Ogród biegowy.

-Masz konwersację! Masz konwersację! – Obudził mnie miły, a zarazem przenikliwy głos niewieści.

-Stul pysk, Siri! – Odparłem uprzejmie, próbując sięgnąć telefonu. Niechże wczesna świąteczna pora zostanie policzona mi na usprawiedliwienie lekkiej irytacji.

-Masz konwersację!

Wreszcie sięgnąłem, zobaczyłem i moja złość płynnie z tej (tak jej mać) sztucznej inteligencji przeniosła się na molestanta, którym okazał się Michał. Niestety, o śnie mogłem już zapomnieć. Zacząłem stukać w klawiaturkę dotykową.

-Wiesz Gruby, która jest godzina?

-W sam raz, żebyś już wstał, leniu.

-Są święta!!!

-Dla biegaczy nie ma świąt.

Patrzcie go, jaki żarliwy. No prawie zawodowiec.

-Czego chcesz, Panie Biegaczu?

-Tylko zameldować, że mam gotową propozycję treningu dla naszej paczki, zgodnie z programem „Indywidualnie w grupie”. Sporo mi czasu zajęła.

-Dobrze, lecz zbiórkę sieciową mamy wieczorem, to czemu mnie molestujesz bladym świtem?

-Byłem ciekawy, jak zareagujesz – oznajmił ten łotr.

-Konwersacja zakończona – oznajmiła Siri.

-Pocałujcie mnie – oznajmiłem, zawijając się w kołdrę.

***

Trening od Michała. Pisownia oryginalna.

Na trening zapraszam Was do mnie, to znaczy do Asi, to jest właściwie do mamy Asi. To znaczy do rodziców Asi, ale mama rządzi. Sami zobaczycie. Bo oni mają duży dom z małym kominem i średnim ogródkiem, takim w sam raz do biegania w czasie zarazy. Od razu mówię, że piszę do wszystkich, ale przychodzimy pojedynczo, czyli indywidualnie, ale w grupie. Bezpieczeństwo koronowirusowe zapewnione, bo przychodzicie i ćwiczycie poruszając się na zewnątrz, wokół domku, a mieszkańcy siedzą w środku, przy czym mama Asi wygląda przez okno i robi uwagi. Życzliwe. Ona się na wszystkim zna. Sąsiadów nie ma, bo z jednej strony wał, z drugiej droga, z trzeciej działka na sprzedaż w bandyckiej cenie, a z czwartej za parkingiem i szpalerem chaberdzi znany i opluwany dyskont spożywczy B. Zatem przy okazji zrobicie zakupy i za jednym wyjściem, nie powiększając panikodemii, trening. Po prostu raj. Nie musicie dziękować. To znaczy mnie nie musicie, bo gospodyni to koniecznie.

Zatem jak weszły te restrykcje i padł pomysł na te indywidualne treningi grupy, to od razu pomyślałem, żeby tam trasę wytyczyć. Mama Asi tylko przyklasnęła, bo ona mnie bardzo lubi. I teraz Wam opiszę dokładnie jedno okrążenie, żebyście mogli przyjść i biegać, wiedząc, gdzie, jak i co. Furtka jest tylko na haczyk zamknięta, a jak się gospodyni zapyta z okna, to podajecie hasło „Pod Kotwicą” i swoją ksywkę. Ona ma listę. Odzew: „Liga morska, rzeczna i biegowa”.

Żeby ułatwić sprawę, bo nie wszyscy sprawnie liczą, wytyczyłem dystans równe 100 metrów. Ile mnie to pomysłowości kosztowało i czasu. Nie musicie dziękować. A jakby kto nie wiedział, to dyszka wymaga pokonania sto razy.

Startujemy przy furtce, na brukowanym chodniczku z mozaiką w kształcie serduszka. Przebijająca serce strzała jest linią startu i mety. Te pięć metrów kostki brukowej to jedyny utwardzony, płaski odcinek na całym dystansie. Zasuwamy zgodnie przeciwnie do ruchów wskazówek zegara, czyli od furtki w prawo wzdłuż ogrodzenia. Tam jest taka ścieżka, między siatką, a tujami. Tylko jak będziecie mamie Asi mówić, że ładne, nie mówcie tuje, tylko cyprysy. Uważajcie, bo na trzecim metrze jest kopczyk kreta i nie wolno go niszczyć, bo krecik – jak mówi mama – też bydlątko boże. Trzeba przeskoczyć. Potem prosto do rogu i na piętnastym metrze przy blaszanej komórce w lewo. Uważajcie tam, bo czasem różne narzędzia leżą, ale jak mówi mama, jest porządek. Jak sobie raz w grabie wdepnąłem, to do dziś guza mam. Potem wzdłuż dłuższego boku ogrodzenia. Na dwudziestym metrze trasy jest kupka kompostu i trochę ciasno. Ale dacie radę – jak ja się zmieściłem, to i wy też. Pachnie średnio. Potem do trzydziestego metra rabatka kwiatów i niech Was ręka boska broni któregoś nadepnąć. Macie drobić prawym skrajem i tak co trzy okrążenia krzyknąć „jakie piękne krokusy (bratki, fiołki i takie pomarańczowe z zielonym w środku, nie wiem jak się nazywają, bo nie jestem ogrodnikiem). Pamiętajcie o tym okrzyku, nawet jak mamy nie ma w oknie, bo a nuż czai się pod parapetem. Dalej, na czterdziestym metrze, rośnie jakieś kolczaste cholerstwo, chyba agrest, to się nie czochrajcie, bo ja sobie nową kurteczkę podrapałem i mam linie. Dobiegamy do narożnika i to jest czterdziesty piąty metr trasy. Żeby skręcić w lewo, trzeba obiec rosnącą w kącie wisienkę i nie wolno kantować i skracać, jak ty to lubisz Tadek. I Hrabina czasem też. Bo nie wiem czy wspominałem, że są kamery i nagrywa się cały czas. Żeby trening uznać albo rekord jak będzie. Dalej mamy półmetek, zatem punkt nawadniania i odżywczy. Tu jest kranik z wodą i wolno pić, a mama mówi, że to zdrowa kranówka. Jak chcecie. Obok ten mały stoliczek specjalnie uprzątnąłem, także można sobie położyć żele, batoniki itede. Dalej już do sześćdziesiątego metra trasy łukiem w lewo wzdłuż sadzawki. Uwaga na żaby, mogą wyłazić na ścieżkę, a jak leje lub dżdży to i dżdżownice. Teraz jest specyficzny moment, bo tutaj mi brakło długości i dołożyłem – uwaga – schodami na ganek. Tam jest taki specyficzny, że są schody z dwóch stron. Jednymi wbiegacie, drugimi zbiegacie, tylko na ganku delikatnie, nie tupaj Ultras jak słoń. Więc i przy okazji jest sporo przewyższenia, co daje bieg górski. Ostrożnie, bo jak pada, to schody śliskie. Po zbiegnięciu w lewo, to już jest osiemdziesiąty metr. Tam, nawet jak nie pada, jest kałuża, trzeba przeskoczyć. Dalej między pomidorami a fasolą i aniołkiem z urwanym skrzydełkiem. To znaczy figurką aniołka z urwanym skrzydełkiem. Jest jeszcze wcześniej figurka krasnala i niech Wam przez myśl nie przejdzie, żeby się z nich śmiać. Jakby co, mówcie, że ładne. Potem już widać furtkę i na strzale w sercu macie sto metrów zaliczone. Także zapraszam. Zrobimy harmonogram. Rekord na 3 i 5 kilometrów ma Asia, a na 10 ja, bo Asia nie biegła. Ale Wy pewnie pobijecie, to proszę bardzo. Trasa jest dokładnie wymierzona, a jak Wam wyjdzie inaczej, to znaczy, że zły GPS macie. Trasa jest bardzo ładna, logiczna i bezpieczna.

Nie musicie dziękować. Tylko mamie Asi.

***

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Ogród biegowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *