Independence Day.

Nie próżnowaliśmy 11 listopada, kręcąc nogami ile sił. Wybór imprez mieliśmy spory, rezultatem startowaliśmy osobno. Zacznijmy niechronologicznie, od popołudniowego sukcesu Agnieszki.

XXII Białołęcki Bieg Niepodległości prowadził terenem znanym, ładnym przełajem, lecz o nieco wydłużonym dystansie. W rezultacie finisz rozciągnął się niektórym mocno, o sześćset metrów mniej więcej. Aga pięknie kontrolowała bieg, zwyciężając pewnie i z gracją. ♥️ Wielki to sukces, biorąc pod uwagę jej zwycięstwo dzień wcześniej. Forma dopisuje jesienią, strach pomyśleć, jak będzie zimą. Czy asfalt, czy teren leśny, tempo znakomite się trzyma. Radość czujemy uzasadnioną, wszak to nasze lokalne igrzysko. Kolejna nudna piątka na koncie.🙂

Kręcąc się tamże z pozycji kibica, wygodnie wszystko obserwowałem. Miło popatrzeć, jak inni sapią. Dobrze też opiekować się wegetarianką: przysługującą jej zupę z wkładem pożarłem ze smakiem, na koszt dzielnicy.😉

Bieg na dyszkę ku świętowaniu Dnia Niepodległości stanowi ważny punkt sezonu dla wielu amatorów z Warszawy i gości. Szybka trasa i bogata oprawa zachęcają do udziału, piękną frekwencją owocując. Często te zawody wieńczą rok treningów, wisienką na torcie w postaci życiówki mamiąc. Każda motywacja zasługuje na uznanie, jeśli skutkuje wspólnym ruchem na świeżym powietrzu naszej kochanej stolicy.

Fot. Aktywna Warszawa.

Dla mnie ta impreza jawi się przyjemnym obowiązkiem, gdyż organizator – Aktywna Warszawa – to mój pracodawca. Zgadliście – pakiet mam fundowany, z obowiązkiem godnego reprezentowania chlebodawców. Szef też startuje i pańskim okiem wyniki swych rumaków tuczy.

Z obawami stawałem na starcie, lekko podchorowany, słabość czując. Aż szkoda, albowiem warunki niemal idealne panowały, skutkując wieloma świetnymi wynikami. To „niemal” zawiera w sobie lekko śliską, wilgotną nawierzchnię i niewielki wiatr. Mój rezultat w takich kondycjach przyjmuję z pokorą, ciesząc się tym, co asfalt dał.

Miłym urozmaiceniem mojego rzężenia okazało się towarzystwo zwyciężczyni open kobiet – Joanny Dorociak. W czasie biegu co i rusz słyszałem „pierwsza kobieta”, „prowadzisz”, „trzymaj pozycję do mety”, ” wsiądź mu (czyli mnie) na plecy”. Mobilizowało to i mnie. Asia na finiszu depnęła i przypieczętowała triumf złamaniem 36 minut, czyli ja znowu drugi wśród pań.😂

Frekwencja budzi podziw, a ja odczuwam uznanie dla uczestników startujących w ostatnich falach: czekali kilkadziesiąt minut na zimnie. Oddaję im szacunek.

Za rok też coś pobiegniemy; wszystkich zachęcamy.

***

Łukasz Klaś

8 thoughts on “Independence Day.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *