Mgła.

Tworzą ją cząsteczki wody zawieszone w powietrzu; połączenie substancji zwane aerozolem. Odróżniamy ją od chmur czysto umownie: mgła dotyka ziemi, chmury nie. Zwróćmy uwagę, iż pomimo pozornej wyższości obłoków – gdzie niebiosa, gdzie gleba – mogą one czasem bytować poniżej mgły. Gdzie tak sublimują jej opary?

W górach.

Na krawędzi grani mleczny opar wyznacza początek pustki. Horyzont zawęża się do zbocza ucinającego przestrzeń o kilka kroków. Wiesz, że nie ma tam wielkiej przepaści, lecz – nie wiadomo skąd, nie wiadomo po co – pojawia się strach, ciekawość i zew. Z tamtej strony zamazania widoku coś woła, szepce, wibruje w umyśle. Chodź, chodź! Otulę cię miękkim posłaniem, odetnę od zmartwień i trosk, składając w sen delikatny, wytchnieniem pachnący. Kto mądry, ten sprawdzi, wstępując w me ramiona. Chodź.

Lecz ty trzymasz się ścieżki. A mgła rozpływa się, szydząc. Zza krawędzi słyszysz szyderczy pomruk: tchórz…

Interludium: powinność sabaryty.

Ta knajpa zasługuje na swoją sławę. Mowa o Chacie Wędrowca, znajdującej się przy szosie łączącej Cisną z Ustrzykami, u stóp połonin. Oferują dania znakomite, przy wyborze niebanalnym. Potwierdzamy sławę kultowego naleśnika: bomba! Mnie (mięsożercę banalnego) zauroczyła zupa wegetariańskia z soczewicą. Nie wiem, do cholery, co dodał kucharz, lecz chcę jeszcze. Kurde, ale dobre.

Na miejscu można też kupić na zapas różne przetwory, syropy, zalewy etc. Czekają one na nabywców, robiąc jednocześnie za wystrój.

Ceny w Chacie Wędrowca, w stosunku do wielkości dań, dyktują niebezczelne. Na zdjęciu wgapiam się w – uwaga – mały naleśnik.

Podoba mi się organizacja obsługi: bez rezerwacji, każdy sprawiedliwie w kolejce kwitnie.

No i gdzie w Polsce dostaniecie Kofolę z beczki?

Zaprawdę powiadam Wam: pospieszajcie, bo za dwa tygodnie lokal zapada w zimowy sen.

W górach mgła nabiera znaczenia symbolicznego, obowiązując w zachwytach i na kartkach pocztowych. Szczyty dymią siwą zawiesiną, obdarzając z wysokości owym spektaklem lud nizinny. Kieruj wzrok wzwyż, unosząc ducha. Zwiewne mleko odsłania i przesłania urodę zboczy, wierzchołków, skał, hal i lasów. Patrzysz na widowisko, chłonąc coraz to inny układ bieli, siwości, rozmycia i prześwitu. Odkrywa się zaklęte w śmigłości pagórów dynamiczne piękno, każące dążyć ku lepszości. Litościwa mgła ciągnie za gnuśną duszę człowieka; twarz mu ku bytom ponad odwracając. Nie sposób ócz oderwać, dobrze!

Mleczny oparze, bądź błogosławiony pomiędzy wilgotnościami.

Bieszczadując jesiennie, nie sposób abstrahować od tej damy. Snują się welony blade, kłębią nad połoniną jej zwiewne szaty. Nie przeraża, lecz zauracza, smętnym powabem oczy przyciągając ku sobie. Nie ma lepszego materiału dla rozmyślań o granicy substancji, ulotności zasłonięcia i niejednoznaczności kształtu. Będąc w samym środku, nie sposób dotknąć. Widzisz naokoło, wszędzie – nie widząc nic.

Zstąpiwszy z gór, owinęła ducha bladością, aby człowiek znalazł niedoskonałość swego postrzegania.

Ave, nebula.

Łukasz Klaś

1 thought on “Mgła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *