Letnicy.

Dzieło Gorkiego mocno sytuuje się w realiach ówczesnej inteligencji: ludzi wykształconych i… raczej pracą nieskalanych. Próżniakują sobie kanikułą, czas trawiąc na obmawianiu, intrygach i płytkich romansach. Mistrzowsko grupę opisano, acz niektórzy krytycy narzekają na spłycenia postaci, przeciwstawiając autorowi innego wybitnego pisarza rosyjskiego… Ma foi! Jeśli chcielibyśmy Czechowa, to sięgnęlibyśmy po Czechowa. Maksim Gorki też frapuje swoją wizją elitarnej (?) grupki.

Na deski sceny przekuł dzieło Teatr Narodowy, w reżyserii Macieja Prusa. Akcja nie wyróżnia żadnego bohatera, stąd trudno spodziewać się fajerwerków aktorskich. Dodatkowo ubrano ich bardzo podobnie. Zanim się zaczniemy orientować w tych wszystkich Mariach Nikołajewnych i Aleksach Aleksiejewiczach, mija pół seansu. Po czym wszystko się nam miesza. Co nie oznacza, iż załoga Narodowego wypadła źle. Grali dobrze, równo; warsztatowo. Pełna sala służy za dowód – i owacje po.

Zauważmy żarcik scenograficzny: za las i łąkę robi… stół z kilkoma kępkami rachitycznej trawy. Jacy ludzie, taka przyroda.

Można długo rozwodzić się nad marazmem, miernością i pustotą życia przedstawionej gromady. Ważne, byśmy siebie tam nie znaleźli. Nikt tam się do błędów nie przyznaje, na otoczenie i los wszystko zwalając. Płynie nauka i przestroga, czytelna, ale i subtelna nieraz. Baczmy, gdzie kończy się narzekanie, przechodząc w błazeństwo.

Nikt nie chce być letnikiem we własnym kraju.

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Letnicy.

  1. Jak zawsze interesująco napisałeś. Szkoda jak się mieszka na prowincji do teatru trudniej. 🙁 Pozdrawiam i życzę więcej jeszcze sztuk 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *