Indywidualnie w grupie.

-Izolacja! Biegać razem nie możemy, weź się i coś wymyśl. Kiss.

Takiego sms-a przysłała mi hrabina Szczydoniecka. Poczułem się wyróżniony. W głowie mej zabrzmiały fanfary, że ja, jako rycerz błędny, na ratunek grupy… Ferajna spod Kotwicy nie poddaje się, rzecz jasna, a jam na ratownika namaszczon. Aha, jakby ktoś nie wiedział, to tak się nazywamy od miejsca spotkań pod pomnikiem Ligi Morskiej i Rzecznej. Monument ów składa się w znacznej części z imponującej kotwicy właśnie. Nie pamiętam, kto pierwszy tego miana użył, ale chyba się – zakotwiczyło w świadomości ogólnej. Niech tam. Bieganie w takim towarzystwie uprzyjemnia wysiłek, a o zawołanie mniejsza. Grunt, to działać.

A tu koronawirus, cham i szkodnik, w paradę wchodzi. Siadam i wymyślam.

Nie ma rady, trzeba się technologią cyfrową wspomóc w komunikacji, skoro bezpośrednio nie wolno. Jak każdy humanista i duszyczka romantyczna, nie przepadam za komputerami, ale mus. Otwieram diabelskie pudełko, zaraza wymaga ofiar.

Romantyzm romantyzmem, ale na szczęście całą paczkę mam w znajomych na fejsie. Rozsyłam więc wici na wiec w cyberprzestrzeni, jednobrzmiąco dla wszystkich.

„Aby się zorganizować, zakładam grupkę dyskusyjną na mesendżerze. Czy masz coś przeciwko?”

Poszło i już po chwili zaczęły skapywać odpowiedzi. Poza Ultrasem, nikt nie miał nic przeciwko. Ten zaś trochę marudził.

-Musimy w tym internecie? O Boże, Boże.

-To ty wierzysz w Boga?

-Jak jest burza w lesie, to wierzę. Więc musimy?

-Jest zaraza, pandemia, kwarantanna, panika, recesja, secesja, izolacja i gwałt. Musimy.

-No dobrze, ale tylko teraz.

Łaskawca. Jak śmiał od razu kłody pod nogi ratującego wszystkich rzucać. Ciężka jest dola zbawcy, od początku.

Aby uciąć utyskiwania na brak czasu, zwołuję konferencję na pół godziny przed zwyczajową porą naszych spotkań. Nikt nie protestuje.

***

-Meldować się towarzystwo!

-Marek na pokładzie.

-Asia obecna.

-Gruby, Tadek, Wymiatacz, hrabina.

-Ultras, żyjesz?

-Żyję, tylko się to cholerstwo nie chciało włączyć. I przypominam, że to tylko na teraz.

Ignorując marudzenie marudy, przystępuję do rzeczy. Swoją drogą, ile to trwa. Zanim ktoś wklepie wypowiedź w klawiaturę, zdają się wieki mijać. Inna sprawa, że część ludzi ma teraz więcej czasu. Wolę jednak bezpośrednio gadać. Tymczasem ćwiczymy cierpliwość.

-Jako naczelny pandemiolog grupy, przypominam wpierw, teraz i później, o zasadach bezpieczeństwa. Wychodzimy z domu jak najmniej, zachowujemy dystans, kichamy w łokieć, myjemy ręce i podnosimy odporność indywidualnie. Spokojem, umiarkowaną sportowością, dietą i życzliwością przegnamy to dziadostwo precz, a grupa wyjdzie z tego silniejsza niż wcześniej!

Pięknie mi wyszła inwokacja, prawda? Szkoda, że nie mogłem słyszeć tych rozanielonych ochów i achów nad komputerami…

-Skończyłeś ględzić, to do rzeczy – napisał uprzejmie Tadek.

-Asia maluje paznokcie i nie może chwilowo pisać, ale pisze ci, żebyś się streszczał – poinformował tekstem Gruby.

Oto wdzięczność ludzka. Westchnąwszy z wyższością moralną, wyłuszczyłem moją propozycję. Pisząc, zauważyłem, iż robię postępy: zdarza mi się używać trzeciego palca do stukania w klawiaturę. Łał.

-Myśl sama w sobie nie jest jakoś bardzo ogromnie oryginalna, ale nie o to chodzi. Pokrótce, każdy z nas wymyśla zadanie, biegowe lub kojarzące się, do wykonania przez innych w danym tygodniu. Indywidualnie. To znaczy indywidualnie, ale w grupie. Każdy z nas ma to zadanie wykonać. Zatem pomysł ma być na około godzinę ćwiczenia i tak skonstruowany, aby każdy umiał go zrobić. Oczywiście najlepiej, żeby ćwiczenia można było dostosować tempem, obciążeniem itede do możliwości każdego. Bieg ciągły w jakimś zakresie mógłby być, ale to oczywiście mało ambitne. Postarajmy się. Kapewu?

Po chwili zaczęły spływać entuzjastyczne odpowiedzi.

-Każdy musi?

-Mogę ostatnia?

-Musi być aż godzinę?

-Mogę razem z Asią?

Musiałem wyraźniej wyegzemplifikować.

-Kolejność ustalimy losowaniem. Nikogo nie minie. Nie Michał, nie możesz z Asią, musisz sam. Godzinę musi być, w tym rozgrzewka prosta 10 minut. Wybrany szczęśliwiec, przykładowo Władek w danym tygodniu wrzuca opis tu, na tym czacie, najpóźniej godzinę przed zwykłą porą naszej zbiórki. Potem, wieczorem, już nie obowiązkowo, omawiamy sukcesy i porażki realizacji planu. Pamiętajcie, że ćwiczymy sami. Aby ułatwić i dać czas pojętnym inaczej, za tydzień mamy wyzwanie gotowe: klik. Potem według kolejności wylosowanej.

-Czyli pierwszy wybraniec ma dwa tygodnie na przygotowanie planu treningu?

-Dokładnie. Co o tym sądzicie?

Rozsiadłem się przed komputerem, oczekując na zachwyty. Kto najlepiej ubierze w słowa pochwały dla mojej pomysłowości?

-Bardzo się nie wysiliłeś, ale niech będzie.

-Czego się nie robi dla grupy…

-Miejmy nadzieję, że to ostatnia epidemia.

-Mówi się trudno.

Tak to właśnie wygląda, jak chcesz się poświęcić dla ludzkości. Ech. Ostatni kamyk dorzuciła niezawodna hrabina.

-Wiesz co, ale zasad losowania to już nie wymyślaj. Sama się tym zajmę.

Gdyby nie była kobietą… No cóż, ciężkie czasy szykują dla nas różne ciosy. Najłatwiej znaleźć żmije na łonie…

Swoją drogą, ciekawe, co z tego wyjdzie.


***

Łukasz Klaś

5 thoughts on “Indywidualnie w grupie.

  1. Statystyki przerażają, a ja dosłownie boję się kichnąc jak stoje w kolejce do apteki czy sklepu. Ogólnie sama mam fobie ostatnio. Dziwnie się zrobiło. Teraz to nawet biegać nie można. Lasy zamknęli żeby ludzie nie grilowali. Ah smutno bo lubiłam czytać o Waszym bieganiu, ale na pewno znajdziesz jakieś historie żeby nam opowiedzieć.

    Pozdro

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *