Ciepło o morsowaniu.

Zima!  Sezon rozpędził się na dobre, zatem powiedzmy sobie słów kilka o morsowaniu, starając się temat ująć w adekwatnym kształcie: z chłodnym obiektywizmem,  dodatkiem mrożących krew w żyłach fragmentów, lodowato uprzejmie, z zimnym wyrachowaniem, aby ziąb poczuć do wnętrza szpiku, jądra międzymózgowia i dna macicy. Ważna i ciekawa to kwestia, bo zarazem zdrowie, hartowanie, regeneracja i przypływ adrenaliny. Owszem, zamarudzi ten i ów, iż pani jesień niezbyt tęgą następczynię nam zostawiła; niemniej zdarzają się przymrozki, tafle nieśmiało skuwają tonie i woda wykazuje temperaturę akceptowalną: kilka stopni C dur. Chlup w przerębel, morsiejemy.

Przestrzegamy rygorystycznie i bez wyjątków: lodowych kąpieli zażywają tylko zdrowi i nigdy samotnie. Howgh.

Aby w pełni doznać rozkoszy zimowych zanurzeń, trzeba to poczuć na własnej, nomen omen, skórze. Żadne opisy tego uczucia nie zastąpią. Wychynąwszy z wody, zadecydujemy, czy kontynuować zabawę. Większość zostaje przy tym rekomendowanym przez lekarzy nałogu.

Morsowanie poleca się szczególnie biegaczom, jak i w ogóle sportowcom. Raz, że hartuje i zdrowie poprawia, co dla szurających butami cały rok wiele znaczy. Dwa, iż stanowi niezastąpiony element odnowy biologicznej; krio brzmi mocno, dumnie i na miejscu. Biegacze, morsujcie; sama sauna nie przyniesie takich efektów.

Ponadto przeręblowanie okazuje się nadzwyczaj wesołą aktywnością. Potężne zwierzęta z imponującymi kłami, przebrane w ludzką skórę, patrzą na świat z humorem i radością, co się zwłaszcza podczas wspólnych kąpieli obserwuje. Smutek nie lubi chłodu.

No i najważniejsze: lansik. Dwie minuty zanurzenia, selfik i sto lajków plus sława w biurze i na trzepaku. Inwestuj w siebie! 😂

Owszem, morsowanie cechuje się rozkładem czynności w czasie typu: godzina strojenia, dwie minuty grania. Niemniej dodajmy do owej chwilki zanurzenia bajeczne wręcz uczucie po wyjściu z wody i już inaczej bilans się przedstawia. Wtedy też wolno nam pofolgować sobie: grzaniec przed kominkiem uważam za całkiem na miejscu; kto woli, wpieprza ciasto, a komu mało dziarskości – lody. Byle dobrze zmrożone.

Szczęści mi fortuna, rzucając takiego żółtodzioba (raptem drugi sezon) w różne ciekawe przeręblowe lokalizacje. Bazą i macierzą pozostaje Jezioro Czerniakowskie, lecz zdarzyło mi się homeostat moczyć na Bemowie, w Wiśle (legalnie), Pruszkowie, Krakowskich Bagrach no i clou: nasze cudowne morze. Wszędzie spędzałem czas w przemiłym towarzystwie, zawierając nowe znajomości i cementując stare.

Uczciwie sprawy postawiwszy, stwierdzamy, że od samego zanurzenia się w mroźności nie schudniemy. Natomiast z całą mocą rekomenduję poprzedzić akt chłodny bieganiem; wtedy wejść do wody łatwiej, a spojrzeć na wagę można.

Morsujcie i innych namawiajcie. Lud lubi lód.

Wszystkiego lodowatego w nowym roku!

 

Łukasz Klaś

 

2 thoughts on “Ciepło o morsowaniu.

Pozostaw odpowiedź Warszawski Scyzoryk Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *