Taki wał. I dzbany.

Wiecie, co potrzebne jest biegaczowi do szczęścia?

Wał.

Dozwolono miłośnikom wyrazistych akcentów przyjąć, iż imć Kozakiewicz, zaginając łokieć w wiadomym geście, wiadomo gdzie, wiadomo kiedy, wiadomo komu, wywieszczył rzeszom szuraczy przesłanie. Podążajmy za nim.

Nam, mieszkańcom dwóch największych polskich miast, obydwu pretendujących do miana stolicy, ta forma terenu jawi się oczywistością. W Krakowie i Warszawie funkcja otaczających Wisłę ram wybiega daleko poza ochronę przed powodzią. Na nich rozgrywają się wydarzenia kulturalne; wspomniawszy oczywiste Wianki, nie zapominajmy o koncertach, teatrach plenerowych, jarmarkach i happeningach. Zespół słynny nazwę swą wyprowadza: któż nie zna Wałów Jagiellońskich? Tutaj toczy się jedna z najistotniejszych debat społecznych naszych czasów: wolno okowitę tudzież piwo pod chmurką pociągać, czy nie? Codziennie na wałach znajdujemy artefakty potwierdzające wagę tego zagadnienia…

Chlubią się i inne miasta owym elementem urbanistyki: słyną w świecie szczecińskie Wały Chrobrego; z kolei w Poznaniu nad Wartą tabliczki informują o granicach stref dionizyjskich i ascetycznych. Niedowiarków zapraszam na nabrzeże tuż za Tumem: napisy stoją jak wół, określając, gdzie wolno procenty bez naruszania prawa przyjmować. Wielkopolska skrupulatność… W wersji zdrobniałej każda niewiasta potwierdzi nam, ile znaczy ów przyrząd kuchenny, potrafiący cuda zdziałać: wałek do ciasta.

Wszelako dla nas idea owa stanowi klasyczny oczywizm: wały wynaleziono po to, żeby człowieki po nich biegały.

Pisano już w tym miejscu onegdaj o zagadnieniu czystości powietrza w aspekcie peregrynacji nadrzecznych, zatem powtarzam tylko króciutko: gdzie struga szeroką, olsem ulesioną, w domostw separacji, daleko od szos – tam mniej sięga smog. Lecz to dopiero pierwsza zaleta.

Uwielbiam czworonogi, w tym rozmaite wielkością i wyglądem pieski, potrafiące wiernie towarzystwem służyć, także w czasie truchtania. Niemniej rzeczywistość skrzeczy: wielu właścicieli puszcza zwierzątka w terenie swobodnie, a te czasem życie pod nogami szuracza komplikują. Jeśli pomnożymy to przez współczynnik kilkunastu osobników na alejkę… Otóż nad ciekami jakoś milusińskich mniej się notuje. Nie wnikając głębiej w przyczynę takiego stanu rzeczy, stwierdzamy chłodno i obiektywnie: tak się łatwiej trenuje.

Wały (i w ogóle nabrzeża wód) pełniące przecież pryncypialnie funkcję obronną przed żywiołem, charakteryzują się na ogół solidnością wykonania, co wcale nie o wszystkich budowlach publicznych można powiedzieć. Daje to często – nie tylko w wielkich miastach – idealny teren do biegania, zwłaszcza dla zawodników przemieszczających się nieco szybciej. Nie przez przypadek spora liczba zawodów tu się rozgrywa! Liczymy od parkrunów skromnych (Kalisz, Bydgoszcz, Gdynia), poprzez imprezy lokalne (Wieliszewski Crossing, Bieg Wałem Wiślanym) kończąc na królewskich dystansach metropolitalnych, z Cracovia Maraton na czele.

W lecie dołóżmy do powyższych zalet chłodzący wpływ wody. Zarówno wilgoć, jak i naturalny ruch powietrza nad rzekami i jeziorami przynosi miły chłodek w czas upału. Nad morzem sprawa staje się oczywistą, któż nie lubi delikatnej bryzy…

Na koniec tych zachwytów dodam cechę drobną, acz dla mnie niesłychanie istotną: na wale znaleźć łatwiej ciszę i kontakt z przyrodą. Na wodach ruch cywilizacyjny na ogół rzadko się panoszy. Niestety, nie zaznamy tego wszędzie: zdarza się, iż wzdłuż rzeki ruchliwa szosa warczy i smrodzi. Niemniej często uciekniemy tak od hałasu, spotkamy rośliny i zwierzęta, których próżno wyglądać w parkach. Zaznamy relaksu, w najlepszych dostępnych warunkach.

Biegnij; biegnij na wał.

***

Na Tarchominie, stanowiącym północną rubież Warszawy, Wisła płynie o krok. Przemierzam pół ulicy, ćwierć osiedla, jeden pseudolasek i wybiegam na swobodną nitkę, która wyprowadza mnie z miasta. Owszem, zwieńczono ją asfaltowo, lecz komfortową alejkę poprowadzono tylko do granic stolicy. Gmina Jabłonna wita już terenowym podłożem, nie za trudnym, acz milszym dla stóp od betonowości. Z jednej strony króluje nadrzeczny, bagnisty las, dostępujący we wspaniałomyślności urzędniczej formalnie majestatu rezerwatu. Z drugiej flanki rozłożyły się łąki i zakrzewienia, stróżowane przez pojedyncze, ogromne topole i dęby. Tu już nie słychać samochodów, tylko wiatr i ptaki. Spotykam mało płochliwe sarny, lisy i zające, tylko patrzeć niedźwiedzi. Z rzadka przemknie rowerzysta, pozdrowiwszy uprzejmie. Wygodny trakt ciągnie się na przestrzeni kilkudziesięciu (!) kilometrów. Tu mieści się mój raj.

***

Świętując z rodzinami Boże Narodzenie pod Wawelem, wybraliśmy się na dłuższe wybieganie wzdłuż Wisły w kierunku Tyńca. Wyprawa w teren częściowo nieznany – dotychczas szuraliśmy tylko do mostu Zwierzynieckiego – okazała się strzałem w dziesiątkę. Stopniowo od podziwiania wspaniałości zabytków przebiegamy w strefę przyrody. Perspektywa odsuwa, krok za krokiem, cywilizację na bok. Mijamy łąki, pola, drzewa, krzewy piękne i kolorowe nawet o tej porze roku. Towarzystwa dotrzymują nam ptaki zimowe: wrony, sikory, gawrony, dzięcioły. Na horyzoncie pysznią się krakowskie wzgórza: Las Wolski, Sikornik, Bielany.

Tuptamy wygodną alejką, acz dla potrzebujących, między wałem a rzeką, przełaj czeka do dyspozycji. Za Zakrzówkiem asfalt nam się urywa, wypychając na błotnistość. Zapada decyzja: „do tamtego zakrętu”; jeśli warun się nie poprawi, zawracamy. Los okazuje się łaskawy, wznawiając wygodne podłoże. Polecamy wszystkim ten odcinek; można tam się dosłownie wyżyć biegowo! W jednym miejscu idealna prosta sięga dwóch kilometrów. I to wszystko w otoczeniu szerokich, malowniczych krajobrazów płaskiej doliny Wisły.

Rytm odmierzają niewiadomego przeznaczenia słupy, ochrzczone przez nas dzbanami. Trzeba być na czasie ze słownictwem. Na dystansie dziesięciu kilometrów nie spotykamy nikogo poza biegaczami! I to wszystko dzieje się w niedzielę, przy nie najgorszej pogodzie. Żałowaliśmy, że trzeba zawrócić, lecz rozsądek zwyciężył. Wrócimy kiedyś; mam przeczucie, iż nie raz.

Kierujemy się w stronę miasta, żegnani przez niewzruszone dzbany.

I wał.

 

Łukasz Klaś

 

 

 

 

6 thoughts on “Taki wał. I dzbany.

  1. A ja nie lubię biegać ale na wf – ie biegam 🙂 Ostatnio biegałem najdłużej w klasie a inni zaczęli tylko chodzić. A jak słowo „dzban” zostało ogłoszone młodzieżowym słowem roku 2018 to bardzo się uśmiałem. Przed nami koniec 2018 a początek 2019 więc znów coś się kończy a coś zaczyna ale dla mnie to tylko zmiana daty.

Pozostaw odpowiedź Warszawski Scyzoryk Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *