeś z tymi kluczykami, prawda?

– Oczywiście, chciałem zaimponować dzieciom.

– Proszę cię, bez takich żartów. Mógłbyś imponować swoim dzieciom czymś wartościowym, a nie głupimi żartami.

– Uważasz, że nie potrafię nurkować?

– Uważam, że masz 20 kilo nadwagi, a samochód mamy w leasingu, który opłaca moja mamusia.

– 15 kilo najwyżej i nie mieszaj do tego twojej mamy, bardzo cię proszę, może jeszcze z nami pojedzie?

– Ciekawe co powiesz, jak dzieci dostaną wysypki albo coś, od razu łapiesz za telefon i: mamusiu pomóż.

– Chcesz się pokłócić jeszcze przed wyjazdem.

– No proszę, kto zaczął…

Zamieszkamy pod namiotem, świeżo kupionym promocyjnie w opluwanym dyskoncie sportowym D. Wybraliśmy idealny, dwie sypialnie, lekki oraz nieskomplikowany w montażu. Zresztą posiada instrukcję obsługi. Do tego materace, tylko dla dzieci, rodzice śpią na karimatach. Gotować będziemy na prawdziwej maszynce turystycznej, jakich używają himalaiści wspinający się do Morskiego Oka i na Orlą Perć. Jak to, co będziemy jeść? Tata nałowi ryb i nazbieramy grzybów i jagód. Wodę zaczerpniemy ze strumyka. Czy zabieramy rowery? Nie, nie zmieszczą się. Proszę bez sprzeciwów, tata wie, co mówi. Przestańcie ryczeć! Dobrze, weźmiemy jeden. Musicie się podzielić. Na zmianę po jednym dniu. Kto pierwszy? Kto będzie grzeczniejszy w podróży. Nie, nie tata. Mama zadecyduje. Jak zwykle.

Jedziemy.

Stawiamy namiot. Dzieci, trzymajcie słupki. Tak, obiad będzie później. Nie obchodzi mnie, co mówi babcia. Tak, nie będzie pizzy. Trzymajcie. Ten pałąk idzie do przodu, a ten do góry. Panie Kowalski, wiem, jak postawić mój namiot. Dzieci, trzymajcie. Tu jest instrukcja zresztą. Jak to jedna sypialnia? Niemożliwe. Jak? Że promocja? Oszuści. Zareklamuje się. Dzieci, trzymajcie słupki. Mi też się chce w krzaki. Na biwaku nie ma toalety, są krzaki. Wodę czerpiemy ze strumyka. Nie ma? To z jeziora. Swoją drogą, co za okolica. Trzymajcie. Tatuś potem wszystko okopie. Naokoło wykopie rowek, tak się robi z namiotem. I woda popłynie prosto do Kowalskich, tatuś chciał powiedzieć: do jeziora. Nie mamy saperki? To taka łopata. Trudno, pożyczymy od Kowalskich. Trzeba być dla innych życzliwym..

Dziś wyruszamy na ryby. Dobrze, że pada, w czasie deszczu ryby lepiej biorą. Jak zmokniecie, to będziecie mokrzy. Zapytajcie się mamy, czemu z nami nie idzie. Na rybach trzeba być cicho, może dlatego. Najpierw nakopiemy robaków. Nie wiem, czemu ryby lubią jeść dżdżownice, widocznie są smaczne. Ludzie nie jedzą robaków, bo nie są smaczne. Teraz cicho. Patrzymy na spławik. To to kolorowe, jak leginsy mamusi. Leginsy to są te getry, które mamusia naciąga, jak mówi, że idzie biegać. Teraz cicho. Nie, nie minęło pół godziny, tylko cztery minuty. Jak to wam się nudzi? Na rybach jest ciekawie. Cicho. Możecie oglądać jezioro; patrzcie, jak trzciny pięknie szumią. Cicho. I ptaki. Tamten nurkuje, o, tak jak tata umie. Nazywa się perkozyskop. Od tego nurkowania. Cicho. O bierze, bierze coś. Teraz patrzcie, jak tata… Psiakrew, urwała się. Pewnie szczupak. Cicho. Co za emocje. Co? To się wysikaj, przecież nikt nie patrzy. W drugą stronę, nie do jeziora! Cicho, coś bierze…

Dzisiaj idziemy biegać. Dobrze, że pada, nie będziemy się tak pocić. Jak zmokniecie, to będziecie mokrzy. Nie wiem, czemu tata nie idzie, może dlatego, że przy bieganiu trzeba się ruszać. Zaczynamy. Powoli, mama nie biega na czas i na rekordy. A zegarek jest po to, żeby czas mierzyć. Wiem, że mam ładne spodnie. Kolorowe, dobrane. Jaki spławik? Powiedzcie tacie… Nie, sama mu powiem. Powoli. Tak się biega. Nie, nie osiem; przebiegliśmy półtora kilometra. Powoli. Nie wiem, jak szybko pani Kowalska biega. Jak to jest chudsza? Mamusia jest chudsza! Bo zaraz wrócimy do namiotu. Co? Chcecie wracać? Przecież mamy jeszcze dwa kilometry do przebiegnięcia. Tylko powoli.

Dziś wyruszamy na grzybobranie. Rodzice znają się znakomicie na grzybach. Nie wolno zbierać sromotników i muchomora. Wolno kurki, kozaki, borowiki i prawdziwki. Kurki są żółte, aha i nie wolno szatana, bo gorzki. Nie obchodzi mnie, co ksiądz mówił, tak się grzyb nazywa. Oczywiście, że nie wolno surowych grzybów jeść, dodamy do zupy i jajecznicy. Skąd się dowiemy, że jest gorzki? Mama trochę ugryzie i wypluje. Dlaczego nie tata? Bo poświęca się najsłabsze ogniwo. Ależ słodki dowcip, kochanie, zapamiętam. No wyluzuj się, są wakacje. Nie, słodziaki, nie obiecywałem, że poniosę koszyki. Spytajcie mamy. Proszę bardzo, oto pierwsza zdobycz. Kurka. Tak, mała. Kurki są małe. I rosną gromadnie. Nie wiem, czemu ta stała samotnie, widocznie to kurka – singiel. Szczęściarz, nie grzyb. Doprawdy, twoje dowcipy są coraz zabawniejsze. Jak znaleźć grzyba? Przysłowie poucza, że trzeba zrobić kupę, ha, ha. Co wam się chce? Teraz? Tak, nie mam chusteczek, to ty zawsze nosisz takie rzeczy. Wystarczy pół paczki, jesteśmy na wakacjach, a nie u królowej angielskiej. Dobrze, brytyjskiej, lepiej ci? Nie, dzieci. Tego grzyba nie wolno jeść, bo ma takie te od spodu. Nie wiem, jak się nazywa, ale ma te poprzeczki pod kapeluszem; to coś z plastikiem się kojarzyło… Właśnie, blaszki! Wiedziałem, tylko zapomniałem. Z blaszkami nie zbieramy, bo może być muchomor. Widzę, że nie jest czerwony w kropki, ale ma blaszki. Co robisz, kopać też nie wolno! Chodźmy, może Kowalscy nie widzieli, ich dzieci są grzeczne, a wy co?

Dzisiaj idziemy pływać. Tata pokaże wam, jak się nurkuje. Nie wiem, czemu mama nie idzie. Ja jej nie kazałem bikini zabierać. To taki kostium na plażę. Tak, taki w którym pani Kowalska tak ładnie wygląda. Nie wiem, czemu mama jest zła. Idziemy. Nad wodą uważamy. Tatuś was przypilnuje. Oczywiście, że wszystkimi stylami. I jak delfin też. Ale tu się nie da. Wchodzimy tylko po szyję. Bo głębiej nie. Nie obiecywałem, że nadmucham krokodylka. Najwyżej do połowy, potem wy. Wcale nie dyszę. Popatrzcie, nurkujemy tak. I tak. Nie obchodzi mnie, co mówi pan Łukasz na basenie. Tu jest po pas, nie po kolana. Nie chlapcie, bo Kowalscy patrzą. Tatuś wcale nie wciąga brzucha. Nie wiem, czy mama umie pływać. Zapytajcie babci.

Wyjeżdżamy. Nie szkodzi, że namiot jest brudny i mokry. Wysuszy się u babci na działce. Nie opłaca się porządnie składać. Pamiętajcie tylko, żeby mówić babci, że było fajnie. Nie mówcie, że było zimne jedzenie. Mówcie, że codziennie myliście zęby w ciepłej wodzie. I że ognisko było fajne. Nie mówcie babci, że się czyste ubrania skończyły. I że tata oglądał mecz u Kowalskich. Proszę wsiadać, drzwi zamykać. Gdzie są kluczyki? Wrzuciliście je do jeziora, bo tatuś zapomniał?

 

 

8 thoughts on “Biwak.

    1. Według mnie … takie „zestawy” nie są zagrożone owymi rozwodami 🙂
      To kwintesencja życia 😛 Gdyby wszyscy byli tacy sami to świat byłby nudny.
      Pięknem jest nauka akceptacji inności 🙂

  1. Świetny tekst 🙂 Z dala od cywilizacji, super… Sama natura… ekstra. Mama mnie zastanawia i to, co o niej myśli tata 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *