Polska-Czechy 1:1.

***

Do Adršpachu dojeżdżamy dosyć bezboleśnie, pokonując trasę piękną, choć wąską i krętą. Na miejscu zastajemy parkingi w cenie umiarkowanego zdzierstwa, a jedzenie w cenie akceptowalnego zdzierstwa. Wstęp do skalnego piękna w cenie zdzierstwa. 90% turystów to Polacy. W budokramach dobrze wiedzą, czym nas skusić: podkreśla się czeskość piwa i marihuanowatość wszystkiego, w co można wcisnąć zioło.

Na najwyższej skale powiewa czeska chorągiewka, napisy są po polsku, czesku, niemiecku i angielsku. Goethe tu był.

Kumpel po piórze.

Przewoźnik (pardon: kapitan) w łodzi serwuje dowcipy, korzystając z artefaktów ozdabiających brzeg.

Jest kościotrup i wodnik. Pasażerowie zachowują czujność.

-Krecik! Jooo!

-To ne je kretik, to je pingwin.

Szczęściem, jezioro krótkie. Kofola smakuje wybornie, skały zapierające dech, a pamiątką uwozimy rude błoto na podeszwach. Czesi to mili ludzie: 40 km od granicy można płacić złotówkami. Kochają nas. Jooo!

***

Skały górują, nachylając się nad ludzkim mrowiskiem. Adršpach! Kędy w labirynty wiedzie nas ciekawość, nuda, pustota. Ilużże z rzeszy odwiedzających piękna tu szuka, podziwiając kształty śmigłe, kolorów kontrasty, odwieczność wtopioną w kamień? Ziarna piaskowca miąższością lepką dźwigają w sklepienie wieże, filary, kolumny, ściany i iglice. Kędy uniesiesz głowę, horyzont jęczy, kłuty ostrością krawędzi i szpiców. Ból ten zdaje się wsiąkać w podnóża skalnych olbrzymów.

Ziemia dyszy czerwienią, rozlewając rdzę w kałużę. Cały ten wir form i barw pulsuje w głowach, oszałamiając tego i owego; czasem kto poemat popełni…

Ukoiwszy ten zgiełk niebieskościami i zielenią, chłodny strumień cicho znika pod kamieniem. Szemrząca piosnka trwa jednakowoż i niżej, trelując gdzieś poza widokiem. Powietrze mruży leniwie oczy, zamknąwszy nas w przymusie podziwiania.

***

Szczeliniec witamy z ulgą, po pokonaniu Drogi Stu Zakrętów wszystko wydaje się tu proste. Parkingi oferują umiarkowane zdzierstwo, jedzenie i wstęp do skałek tudzież. Toj toje za friko – fanfary. Sprytnie zachęcają do turystyki: obowiązuje ruch jednokierunkowy. Stając przed kasą, musisz kupić bilet i przeć do przodu, lub wracać pod prąd. Łamiesz wtedy obyczaj i serca poborców opłat, narażając się na pogardliwe spojrzenia idących do góry. 90% turystów to Polacy. Goethe tu był. Strasznie naśmiecił, aż wstyd. W alei konsumpcyjnej króluje Podhale, a napis w jednej kapliczce był po niemiecku.

***

Kto wśród betonowych pudeł blokowisk wychowan, z radością zanurkuje w labirynty skał. Szczelińcu! Użycz nam zbłąkania wśród twoich ścieżyn, abyśmy zaznali ugięcia tego, co proste prostactwem…

Upał milknie w szczelinach pomiędzy majestatycznymi głazami, ustępując terrorowi cienia. Słońce jest tu nieznanym tematem, zaliczanym do bogów niewyczekiwanych. Chłód wsącza się rozkosznie w ciała, mrowieniem skóry nęcąc żądnych zagubienia. Skała napiera na skałę, zgrzytając, trzeszcząc i bełkocząc językiem piaskowym. Grona nieprzebrane maleńkich okruchów, zastygłych przedwieczne, obnażają swoją potęgę, wykutą czasem i ciężarem poza ludzką skalą.

Niczym na tronie ogromnej góry stołowej siedzą milczące olbrzymy, pogardliwie słuchając gaworzenia, które próbuje przypisać im kształty ze śmiesznych wyobrażeń płochych umysłów. Nic tu nadto, jeno potęga i proch u jej stóp. Przejścia otwierają się wąskie, wymuszając schylenie głowy, a gdzieniegdzie – padnięcie na kolana.

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Polska-Czechy 1:1.

  1. Wow Szczęściarze, ale Wam zazdroszczę wycieczki na Czechy. Super wyprawa i super tekst. Łukasz to umie pisać 🙂 Czekam na książkę jakąś 😃

    Kto jest za tym żeby Łukasz książkę wydał?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *