Marzenie.

-Wpierw trzeba marzyć, marzyć, marzyć, a dopiero potem obliczać, obliczać, obliczać – rzekł człowiek mądry, po wyżynach nauki swobodnie się poruszający. Amen. Kwestię wolno na sport przenieść, podobnie jak na każdą dziedzinę życia. Nie bójmy się śnić o sukcesach. Śmiało obierajmy cele, pamiętając jednakże o drugiej części mądrej sentencji. Droga do marzeń wybrukowana jest ciężką pracą.

I nudną.

Bieg z całą mocą, życiowy, na 5 km, nie jest sprawą łatwą. Balansujemy w nim na poziomie 98-99% maksymalnego poboru tlenu, a to nie należy do rzeczy przyjemnych. Począwszy od jakichś 500 metrów po starcie, mózg zaczyna protestować, krzycząc: zwolnij, zatrzymaj się! Razem z nim wrzeszczą płuca i mięśnie. Zostaje nam tylko żelazna wola; jakże ona słaba.

Finisz jest zapomnieniem.

Aż po porze siania nastał czas żniw. Stanąwszy na starcie Biegu na Piątkę powiedziałem: sprawdzam. Wszystko umieściłem na odpowiednich miejscach: sen, nastawienie, rozgrzewkę, sprzęt. Wystarczyło skoczyć, mieć skrzydła jak ptak i przebiec te pieprzone pięć kilometrów poniżej siedemnastu minut. Wtłaczam powietrze do płuc i mobilizuję całą wolę. Strzał!

Ogniu, krocz ze mną.

Wykonana praca rysowała się ciężką, żmudną i długą. Rdzeń treningów musiał zostać uzupełniony denerwującymi szczegółami: tego nie jedz, tamto jedz, rozciągaj się, roluj, mocz nogi (żeby tylko nogi, kobiety nie zrozumieją) w zimnej wodzie. Chodź spać z kurami. Cztery miesiące niebalu. Sesje ciężkie, a nadzieja na horyzoncie blada.

Ale pięknie .

***

Na początku biegnę dobrze, lecz nie czuję lekkości. Warunki panują nie najgorsze, kibice wspierają. Stopniowo wdziera się niemoc, rozlewając płomieniem na przeponę i brzuch. Nie mam z czego dołożyć. Jestem słaby. Ogarnia mnie paskudne uczucie. Jestem słaby.

Fot. WarszawaBiegnie.pl

Czasy kolejnych kilometrów: 3:19-3:18-3:17-3:27-3:38. Meta jeszcze uciekła o 50 metrów. Wynik to 17:08 i 29 miejsce na 2806 startujących. Porażka z małym pocieszeniem: pobiłem życiówkę o 5 sekund, zajmując też trzecie miejsce wśród czterdziestolatków.

Nasuwa się refleksja, iż ruszyłem za szybko. Być może! Regulowanie tempa z dokładnością do kilku sekund na kilometr to sprawa niełatwa. A nie chcę zaczynać zbyt wolno. Takich rzeczy nie robi się na pół gwizdka.

***

Marzenie odleciało w dal, ale pozostawiam sobie nadzieję. Może jeszcze nie wypłukało się z ciała zmęczenie przygotowaniami. Spróbuję znów.

Porażka pozostaje smutkiem, rozlewającym się po kościach. Trudno patrzeć w lustro na przegranego.

Za każdą miłość płaci człowiek cenę.

Za tę do biegania też.

Na szczęście jest ze mną Aga.❤️

Łukasz Klaś

11 thoughts on “Marzenie.

  1. Gratulacje Łukasz wynik petarda 17:08 🙈 choć wiem jakbyś jest jak oczekiwania są większe, trasa w szczególności sprzyjała dobrym wynikom, warunki też niczego sobie ale że na zbiegu nie dołożyłeś kilka sekund ? równe tempo na pierwszych 3km, hmmm no nie wiem czyżbym ja za wolno zaczynał za bardzo komfortowo muszę spróbować, tak czy siak jeszcze trzeci w kategorii rewelka, pozdrowienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *