Klasztor Ko-shaolin, czyli szlakiem mocy mrocznych.

Zabawny kalambur użyty w tytule z dawna już wzbudzał moją (fanatyka orientu i sztuk walki) sympatię dla grodu nad Dzierżęcinką – miasta omal wojewódzkiego; czy kto pamięta, że walczono tu o to miano niemal do końca? Doprawdy powiatowość nic Koszalinowi nie ujmuje, wynagrodziwszy go z dawna pięknem dzieł architektury i natury.

Siedziba oprawcy w obrębie murów: mistrz śmierci jednocześnie mieszkał i nie mieszkał w mieście. XIV wiek

Znajdujemy zatem od razu nutkę niepokojącą, mroczną: podziwiamy Domek Kata, Drzewo Czarownic, pogańskie miejsca kultu i pochówku. Gotyk naokoło zdaje się wpływać nawet na kształty zupełnie nowych budowli: tu dach spadzisty, tam ceglane wtręty, łuczek gdzieniebądź… Do tego drzewa w parku spokoju pilnują: ładnie i dostojnie. Spacer nastraja i dusze koi. W powietrzu czuć słoność bryzy. Bałtyk przed stuleciami zamknął piachem zatokę, jezioro zeń czyniąc, lecz przecież jakaś morskość się tu ostała.

Lecz przybyliśmy także celem startu: parkrun Koszalin wzywa.

parkrun naokoło jeziora będącego rozlewiskiem rzeczki oferuje sympatyczną, nie za trudną trasę. Ta łatwość okazuje się tylko nominalna, gdyż sobotnim rankiem witają nas kondycje ostro pomorskie: zimno minusowe, wietrzyk, siekący i marznący deszczyk, a do tego trasa znacznymi odcinkami pokryta przyjemną, cienką warstewką lodu.

Przechodnie życzliwie doradzają nam, jak trafić do wypożyczalni łyżew. Szczerząc zęby, dzielnie drobimy sportowym krokiem typu „poranna gejsza”. Nie uniknęliśmy jednak soczystych gleb, gustownymi siniakami skóry zdobiąc.  Jednakże biegło się znakomicie, a wyniki, uwzględniwszy panujące warunki, wolno uznać za akceptowalne.

Towarzystwo mieliśmy wyśmienite, koszalińscy wymiatacze tryskają energią; z  iście pomorskim humorem wyjaśniają nam niezawiłości trasy. Nienudna piąteczka się trafiła: dwa razy małe kółko i dwa razy duże, uwzględniając zawartość małego w dużym.

Poszło znakomicie, nikt się nie zgubił.

Potem czekały nas już same przyjemności, którym oddaliśmy się bez ociągania: zwiedzanie, morsowanie, jedzenie. Ciekawym doświadczeniem jest spacer po zmrożonym piasku plaży, natomiast woda morska w Unieście rewelacyjna. Namawiamy gorąco!😁

Warsiaskie morsiątka pod Mielnem tyłki moczą; woda miodzio🙂

parkrun Koszalin: check✔

1 miejsce/19:11

Status parkrun: 29/20

Pod Drzewem Czarownic, na którym wieszano wiedźmy. Zgodnie z instrukcją obiegliśmy trzy razy i czekamy, co nadzwyczajnego nas spotka.🤔

 

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Klasztor Ko-shaolin, czyli szlakiem mocy mrocznych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *