Gostyńskie niespodziewanki.

Jeżeli miejscowość zaczyna się od polecenia GO! to chyba wiadomo, czego się spodziewać… Jedziemy do Gostynia na parkrun. Go!

Zielono.

Pierwszych zaskoczeń zaznajemy na autostradzie, wyposażonej w nadzwyczaj liczne bramki. Czyżby szukano w ten sposób ograniczeń prędkości szalonych kierowców? Jeszcze w kieszeni karta płatnicza nie ostygła, ledwo piątkę wrzucasz, a na horyzoncie już widnieje kolejny punkt poboru środków. Miłość wymaga poświęceń, zatem zgrzytnąwszy zębami podążamy wytrwale ku zachodzącemu słońcu, rozważając jednakowoż alternatywne drogi poruszania się. Wszak czekają tam i kuszą kolejne lokalizacje parkrun: Kościan, Leszno, Poznań, Dąbrówka…

Tymczasem podziwiamy bujność wielkopolskich pól: grudzień niemalże, a wokoło zielono. Cieszą oko oziminy, koniczyna, trawy; trafiają się głąby kapuściane a i buractwa trochę. Nie darmo rejon sławion najwyższymi średnimi temperatur; nam także robi się cieplej na sercu.

Rynek o poranku; z tyłu statek obcych. W lewym dolnym rogu zmieniające kolory kule sygnalizacyjne.

Gostyń wita nas gościnnie miłą dla zmotoryzowanego warszawiactwa jednokierunkową organizacją ruchu; przed dotarciem na kwaterę zaliczam dwie rundki wokół rynku – mistrz kierownicy zaiste. Za to miejsc do parkowania oferuje okolica hojnie i to za darmo.

UFO

Z perspektywy okien naszej kwatery zaskakuje na drugim plamie… UFO! Za kościołem widać wyraźnie ogromny, kopulasty statek obcych. Racjonalistka Agnieszka coś mówi o silosach, magazynach, zakładach, ale nie dam się zwieść: to oni. Na rynku założyli też dziwne, zmieniające kolory kule. Sprawa jasna. 🙂

Mural historyczny.

Po drodze na parkrun mijamy piękny mural upamiętniający setnicę Powstania Wielkopolskiego. Dbają o pamięć i estetykę w Gostyniu. Dojazd na miejsce nie sprawia kłopotu nawet mnie, acz przed skrętem w las niespodzianka: zakaz wjazdu. Jakby na zamówienie pojawia się radiowóz. Rzecz wkrótce się wyjaśnia w miłych okolicznościach: ku naszemu podziwowi, uczestnikom parkrun w sobotę rano wolno wjechać. Władza w niebieskich mundurkach przestrzega porozumienia sumiennie. Brawo! Moce organizatorskie Gostynian godne są podziwu. A dojażdżamy na start iście komfortowo: z wygodnego parkingu pod parkrunowe chorągwie trzeba przejść… 5 metrów.

Królowa parkruna i parkingu; start/meta o krok.

Ruszamy na rekonesans trasy. Okolica prezentuje się malowniczo, zarówno rzeźbą terenu, lasem, jak i obecnością zwierzyny płowej: kilka razy mijają nas stadka saren, danieli i jeleni. Atmosfera staje się lekko rogata.

Odprawa, krótka i konkretna. Fot. parkrun Gostyń

Przed biegiem uczynni wolontariusze i uczestnicy wesoło nam wyjaśniają, że trasa prowadzi w drugim kierunku jednak. Przebieg wcale nienudnej piątki został w koordynacji z nadleśnictwem oznaczony, acz zawiera pewien element przygody i orientacji w terenie. Szczęśliwie nawet ja się nie gubię, skorzystawszy tylko dwa razy z podpowiedzi litościwych towarzyszy.

Po biegu wszyscy są zadowoleni. Wiwat Gostyń! Fot. parkrun Gostyń.

A trasa w gostyńskich lasach kładzie się pod nogami i przed oczami przepiękna. Przyrodą, lasem, ścieżką, porębą wiedzie, ergo: przełaj. Wcale niełatwy parkrun wybraliśmy; wyniki mówią same za siebie – 168 parkrunów i ledwie pięć rezultatów poniżej 19 minut! Spowalniają tempo piach, wądoły i liczne, wcale nie symboliczne hopki. Jakoś jednak docieramy do końca, a Agnieszka luźno, „na roztrenowaniu” kasuje kolejne pierwsze miejsce wśród pań. Warto było się potrudzić w ostępach, albowiem na mecie atmosfera przesympatyczna, a i dla ciała gościnni gospodarze przygotowali sporo: zarówano dla kawiarzy jak i herbaciarzy czekają napoje, plus wybór słodkości. Dziękujemy!

parkrun Gostyń: check!

1 miejsce/36; czas 19:19

Status parkrun: 28/19

My tu jeszcze wrócimy.

 

Łukasz Klaś

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *