I przejdą deszcze…

– W Operze Narodowej dają tańce do muzyki Góreckiego – oznajmia Agnieszka.

– Nie powiadaj bele czego! – odburknąłem tonem Boryny, karcącego młodocianą Józkę.

– Ale kiedy naprawdę.

Musiałem odszczekiwać. Podążamy zatem na balety, gdzie marmur i krasne dywany się pysznią, kędy elyta chadza. Plac Teatralny 1.  Górecki! – to mi wystarczyło, a jak już nóżką do tego ruszą, zajedno mi, tak myślałem.

Po spektaklu zmieniłem zdanie.

W Teatrze Wielkim nawet didaskalia na drzwiach toalety zachwycają wielowątkowością.

Krzysztof Pastor stanął na wysokości zadania i widowisko było przednie. Nie jestem znawcą baletu i nie chcę się za bardzo wymądrzać; poprzestanę na stwierdzeniu, iż podobało mi się wszystko: stroje (fantastyczne muśliny maskujące płeć), poetyka ruchu (Kristof Szabo genialnie opowiada rękoma), choreografia (właściwy balans scen zespołowych i solowych), światła (palący płomień pożogi) oraz oszczędna, wyważona ekspresja. A kulminacja występu w postaci tańca w jak najbardziej realnym deszczu wręcz zapiera dech.

A muzyka? Henryk Mikołaj Górecki nie wymaga uzasadnienia: jego muzyka jest „nad” i dla mnie to oczywistość. Natomiast w opisie wykonania mam niewielki problem; dyrygowała kobieta. Każda uwaga krytyczna mogłaby zatem zostać zinterpretowana jako czepianie się; w końcum znanym skostnialcem. Ograniczam się tylko do stwierdzenia, iż zaczęto zbyt forte, a dzieła mistrza Góreckiego wymagają łagodnego wyciągnięcia na skali dynamiki. Ponadto, może takie są wymogi wykonania do baletu. Poza tym: bardzo, bardzo dobrze: brawo Marta Kluczyńska, orkiestra i chóry.

Razem: bliskie nadzwyczajności.

Opowieść baletem snuje się dramatyczna, zdeterminowana grozą wojny. Nie chcę interpretować, zgniatając możliwości wyobraźni; niech to będzie zachęta do oglądnięcia spektaklu.

I po Was przejdą deszcze…

 

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *