Legenda o Chotomcu.

Dziwny obiekt pojawił się w Lasach Chotomowskich. Kto go ujrzy, zastanawia się: drzewo, nie drzewo? Czy tylko siły natury tu działały? Moja pasja do ksiąg i puszcz znana jest tu i ówdzie, poproszono mnie zatem o zbadanie sprawy. Poszperawszy w zakurzonych tomiszczach znalazłem opowieść dziwną, starą… Ale kto tam dzisiaj w legendy wierzy.

🍀🍀🍀

W czasach, gdy na Mazowszu więcej żyło wilków niż ludzi, mieszkał w okolicznych borach dzielny Chotek. Piękny i śmigły był; smagłe miał lica, nogi jak konary, ręce niczym gałęzie mocarne, a głową nad drzewa sięgał. Nic też dziwnego, że ludzie do dębu mocarnego go przyrównywali. Wszystkie panny między Wisłą a Narwią tęsknie wzrokiem za nim wodziły. A wiedzieć trzeba, iż ziemia ta z najkraśniejszych białogłów słynie. On jednak puszcze sobie upodobał. Najmilej śpiewały mu sosny i brzozy, buki i dęby braćmi swymi nazywał. W lesie żył i las kochał, spojrzenia dziewcząt za nic mając.

Jednego dnia jesiennego leżał sobie Chotek pod dębem na polanie, w głębi puszczy położonej, odpoczywając po trudach dnia. Wtem zerwał się na równe nogi, gdyż uszu jego dobiegł śpiew dziewczęcy, a tak miły, iż dusza jego od razu lubością wezbrała. Zaszumiały liście i z lasu wyłoniła się dziewczyna piękności niezrównanej. Zielone oczy świeciły się jej spod złocistych, falujących włosów, kaskadami opadającymi na śmigłe plecy. Odziana w szatę białą, srebrzystymi nićmi przetykaną, stanęła twarzą w twarz z naszym młodzianem. W ręku trzymała złote jabłko, niczym klejnot błyszczące w promieniach zachodzącego słońca. Serce Chotka wezbrało błogim pożądaniem.

-Ktoś ty? – Spytał, ledwo mogąc mowy dobyć. Ręką ruch uczynił, nie wiadomo, czy owoc piękny, czy leśną boginkę chcąc dotknąć. Ta spojrzała śmiało w jego lica, zaśmiała się ukazując śnieżnobiałe zęby spośród warg malinowych i czmychnęła do boru. Z wielkiego wrażenia stał chłopiec jak wryty, miłością owładnięty. Odtąd skończył się jego spokój. Przebiegał lasy, poszukując złotowłosej. Przepytywał wszystkich wokół, lecz nikt nie znał tajemniczej niewiasty. Wszyscy myśleli, iż we śnie tylko ją widział.

🍀🍀🍀

Wkrótce potem strach i groza na Mazowszu zapanowały. Nie wiedzieć skąd i po czemu, wszyscy rozpowiadali, że z południa nadciąga straszliwa plaga, która zburzy spokojne życie mieszkańców. Słuchy chodziły o wiedźmie okrutnej, łąki, lasy, pola i osady niszczącej. Miała ona nigdy ziemi nie dotykać, jeno dwoma stalowymi śladami orać, burzyć, wywracać i niszczyć wszystko na swej drodze. Ogień i hałas ją znaczyły, a znienacka miała napaść, o porze niespodzianej. Aby nieszczęściu zapobiec, zwołano radę najmędrszych, co ludowi przewodzili. Przybyli wszyscy, strapieni, lecz obowiązek swój znający. Był zatem i Kownałko z Wieliwa, powagę u swoich mający taką, że czwarty już raz go na wodza wybrali. Był Machnałko z Jabłkowej, wiedzą sławny, wszystkie sprawy okolicy pierwszy znający. Byli i inni, z Bukowa, Choszcza, Bezporętu, Słomianek, Czarnopola, Ćwierćtuska, Smarek i Starego Dworu. Przybyła i postać dziwna, zakapturzona, która zapytana, z grodu Sawy się opowiedziała, twarzy nie pokazując. Nieufnie ten i ów spoglądał, że jednak pierścień starego Warsza na palcu miała, do obrad ją dopuszczono. Radzono długo w noc i nic mądrego nie znaleziono, jeno swary, wyrzekania i kłótnie prowadząc. Nad ranem rzekł przybysz z południa: na wróżbę się zdać. Że nikt lepszego pomysłu nie znalazł, stopiono wosku i nad misą się pochylono. Czyjaż to twarz się ukazała? Popatrzył Machnałko i w ręce zaklasnął:

-Toż to Chotek, lubej szukający!

-Dalejże do niego – zakrzyknęła rada. Wyruszyli.

Głęboko w puszczy skrywał się młody junak, lecz nie takie kryjówki potrafili Machnałko z Kownałkiem znaleźć. Obaj znani byli z tego, że wszędy na swoich nogach bieżali, zdrowie z tego biorąc, ale też znajomość ścieżek leśnych i mateczników. Wnet przed szałasem stanęli, Chotka budząc i sprawę mu wyjaśniając. Lecz ów, w tęsknocie i rozpaczy pogrążon, postać wyprostował, członki przeciągnął i zaciskając pięści ogromne, ku niebu krzyczeć począł:

-Ogromną siłę mam i was wszystkich obronić potrafię! Niestraszna mi wiedźma grody i lasy stalowymi rózgami orząca. Sam jeden mogę ją powstrzymać! Lecz wpierw niechże mnie los zachęci do czynu. Przybądź, ukochana ze złotym jabłkiem i zostań u mojego boku, a ja sam, sam wszystkim ziemiom wokół spokój zapewnię!

Jeszcze echa jego głosu w puszczy nie umilkły, gdy wicher się zerwał straszliwy, czarne obłoki i gromy nad ich głowy ściągając. I wśród szumu i grzmotu jakiś głos, z nurtów Wisły, fal Narwi, drzew gałęzi, głębin ziemi i z kropel deszczu tak przemówił:

-Żeś pyszny i nad ludźmi się stawiasz, na nagrodę swoją wieki czekał będziesz. Nie człowiekiem, lecz drzewcem, dębcem, Chotomcem cię czynię, abyś długo cierpiał, ruszyć się nie mogąc. Wielu ludzi i to o własnych siłach, przyjść tu do ciebie musi, aby klątwę zdjąć i złe moce pokonać. Znakiem zaś twego uwolnienia będzie, kiedy piękna złotowłosa nadejdzie, jabłko ci ofiarując.

Kiedy dwaj mężowie ocknęli się z niemoty, nie było już na polanie ani Chotka, ani szałasu. Stało tam tylko drzewo – nie drzewo? W twarz cierpiącą zaklęte, rośnie do dziś. Szumiąc cichą skargą, przywołuje ludzi po lasach chadzających. Czeka na pannę z jabłkiem, która czar zdejmie.

🍀🍀🍀

Ale kto by tam dzisiaj w stare bajania wierzył.

Łukasz Klaś

***

Inspiracja i zdjęcia: Michał Machnacki – Biegający Bibliotekarz

10 thoughts on “Legenda o Chotomcu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *