Papier toaletowy.

Biała wstęga biegnie od punktu wyjścia aż po horyzont, zamykając w tej drodze całą dostępną dal. Przysługuje jej to określenie, gdyż zwijając się sama w siebie, jaźń w istność, esencję w byt, pierwotnie wyznacza kres przestrzeni. Widnokrąg do niej należy, sama swym kształtem zamyka go i otwiera.

Smuga doskonała.

Proporcją boskości spirali prowadzi naszą myśl do nieokreśloności środka, stanowiącego zarazem kres sensu i użytku. Rozwijając z całą delikatnością kolejno kruche i ulotne segmenty (nie podrzyj, albowiem pobrudzon będziesz!), drżymy w miłym niepokoju na niespodziankę końca. Co tam, w jądrze jasności, się skrywać śmie? Jakie fundamenty i pryncypia ontologii kiwają tam palcem? Puls kosmosu i groza wielkiej osobliwości?

Rzekną szydercy, gęgając: zwykła tekturowa rolka tam gnije, na makulaturę czekając. Akurat. Bluźniercy. Umniejszacze. Pod skromną strukturą czai się niejedna konkluzja i paradygmat. O, tylko wybrani tę nieuniknioność pojmują od jednego błysku rozumu bystrego. Tym chwała. Oszczercom sieje się przepowiednia, aby zbyt wcześnie kiedyś ową tubkę spostrzegli…

***

Biel! Biel sobie wybrałaś, czystości alegorią oko mędrców ciesząc. Barwa to doskonała, zawierająca w sobie wszystkie tła tego świata, ba – kosmosu bezkresnego. Jako dzień od nocy, błogosławioną jasnością przecinasz mroki owego przybytku ulgi, dokąd każdy pielgrzymuje szybkim krokiem. Kolorem anielskim przyjmujesz na siebie to, co ciału odjęto boską natury koleją. Moc, chwała i bolesna użyteczność. Zwyciężysz czerń, która czmychnąwszy w kąt zazdrośnie pozostanie w ukryciu.

Aż do ostatniej rolki.

Kwękną: a bo to brakuje różnych, a to w kwiatki, delfinki, a rumiankowych czy wręcz seledynu i różu farby? Do dupy z tym imperatywem bieli!

Istotnie, fakty nie usuną się z drogi. Lecz owe – nieliczne, o słabości ducha i ułomności estetyki użytkownika świadczące – wyjątki, nie zamazują obrazu właściwego. Ot, skromna i nieprzechylająca szali plamka w pejzażu idealnym dodana. Raczej podkreśla perfekcję reszty, sama istotną nie będąc.

Słabizna. Rumiankowym srajtaśmom stawimy opór.

Na tym kończę, choć temat ledwie napoczęty. Wiem jednak, że jeszcze niewielu to przeczyta z Was, w proporcji do tych, którzy owego artefaktu dziś użyją. Rzeczywistość do mnie właśnie przemawia, głosem zza drzwi czeluści pytając: długo tam jeszcze będziesz siedział?

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *