Idą święta.

Lubię przedświąteczne poniedziałki! Przecież zdarzają się tak rzadko: w naszym zapracowanym kraju zaledwie jakieś jedenaście razy w roku. Już tam sejm dba, abyśmy się nie lenili. Dowodem na to tegoroczny 12 listopada – w trosce o umiar liczby przedświątecznych poniedziałków czym prędzej przemianowano dzień ów na święto, wstydu przed pracowitym światem (szczególnie Francją) nam oszczędzając.

A bieżąca zima przyniosła nam gwiazdkę wyjątkowo późno: niektóre galerie handlowe dopiero w listopadzie się zorientowały, że trzeba szopkę czynić. Podobno następnym razem (ergo: Wielkanoc) obiecują poprawę; wypatrujcie jaj już pod koniec stycznia. Ta branża pasuje idealnie do dylematu frazeologicznego, polskiego: lepiej robić szopkę czy jaja z ludzi.

Czego wypatrujemy między żłobem, osłem i sianem?

Komuno, wróć!

Jak za wspaniałych czasów PRL nie brakowało niczego, z wyjątkiem oczekiwanych świątecznie pomarańczy (byle nie kubańskich), tak teraz, w ponurych latach wulgarnego kapitalizmu panuje niedostatek wszystkiego przez cały rok, w tym najbardziej wytęsknionej erupcji muzycznej: arcydzieła „Last Christmas” pana Jerzego Michała. Słychać już? Znaczy: idą święta.

O czym musimy pamiętać na gwiazdkę, żeby przeżyć bez większych strat psychicznych? Oto poradnik bożonarodzeniowego survivalu.

Wymyślamy przynajmniej trzy tematy, które możemy poruszyć, kiedy przy stole zapadnie niezręczna cisza po stwierdzeniu jednej z ciociobabć: ano, tak to już jest.

Opracujcie dwie wersje kwestii rybnej, poparte kilkoma mocnymi argumentami, aby sposobną chwilą udowodnić, iż karp: to piękna tradycja albo: zbiorowe morderstwo niewinnych istot.

W kwestii nadmiaru kalorii dobrze jest mieć w rodzinie wegetarian. Potrafią niektóre potrawy przyrządzić równie smacznie, a mniej tucznie. Exemplum: u nas barszcz czerwony serwuje się tylko w wersji roślinnej, z czym i mięsożercy się godzą dla wybornych podniebienia rozkoszy. Warto też w słynnej sałatce z gotowanych warzyw majonez choć w części jogurtem zastąpić, aby 27 grudnia lżejszym rano wstać.

Mak wcinać uszami trzęsąc, daje szansę na weselszy odbiór rzeczywistości, przynajmniej w snach.

Talerz dla samotnego wędrowca lepiej przygotować, niż tym wędrowcem być. Mniejsze ryzyko.

Znudzeni męczącą corocznością rytuałów niech zastąpią lampki na choince świeczkami. Telefon 998.

Nie łudzić się, iż nikt z grona nie będzie chciał obejrzeć Kevina. Będzie.

Zwierzęta raczej nie przemówią; może i lepiej, gdyż moglibyśmy nie tylko pochlebstwa usłyszeć…

Zesromany ze wstydu z powodu dwutygodniowego opóźnienia w stosunku do galaktomarketów, składam Wam, Kochani, najserdeczniejsze życzenia: Wesołych Świąt!

 

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Idą święta.

Pozostaw odpowiedź Łukasz Klaś Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *