Nawadnianie.

Kilka dni wolnych w pracy darowało mi dawno nie spotykany luksus złapania oddechu od codziennej młocki. Agnieszka wyjechała szlifować formę do Giżycka, a ja podążyłem w przeciwnym kierunku, nawiedzając rodzinne miasto. Kraków zawsze grozi niebezpieczeństwem przejedzenia u rodziców (jak ty wątle wyglądasz!), oferując wszelako możliwości solidnego nabicia akumulatorów. W taki upał wzmocnienie kojarzy się przede wszystkim z płynami, zatem osiadam na dni kilka w królewskim grodzie, by się nawodnić – ciało i ducha. Polecam wszystkim taki serwis.🙂

Aby organizm nie skrzypiał, rankiem pobiegałem po wzgórzu Krzemionki, wznoszącym swe wapienne stoki nad domem rodziców. Okolica to dla mnie szczególna, gdyż tu upłynęła moja sportowa młodość. Napiszę o niej więcej wkrótce, wspominając wiele interesujących miejsc i obiektów. Spróbujcie znaleźć na schemacie poniżej Kopiec Krakusa i stadion. Trening udał się wyśmienicie, a widok na panoramę Krakowa zawsze mnie, starego cynika, nieodmiennie wzrusza. Nawodnienie odpalone pięknie zaczętym dniem.

***
Tymczasem na północy, obóz treningowy Teamu Parszczyński wybrał się na zawody. Ci to się musieli nawodnić – zgarnęli siedem trofeów. Forma rośnie. Agnieszka wygrywa swoją kategorię wiekową i statuetka czapli wędruje do kolekcji. Garbata Piątka – bo tak zwie się owa impreza – da się lubić.

Popołudniem znajduję czas na prawdziwy relaks. Trzeba niekiedy prawdziwie się polenić. Zakotwiczyliśmy z rodziną nad chłodnymi wodami Raby. Rzeka owa to dar gór dla Krakowian; jej wodę piją. Na zielonym brzegu można wyciągnąć nogi i patrząc na bystry nurt wchłaniać płyny. Sezonowy kompot nie daje żadnych szans bombelkowanym sztucznościom. Chciałoby się tak cały rok pić! Grill służy do walki z komarami… No dobra, kiełbasa też ma jakieś wartości odżywcze, przynajmniej na wyjazdach. 😉 Trawiąc w miłym chłodku, w miłym towarzystwie, człowiek postrzega świat weselszym. To zaprocentuje.

Lubię się lenić aktywnie – to nawadnia.
***
Łukasz Klaś

4 thoughts on “Nawadnianie.

  1. Pozdrów Łukasz Mame i Tate. Stęskniłam się za nimi. Wieki ich nie widziałam. Fajnie że wpadłeś do Wawelskiego Grodu 🙂 Faktycznie wątle wyglądasz 😉 no jak tak można nie jeść nic no 😂😂😂 Wez się Człowieku za jedzenie bo nikniesz w oczach:) I Tate na Lubań trza wytargać

    Pozdrawiam serdecznie

  2. Witam Pamiętam grill na Zarabiu z moimi rodzicami i z moją mamą. Bardzo sympatyczny.Ja na razie jedynie grill beztłuszczowy i bieganko z piłką udanego restu w Grodzie Kraka 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *