Siekiera.

Prześladuje mnie ostatnio siekiera. Wszędzie i zawsze snuje się za mną jej złowróżbny cień. Ratunku!

Jak wiadomo, najlepiej pomóc sobie samemu. Reszta ludzkości służy rzecz jasna dobrą radą i obietnicami, natomiast konkretnego wsparcia szukajmy w lustrze. Pomny tej mądrości, posłuszny zdobyczom psychoanalizy, spieszę wyrzucić z siebie to draństwo, żywiąc nadzieję na pozbycie się traumy. Zastosuję autoterapię mentalną i opiszę moją prześladowczynię. Nie chcę z tomahawkiem we łbie nadchodzącej wiosny zaczynać. Ostrzegam tylko przed wpływem zgubnym, aby i Wam to widmo nie zaczęło wyglądać zza każdego węgła omalże…

Przypadłość owa uderza poniekąd sezonowo, kiedy dni się skracają, a wody ziębną; w niektórych człowiekach budzi się szaleństwo morsie, w mroźne odchłanie przyzywając. A wiadomo, co zwolennikom kąpieli zimowych do szczęścia potrzebne? Siekiera. Pięścią przerębla nie wyrzezasz. Owszem, młot subtelny też się sprawdza, lecz ostrza mu brak, potrzebnego niekiedy. Stąd narzędzie owo w specjalnej mamy estymie. Przymus. Piła mechaniczna skuteczniej lód wykrawa, lecz z klimatu przedsięwzięcie odziera.

Jeszcze na Klubowej Milii, sztafecie przez mój klub Trucht Tarchomin Team organizowanej, siekiera się pojawiła: niby także narzędziem niezbędnym, niemniej dziwnie często widać ją na zdjęciach z imprezy, w zastanawiających okolicznościach. Agnieszce z tym narzędziem do twarzy (ładnym z wszystkim do twarzy), lecz co kiedyś wesołym żartem się zdawało, plotką w obmowę poszło; już bredzą, że szybko biegłem, bo mi toporkiem grożono. Żmijowe plemiona zazdrośników języki obgadują!

Potem dołączył Smarzowski, z jego – hm! – skomplikowaną twórczością. Pan Wojtek, jak imię wskazuje, powinien zostać strażakiem i to w jego filmach da się odczuć. Jak nie bohater z ogniem walczy, to przynajmniej akcja w remize się odbywa. Po pokazie „Wesela” zadaję słynnemu reżyserowii pytanie, czy wolałby być księdzem czy policjantem. Specjalnie strażaka mu pod nos nie podsunąłem, spodziewając się wszelakoż takiej odpowiedzi. O dziwo, filmowiec wybrał ewentualność szatek duchownych. Leci następne pytanie z sali – na Hefajstosa! – motyw siekiery w jego dziełach. Poczułem się nieswojo, gdyż istotnie, ta zmora w każdym (!) jego filmie się pojawia; aczkolwiek odpowiedź usłyszeliśmy wymijającą… Przy tej okazji namawiam Was do zapoznania się z filmami tego reżysera, a jeśli okazja się trafi, idźcie na spotkanie z nim. Wojtek Smarzowski posiada talent, pasję, inteligencję, a o swojej pracy opowiada ciekawie i bez zadęcia. Teraz kręci serial o wczesnym polskim średniowieczu; wypatrujcie, czym bohaterowie się rąbać wybiorą.

Zresztą, nie tylko ten reżyser owym gadżetem zainspirowan: a Siekierezada to co? I jeszcze z bieganiem się łączy: knajpa tegoż miana w Cisnej uczestników słynnego Festiwalu Rzeźnika gości.

A poczciwy elektrykoprezydent to czym w spotach wymachiwał?

Ostatnio zwiedzaliśmy zamek: Krzyżtopór.

Znów morsowanie – w Jeziorze Czerniakowskim. W tle elektrociepłownia: Siekierki.

– Tam do kata! – chciałoby się warknąć, lecz czym ów jegomość głowy ścinał?

Wśród prezentów pod choinką zawsze znajdujemy trafione, uśmiech wywołujące, jak i zgoła chybione, a nad wszystkimi musimy się rozpływać w zachwycie. Patrzę, dezodorant, zatem sugerują: śmierdzę. Niech se myślą, co mi tam – psikadło się przyda. Zrzedła mi mina, gdy na markę spojrzałem: Axe, a jakże. 😀

Włączam sobie dla uspokojenia stację radiową z muzyką poważną; Szymanowski, znajomicie. Po chwili słyszę:

– Hej, idem w los, piórko mi sie migoce, kiedy śmignem ciupazeskom krew cyrwonom wytoce, hej!

I tu znów, proszę państwa, wracamy do biegania. A jakże.

Wybieramy zawody na maj, grzebiąc w internecie z pasją kury szukającej robaków w pryzmie gnojóweczki.

– O! A! Mamy hit, startujemy.

– A co tam znalezłaś, łowczyni rarytasów?

– Trasa piękna – Beskid Mały, pakiet w porządku, termin dogodny, dobre recenzje, referencje, reklamy, rekomendacje, reakcje w sieci…

– Jak się to cudo zwie?

– Beskidzki Topór, a wersji krótszej, słodko: Toporek.

– Dlaczego?

– Podbiegi ostre jak ostrze najostrzejszej siekiery.

Oczywiście.

Teraz mi powiedzcie, brać to (na odczynienie uroku) czy nie? Nie chcę sprawy stawiać na ostrzu siekie… tfu! – noża.

***

Wszyscyśmy łasi na komplementy, nie jestem wyjątkiem i ja. Onegdaj usłyszałem:

– Lubię twój styl, określiłabym go…

– No jak – zawisłem wręcz na jej ustach.

– Jako taki… taki… topornie elokwentny.

Fatum trwa. Jeśli macie swoje przypadłości, dajcie znać, jak się ich można pozbyć. Lub do zobaczenia w maju, w Beskidzie Niskim.

 

Łukasz Klaś

1 thought on “Siekiera.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *