Klubowy jubel. ?

 

Aby uwypuklić romantyczną i integracyjną rolę biegania, kluby organizują podsumowujące rok kalendarzowy gale i spędy, czyniąc takie zacne spotkania niejako przeglądem kadr. Obecność nieobowiązkowa, czyli mile widziana: musisz przyjść, bo inaczej cię zjedzą. A zawsze lepiej samemu wchłaniać, niźli zostać spożytym. Zapraszamy na uroczystość dwatysiąceosiemnastkową najwspanialszej ekipy na świecie – Trucht Tarchomin Team. Idziemy: biegusiem.

Na samą myśl o takim wykwincie cierpnie na mnie, nieśmiałym do szpiku, skóra; toż w wykwintnym towarzystwie trzeba się pokazać, obracać, błyszczeć, nie seplenić. A na przystawkę, jak każdy tekstylny abnegat, otrzymuję do opracowania kwestię zabójczą: jak się ubrać.

Proszę Państwa, w temacie uciuchowienia na treningi i zawody megatony słów już przelano; wpisawszy owe hasło do internetowych szperarek uwalniamy istną puszkę Pandory. Sieć pieni się treścią, raczy obfitością, zniewala kompetencją, rzyga bogactwem porad. Lecz jak powinien się zaprezentować truchtuś uroczyście? Ja pytam?

***

Delikatnie temat nadgryzam przez drzwi, systemem pokój-pokój, z taktycznego dystansu.

– Kochanie, a może pójść w strojach klubowych?

W odpowiedzi słyszę milczenie. Znam ten algorytm, bez wątpliwości. Oznacza: nie. Bardzo nie.

– A czy eleganckie dżinsy się nadają?

Następuje chwila ciszy długości krótkiej, lecz znamiennej.

– Nie istnieją eleganckie dżinsy.

Konserwatyzm! Zabobon! Średniowiecze, ciemnogród, skostniałość, uprzedzenie i defetyzm. Duch się burzy, do walki gotów.

– Oczywiście kochanie, masz rację.

Zostawmy to na później, chodzi o wygranie bitwy, a nie wojny. Ugryźmy rejon górny. Najsprytniej stosuję znaną i lubianą w pedagogice opcję ograniczonego wyboru.

– Która koszulka z kołnierzykiem pasuje bardziej do wieczoru, szara czy seledynowa?

– Jeśli myślisz o tych powyciąganych polo, zapomnij.

– Ale to prezent od cioci – przekonuję.

Brak sukcesu.

Załamuję ręce. Doprawdy, trudne zadania stawia życie przed nami. Nie uciekam przed poświęceniem i znojem, gotowym najuciążliwsze przywdziać szaty, lecz jakie? Przesada w żadnym kierunku nie wydaje mi się wskazana. Zważywszy istotę działalności klubu, fraki, surduty i fasonowe garnitury odrzucam. Wszak to nie bal na Titanicu ani fajfoklok u Królowej E. Z drugiej strony obdartusem pokazać się głupio by było, szacunek gronu się należy. Jak żyć? Co włożyć i aprobatę najsurowszego, sercu miłego sądu uzyskać?

Po długich konsultacjach, dąsach i debatach otrzymałem upragniony wyrok dopuszczający. Czyli ocenę mierną. Hura.

– Ostatecznie się zgadzam. Tylko nie stawaj w pierwszym szeregu do fotografii.

Piękno potrafi najboleśniej ukąsić; tylko kobieta potrafi połączyć dobro i okrucieństwo bez dysonansu.

Idziemy.

***

Na miejscu wszystko aż błyszczy. Panie olśniewają, a moja – króluje. Zarząd przytłacza szykiem. Ku mojemu zawodowi, nikt nie zadaje fasonu na sportowo. Żal ogarnia, o czym tu pisać? Na specjalnym stole przedmiot pożądania i ślinotoku: trofea za całoroczny trud.  Stół zakąską wykwintną wabi: zdrowie i fit na talerzach się mieni, lecz obecny i boczek. Zajmujemy skromnie miejsca w samym środku, żeby przypadkiem jakaś fotografia bez nas się nie zrobiła. Oczywiście, naprzeciwko siadają najwyżsi, czyli Ania z Markiem. Ja to mam pecha; w krainie krasnoludków umieściliby mnie obok największego dryblasa. Następnym razem książkę pod tyłek wsadzę. Tamci chcąc nie chcąc z góry na mnie patrzą, lecz miło cukrzą, że blog fajny i w ogóle. Me serce topnieje na nizinach.

Rozmowy kuluarowe i ex officio się toczą, lecz napoje działają: dyplomacja i ambasadorstwo powoli ustępują pola staropolskiej serdeczności. Kochajmy się.

– Gratulacje! Pięknie to zrobiłaś!

– Śliczna suknia, ile ważyła?

– Znakomicie biegałeś rekreacyjnie.

– Ciekawy twój ostatni wpis, szkoda, że w pośpiechu pisany…

– Nie dało się szybciej?

– Kiedy składkę zapłacisz?

– Zdrowie Prezesa!

– Zdrowie Zarządu!

– Za ch… tego wyniku nie pobijesz.

– Sąsiedzi z dzielnicy nas gonią w punktacji.

– Kontuzja, dolegliwość, uraz.

– Wiesz, po wódce to cię nawet lubię.

– Za wielki Trucht Tarchomin Team!

– Niech nam się pomarańczowo-błękitno przed oczyma zrobi.

– Za zwycięstwa i walkę do końca.

– Gwóźdź w gumę triatlonistom…

– No żart przecie, niech padełują zdrowo!

***

W naszym klubie mądrze kwestię nagród rozwiązano, doceniając zaangażowanie i serce dla społeczności, a nie suche wyniki. Stąd na imprezie panuje miła i szczerze bratająca oraz siostrująca atmosfera; oby tak przez cały rok. Wszyscy mają co do gabloty wstawić, a przy okazji ważne sprawy omawiamy. Dzięki rozsądkowi naszych szefów, przezornie długo przed terminem o gali nas informujących, frekwencja dopisuje. Bądźmy szczerzy, niektórzy to się pół roku nie widzieli i więcej. Takie spotkania naprawdę mają wielkie znaczenie dla tej grupy połączonej wspólną pasją. A jaka moc ze wspólnej fotografii bije! Wszystkim błyszczą życiówki w oczach.

Nasz klub nie tkwi w stagnacji, ewoluując zgodnie z potrzebą i duchem czasów. Wzmacnia się nam frakcja triathlonowa – powodzenia, byle treningów biegowych nie zaniedbywali. Atakujemy nowe cele indywidualnie i drużynowo, deklarując – choć różnie rozumiany w szczegółach – postulat rozwoju. ?

Trucht Tarchomin Team nie tylko ćwiczy, lecz i organizuje. Zapraszamy na nasze zawody tym razem jesienią; chcemy, aby i tak wyjątkowa sztafeta: Klubowa Mila, stała się jeszcze ciekawszą.

Łączy nas pasja; wyrażona zarówno leśnym joggingiem, pruciem kolcami bieżni, kolekcjonowaniem asfaltowych piątek, walką na ultra, w górach, na asfalcie, grupą i samotnie: grunt, żeby nóżkami przebierać. Ważne to, co łączy, a nie podziały. I takie spotkania są bardzo istotne, naprawdę.

Klub żyje. I biega. Cieszymy się z osiągnięć minionych i z nadzieją wkraczamy w 2019 rok.

Niech się nam i Wam darzy. ?

 

Łukasz Klaś

 

5 thoughts on “Klubowy jubel. ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *