Wody lanie.

Ten poniedziałek lubię szczególnie, uczuciem zarezerwowanym dla czynności, które przychodzą nam łatwo i przyjemnie. W laniu wody czuję się znakomicie, ku rozpaczy rzesz czytelników. Pisanie nieuzasadnionych rozwlekłości, rozstrzyganie nikogo nie interesujących, akademickich kwestii, lubieżne pławienie się w bajorkach przemądrzale brzmiących słówek – to moja domena. Śmigus-dyngus, użyczając pięknego określenia na literackie przynudzania, stawia mnie w pozycji dłużnika. Wdzięczność odczuwając, zwrócę Waszą uwagę na wspaniałość dnia onego, starając zrobić się to krótko, treściwie, lakonicznie, zwięźle, nienudno, bez nadużywania powtórzeń, bez długich wyliczanek, nie stosując rozwlekłych, nadmiernie przez używanie wtrąceń zupełnie niepotrzebnie rozbudowanych, ciągnących się bez końca, ot, zda się, do miejsca, gdzie horyzont zlewa się z niebem barwy indygo przybierającym, czyli maksymalnie oszczędnych we wszelkie środku stylistyczne i zdobnicze zdań.

Wielkanocny poniedziałek pozwalał na ćwiczenie ducha, umysłu i ciała w rozmaitych, pożytecznych dziedzinach życia. Piszę używając czasu przeszłego, gdyż rzecz tyczy wspomnień z dzieciństwa. Jak dziś sprawy się toczą, niech młodzi rzekną. Tuszę, iż nie wszystko umarło.

Zatem laniec ów był przede wszystkim wspaniałą lekcją fizyki. Każda opryskana panna od razu zapamiętywała właściwości najistotniejszego płynu we wszechświecie: wody. Z drugiej strony, atakująca tłuszcza również uściubiła rąbka wiadomości z tej dziedziny, mianowicie sektora ciśnień, używając do podtrzymania tradycji wspaniałego gadżetu: strzykawek. Próby zdobycia tego przyrządu zaznajomiły nas też z działem prawa tyczącym swobód obywatelskich; świętym oburzeniem pałaliśmy wychodząc z kolejnej apteki, w której odmówiono nam sprzedaży tego akcesorium. Inna sprawa, iż kto miał siostrę pielęgniarkę, zdobywał na kilka dni pod trzepakiem pozycję nadrzędną.

Piękną kartę zachowywał śmigus-dyngus w szeroko pojętym ratownictwie. Dziewczyny zyskiwały błyskawiczną wiedzę o wychłodzeniu organizmu przez H2O. Fala atakująca sprawnie edukowała się w operowaniu wyżej wymienioną strzykawką, a analiza i praktyczne wdrażanie w akcji rozmieszczenia źródeł wody, hydrantów nie pomijając, ułatwiła niejednemu późniejszą karierę w straży pożarnej.

Doniosłe konsekwencje niosło ze sobą użycie specyficznego sprzętu, którego nazwa, przy całej bezpruderyjności dzisiejszych czasów, przez klawiaturę ciężko mi przechodzi. Aż się ekran rumieni. Dość, że zażywając niewinnych igrów w celach pokropienia płci przeciwnej, zyskiwało się namacalny styk z gadżetem, biorącym ważny udział w dyskusjach medycznych, światopoglądowych, demograficznych, etycznych i podkołdrowych. Tego się na żadnej lekcji religii ani przysposobienia do życia w rodzinie nie dało nauczyć! A mówię Wam, ile zabawy i zdrowego śmiechu było już przy napełnianiu tego wodą! Jak wspaniale w dłoni leżała przelewająca się frywolnie kula. Jakąż selekcję przechodziły testy trwałości, kiedy rzucona z okna bądź wiaduktu bomba nie pękała. Lepszej reklamy dla wchodzących w życie dorosłe szczawi zgoła nie trzeba było. Dodajmy, iż zdobycie tych gadżetów udawało się łatwiej: wystarczył pełnoletni brat i nawet najbardziej nieżyczliwa pani w aptece musiała skapitulować.

Lany poniedziałek stanowił rzecz jasna również wspaniałą lekcję zachowań społecznych, stadnych, międzypłciowych. Niejedna oblana z oblewającym przed ołtarzem kończyła. Dziwnym trafem w dzień ów niektóre dziewczęta musiały koniecznie przechodzić przez pewne niebezpieczne rejony… Co za traf.

Kończymy rzeczą najnudniejszą na świecie: bieganiem. Co za cuda się w drugi dzień Wielkanocy notowano! Najleniwsi rekordy w sprincie – i to z butelką dłoni – pobijali. Jakież interwały, jakież szusy z narastającą prędkością odchodziły. Ba, w co bardziej zgranych drużynach gonitwy systemem sztafetowym się odbywały. Nieocenionym bogactwem pomysłów kwitła inwencja podwórkowa. Tego nie wyczytało się w podręcznikach, to trzeba było przeżyć.

Mam nadzieję, iż i dzisiaj tradycja żyje. Niech nie ujdzie Wam na sucho.

Życzę mokrego Dyngusa!!!

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Wody lanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *