Krwawy chorwacki Szekspir.

Z ciekawością wybraliśmy się na kolejny festiwalowy wieczór, zainteresowani nie tylko wystawianą sztuką, ale i nowym dla nas budynkiem Teatru Szekspirowskiego. Najwspanialsze sale w wykwintnym gmachu nie zastąpią kunsztu aktorów i reżysera, niemniej miejsce odbioru sztuki gra swoją, nomen omen, rolę. Charakter i styl architektury może – nie musi – określać charakter przedstawień rozgrywanych w środku. Gdański przybytek, położony pięknie, tuż przy Długim Targu, nie rzucił nas na kolana, lecz też nie rozczarował bardzo. Budynek posiada wyraźny rys, odróżniając się specyfiką od otoczenia. Popatrzcie zresztą na zdjęcia. Zasiedliśmy w środku, kierując wzrok ku górze, na słynny rozsuwany dach. Lecz przed spektaklem nie dostrzegliśmy nieba, rozbijając wzrok o szczelny sufit.

Niełatwo oglądać sztukę w obcym języku, odczytując tłumaczenie z panelu wysoko nad sceną. Kręcił się w głowie galimatias chorwacko-polsko-angielski. Jakoś przetrwaliśmy, za plus sobie poczytując ćwiczenia mięśni szyi. Jednakże dla osób nie znających wcześniej prezentowanego dzieła, taki odbiór staje się dużym utrudnieniem.

Chorwacki Tytus Andronikus nie epatował specjalnie krwią na scenie, ostrość przesłania podkreślając wyrazistą grą aktorów. Ci wypadli znakomicie. Swoje zadanie wypełniła też odgrywana na żywo muzyka: zgrzytliwa, ponura, metaliczna. Reżyser zaintrygował widzów detalami; dlaczegóż to niemowlę zagrała wątroba, a murzyn był biały? Wielu zamyślonych wyszło z teatru, a – na Melpomene! – nikt nie ziewał. Chorwaci przyszekspirowali w sam raz.

Bijący wytrwale oklaski otrzymali też swoją nagrodę: nad głowami otworzył się dach, pozwalając aplauzom unieść się pod niebiosa.

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Krwawy chorwacki Szekspir.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *