Lubię poniedziałki

A już piłkarskie poniedziałki szczególnie. Rozgrywane co cztery lata mundiale oferują nam uczciwe, futbolowe dawki każdego dnia, początku tygodnia nie wyłączając.

Kiedyś życie fanów i antyfanów kopanej toczyło się uporządkowanym trybem, pozwalając koegzystować tym dwóm grupom w miarę bezboleśnie. Jeden weekendowy półdzień poświęcano nożnej, resztą dysponowała narzeczona. Oczywiście: jeśli respektowała tę świętą dla niego część. Dlaczego aż kilka godzin wykrawano na spektakl mieszczący się w 90 minutach? No szanowne panie, do gry koniecznym poważne przygotowanie. W wersji stadionowej wybieramy się tak trzy godziny wcześniej, uwzględniwszy tym posunięciem potencjalne przeszkody. Korki. Punktualność komunikacji miejskiej, nie potrzebującej do spóźnień korków. Pozbieranie całej ekipy, bo co to za frajda samemu; kumple w tym wydarzeniu sublimują wartość nieostatnią! Możliwym również rysuje się spotkanie fanów drużyny przeciwnej i wymiana zwykłych przedmeczowych uprzejmych kulturaliów. Niewerbalnych, a jak trzeba werbalnych. Trudno, mus. No i ceremoniał futbolowego święta pryncypialny: knajpa przed. Tam trzeba zasiąść przed pierwszym gwizdkiem sędziego, aby doznać iluminacji świętości tego miejsca. Ono ogniskuje kulturę fizyczną nieskalanie: rozgrzewkę i relaks w jednym. Oferuje bezdyskusyjne pojęcie faktu, że piwo wymyślono w celach izotonicznych, a kiełbachę z musztardą jako odżywkę białkową ekstra-fit. A poziom dyskusji tam prowadzonych słabo oddaje słówko: eksperckie. To żywa narracja, esencja taktyki, znawstwa. Gdyby słyszeli ją trenerzy, nigdy już nie zremisowalibyśmy z Armenią. O przegranej z Senegalem nie wspominając, phy.

W Warszawie to miejsce zowie się Źródełkiem. Zwróćmy uwagę na subtelność tego miana, przyzywającego istnie spragnionych doznań wyższego rzędu. Pieszczotliwość zdrobnienia delikatnie podkreśla wyrafinowanie i zwiewną ulotność panującego nastroju.

Zresztą każde miasto takim przybytkiem się chlubi; derbowe grody nawet dwoma. Jeśli gdzieś jeszcze nie istnieje, łopaty w dłoń!

Pozornie celebracja futbolowtch emocji w zaciszu domowego przedekrania mniejszych wymaga przygotowań, niemniej… Strawę i napitki samemu trzeba przygotować, sprzęt odbiorczy sprawdzić i na adekwatny do rangi wydarzenia poziom mocy dźwięku ustawić. Warto przy tej okazji, telefonicznie lub osobiście przezprogowo, wyjaśnić sąsiadowi, że pukanie miotłą w jego podłogę (a nasz sufit) nie kształtuje bazy życzliwych stosunków międzymieszkaniowych, śródklatkowych. I że ciszej będzie dopiero po ostatnim gwizdku sędziego, dodawszy rytualne trzy kvrwymacie lub hurra. Remis nie przesądza o doborze tych wyrazów: możliwa naprzemienność.

Mundial zezwalał rozciągnąć te emocje na cały tydzień i – na rękę Maradony! – ukochane musiały to zrozumieć. Teraz jednak czasy zepsute: ligowa kolejka od piątku do poniedziałku (mówi Wam to coś?) trwa, a środkiem tygodnia puchary. Matko Bosko Kopaczewsko, oszaleć przyjdzie. Niemniej wzruszenia na Mistrzostwach Świata te same: jak te nasze bidulki dzielnie przegrywają i czemu to Niemcy mogą, a my nie?

„To tajemnica mundialu

Mundialu to tajemnica

Ja jednak wierzę, że nie będzie źle

E viva Rassija ole – ole”.

A mnie doścignęła przypadłość, którą chętnie poetyckim roztargnieniem tłumaczę, acz znajomi nie owijają w bawełnę: starzejesz się. Żmije. Poszło o to, że wieczór zaplanowany, bilety kupione… do teatru. W czasie meczu naszych o wszystko. Przeżywalśmy z Agnieszką emocje innego rzędu, rozgrywające się na deskach sceny, zieloną trawkę reszcie narodu zostawując. Ot, miłość do kultury, a przeca biało – czerwoni dzielnie poradzili sobie bez nas, prawda?

Tak dzielnie, że podczas ukłonów i owacji odtwórczyni głównej roli wyznała: niestety proszę państwa, trzy zero… Tak to sacrum zmieszało się z profanum, a my zaoszczędziliśmy nerwów. Za to za cztery lata…

Pewnie znów wygrają Niemcy.

2 thoughts on “Lubię poniedziałki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *